We Francji będzie akt V, czyli sztuka protestu grana dalej

  

Przemówienie Emmanuela Macrona było oczekiwane, i to od dawna. Z góry nazwano je najważniejszym wystąpieniem kadencji, a nawet mową decydującą o jego prezydenturze. Orędzie poprzedziło spotkanie z politykami, samorządowcami i związkowcami. Dziennikarze przez cały dzień spekulowali na temat możliwych niespodzianek.

Oczekiwano przełomu w trwającym już od tygodni kryzysie społecznym, jakiego nie widziano we Francji od 1968 r. Wreszcie wybiła godzina 20 i… po 13 minutach prezydenckiego orędzia było wiadomo, że zmieniło się niewiele, a w kolejną sobotę nastąpi protestów akt V.

 

Kierunek dobry, ale zbyt późno

 

Prezydenckie propozycje uznano za krok w dobrym kierunku, ale niewystarczający. Macron obiecał podwyższenie najniższego wynagrodzenia o 100 euro (szybko okazało się jednak, że chodzi tu o tzw. premie z kasy państwa, a nie sam wzrost podstawy najniższej płacy), defiskalizację zapłaty za godziny nadliczbowe i wypłacane trzynastki oraz zniesienie podatku CSG na emerytury poniżej 2000 euro. Padły też przeprosiny, wezwania do spokoju, a nawet ogłoszenie gospodarczo-społecznego stanu wyjątkowego. Prezydent obiecał wysłuchać Francuzów i zapowiedział prace rządu oraz parlamentu nad kolejnymi zmianami.

 

Nie samym chlebem Francuzi żyją

 

Niemal od początku protestu władze redukowały żądania manifestantów do tzw. siły nabywczej i postulatów czysto ekonomicznych. W tym kierunku poszły także propozycje Macrona. Tymczasem ruch „żółtych kamizelek”, chociaż powstał jako sprzeciw wobec nadmiernego fiskalizmu państwa, od początku artykułował wiele postulatów pozaekonomicznych, od uporządkowania problemu imigracji (80 proc. Francuzów chce jej powstrzymania, a nie podpisywania paktu migracyjnego w Marrakeszu) przez bezpieczeństwo (policja dziwnym trafem potrafi zastosować radykalne metody wobec licealistów, a od lat nie radzi sobie z bandami na przedmieściach i dilerami narkotyków), po obronę tożsamości kulturowej, narodowej i tradycyjnego stylu życia. Tego francuski prezydent nie zrozumiał. Nic nie wskazuje też na wycofanie się z ideologii klimatycznej. Słowo „klimat” padło w alokucji prezydenta trzykrotnie, a właśnie od tego motywu zaczęła się polityka dodatkowej fiskalizacji i nakładania kolejnych opłat na paliwa.


Krytyka opozycji

 

Przemówienie prezydenta Macrona spotkało się również z krytyką opozycji. Jean-Luc Mélenchon niemal natychmiast po orędziu powiedział, że złożone obietnice to zbyt mało. Jak stwierdził, rząd nie uwzględnił problemów bezrobotnych, emerytów, pracy na kontraktach śmieciowych, licealistów i redystrybucji bogactwa. Brak przywrócenia tzw. podatku od fortun jest zdaniem lewackiego trybuna dowodem na to, że Emmanuel Macron pozostaje „prezydentem bogatych”. Centroprawicowi Republikanie wskazywali, że propozycje przychodzą zbyt późno i są niewystarczające. Dodawali, że wcześniej zgłaszali takie same propozycje i były one przez rząd odrzucane. Marine Le Pen wskazała, że prezydent nie uwzględnił innych problemów, które dręczą społeczeństwo.

Rzeczywiście wielu polityków ograniczało, podobnie jak sam prezydent, problem do ekonomii (prezes centrowej UDI Jean-Christophe Lagarde, socjalistka Ségolène Royal, centroprawicowy Alain Juppé). Tymczasem wystarczyło się wczytać w treść transparentów, by wiedzieć, że przyczyny buntu wykraczają daleko poza fetysz „siły nabywczej”. Francja najbardziej potrzebuje… nadziei.

 

„Żółte kamizelki” kontynuują protest

 

Kiedy pytano o przemówienie prezydenta „żółte kamizelki”, które trwają na blokadach drogowych, reakcje były podobne. „Protest trwa” – odpowiadali. Przyznawali, że 100 euro podwyżki najniższych pensji to krok w dobrym kierunku, ale żądanie dymisji Macrona nadal jest podstawowym hasłem rewolty.

Skupienie się wyłącznie na postulatach reform ekonomicznych, bez uwzględnienia problemów kulturowych, cywilizacyjnych i społecznych, może się okazać największym błędem Emmanuela Macrona. Poza tym ludzie widzą olbrzymie rezerwy środków, które są w tym zbyt etatystycznym kraju marnotrawione. Nikomu niepotrzebne, a kosztowne programy przebudowy społecznej, realizacja ideologicznych pomysłów, które rujnują rodziny i ich styl życia, kosztowna imigracja, ciągłe przebudowywanie i zmiany infrastruktury miejskiej, przebudowy dróg, rozbuchana i coraz mniej sprawna administracja – to tylko pierwsze lepsze przykłady. Manipulacje przy budżecie państwa i przekładanie jednego podatku na drugi czy samo przesuwanie środków niczego tu nie załatwią.

W ten sposób w kolejną sobotę grudnia będziemy świadkami już V aktu dramatu z Macronem w roli głównej. Zasięg i skala mobilizacji mogą się tu okazać decydujące. Czy gra na podzielenie ruchu „żółtych kamizelek”, zbliżające się święta i kilka obietnic ekonomicznych wystarczą do rozbrojenia protestu? Jeśli tak, to tylko na pewien czas, a uśpiony pesymizm Francuzów w końcu i tak eksploduje kiedyś na nowo.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl