Sędzia Bogusław Nizieński odnosząc się do zmiany nazw ulic w Warszawie i ustawy dekomunizacyjnej powiedział:

Każda próba przywrócenia jakichkolwiek symboli komunistycznych, komunistycznego zniewolenia, przekreśla testament żołnierzy niepodległości, którzy - tak, jak i my - pragnęli i pragną nazywać rzeczy po imieniu, to jest: oddzielać dobro od zła. 

Prowadząca program dyskusję na temat postanowienia sądu i postawy prezydenta Warszawy rozpoczęła od konkretnego przykładu - ulica Anny Walentynowicz powróciła do swojej starej nazwy, ustanowionej w czasie rządów PO: Stanisława Wrońskiego.

To działacz komunistyczny, były szef Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, były minister kultury  ale również członek brygady pancernej im. Newskiego, która działając na Słowacji zajmowała się m.in. porywaniem ludzi, którzy później znajdowali się na Łubiance, a była to jednostka frontowa NKWD. Żołnierz NKWD zamiast Anny Walentynowicz

- przypomniała Katarzyna Gójska.

Marek Sawicki (PSL) stwierdził, że ma "duży problem", ponieważ jego dziadek i ojciec byli żołnierzami NSZ, AK.

Za długo trwa okres rozliczeń. Obie strony tego sporu źle do tego problemu podeszły. Wydaje się, że samorząd Warszawy, jak i każdy inny, powinien ten problem wcześniej rozwiązać. W momencie, kiedy włącza się w to administracja rządowa, odbierając kompetencje, sąd decyduje, jak decyduje. Teraz jest czas dla rady miasta i dla Warszawy na powiedzenie: sprawdzam, czy jesteśmy w stanie w tej kwestii stanąć w prawdzie i, mimo decyzji sądu, jednak doprowadzić do uporządkowania tej sytuacji, żeby rzeczywiście zbrodniarze komunistyczni z nazw ulic zniknęli

- wykazywał. 

Zbigniew Gryglas (Porozumienie) stwierdził zaś, że takiego działania "nie da się tłumaczyć wyłącznie otumanieniem". "To już jest poważniejsza sprawa".

Ze zdumieniem czytałem najpierw wniosek władz Warszawy, a potem uzasadnienie sądu. Sąd uciekł jak zwykle w kwestie formalno-prawne a nie odniósł się merytorycznie do sprawy. To częsty wybieg naszych sądów

- mówił.

Natomiast Ryszard Czarnecki (PiS) stwierdził, że "ta haniebna decyzja opanowanej przez PO i Nowoczesną rady Warszawy, wycięła ulicę wielkiego polityka PSL, działacza niepodległościowego Adama Bienia, jednego z szesnastu polityków Polskiego Państwa Podziemnego, którzy byli sądzeni w Moskwie".

Gdzie jest "Gazeta Wyborcza"? Ulica KOR-u miała być, a będzie ulica 17 stycznia - wtedy, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy

- przypomniał.

Marcin Święcicki (Platforma Obywatelska) stwierdził, że "sąd wydał wyrok nie z powodów merytorycznych, a uzasadnienia były słabe".

Na pytanie Katarzyny Gójskiej, czy "nie jest przypadkiem tak, że lepiej przywrócić wszystkich komunistów, morderców i zbrodniarzy byleby tylko nie było ulicy Lecha Kaczyńskiego", odpowiedział, że "nie o to chodzi".