Prezes PiS zdradził, w jaki sposób poznał Jolantę Szczypińską. Mówił o tym, że jej postać znana była w całym kraju, także z tego, w jaki sposób traktowana była przez komunistów.

Będę w nim uczestniczył, nie dlatego, że to była wieloletnia posłanka, ale dlatego, że byliśmy zaprzyjaźnieni. Była to osoba szczególna. Po raz pierwszy usłyszałem o niej jako działaczce komitetu helsińskiego w Polsce, wtedy bezpieka osłabiała już swoje działania. Dowiedzieliśmy się, że to działaczka, kolporterka, która była dotkliwie bita na komisariatach. Minęło trzy lata, były zupełnie inne czasy, była kampania z 1991 roku, przyjechałem do Słupska i tam osobą organizującą kampanię Porozumienia Centrum była niewysoka, drobna blondynka. Musiałem osobiście ją zaprosić do stołu, obok mnie i mogliśmy zacząć rozmawiać. Wzbudziło to moje ogromne uznanie i szacunek dla niej.

- mówił Kaczyński.

Po upadku komunizmu sytuacja Szczypińskiej również nie była dobra. Zawsze mogła jednak liczyć na pomoc dobrych ludzi. Pomagał jej osobiście także sam Jarosław Kaczyński. Prezes PiS zdradził, że Szczypińska już dawno temu napisała do niego list pożegnalny.

Bywałem w Słupsku nie raz, miałem tam spotkania. Jola, chociaż partia była w bardzo trudnej sytuacji, starała się robić co mogła, samej będąc w sytuacji skrajnie trudnej. To osoba, która była przykładem brutalności komunizmu i ofiarą III RP. Nie odzyskała pracy, bywała bezrobotna, bywała głodna, pomagaliśmy jej. Nie prosiła jednak o nic, spotykały ją także osobiste nieszczęścia, osoba, z którą była związana, nagle zmarła. Porozumienie Centrum było w coraz gorszej sytuacji, a w dodatku przyszła choroba w 1999 roku i Jola zderzyła się z ówczesną służbą zdrowia. Nie zrobiono jej operacji. Napisała do mnie list pożegnalny, więc postanowiłem jej pomóc. W Gdańsku przeprowadzono jej operację. Miała wyznaczone naświetlania.

- mówił.

Jak się okazało, naświetlania pomogły i Szczypińska mogła wrócić do aktywności politycznej.

Bóg rządził inaczej, ona żyła, poprawił się jej stan zdrowia, zaczęła być aktywna politycznie. Weszła do sejmu, zaczęła pracować w komisji zdrowia. Sejm ją bardzo wciągnął. Pracowała tutaj, ucząc się różnych rzeczy. Była osobą szczerą. Jeździła za granicę, to trwało przez lata, chociaż z tym zdrowiem się wahało. W 2017 roku niestety zaczęło się pogarszać. Niestety, Jola nie mówiła o tym i bardziej intensywna pomoc przyszła wtedy, kiedy było za późno. W lecie tego roku znalazła się w szpitalu.

- dodał Jarosław Kaczyński.

W tych najtrudniejszych momentach Jolanta Szczypińska mogła liczyć na pomoc przyjaciół z partii. Także w ostatnim - najtrudniejszym - etapie życia.

Wiele pomogła jej Elżbieta Witek. Te ostatnie miesiące były bardzo bolesne, to były straszne cierpienia. Łącznie tych operacji było wiele, chyba koło siedmiu. Nawet wtedy, kiedy była ta ostatnia faza, jeszcze raz jej troszkę poprawiło, to nasza ostatnia rozmowa dotyczyła tego, co w Słupsku trzeba zrobić, komu trzeba coś przekazać. Cały czas była bardzo, ale to bardzo zaangażowana. Później przyszła ostatnia faza, zupełnie beznadziejna sprawa, brak przytomności, chociaż czasem ta przytomność wracała. Była ta pewność zbliżającego się końca. I w końcu śmierć. Przyjechałem do niej po konferencji w Jachrance. Siedzieliśmy przy niej długo z Elżbietą Witek.

- prezesowi Kaczyńskiemu załamał się głos...

Jolanta Szczypińska zmarła 8 grudnia. Jej pożegnanie odbędzie się dziś w Słupsku. Zgodnie ze swoją wolą, spocznie w grobie rodzinnym, razem ze swoimi rodzicami.