Kwaśniak skarży się na "represje"

/ Adrian Grycuk [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], from Wikimedia Commons

  

Były wiceszef KNF Wojciech Kwaśniak powiedział, że państwo jest wobec niego represyjne oraz że czuje się bardziej zagrożony niż przed czterema laty, gdy dokonano zamachu na jego życie. Jak mówił, jest zszokowany słowami Grzegorza Biereckiego, że nie zawsze jest tak, że "bandyta bije tego dobrego".

Kwaśniak, który był gościem Radia Zet, poinformował, że jego pełnomocnik złożył już zażalenie na decyzję o zatrzymaniu go przez CBA. "Nie było żadnego powodu do owego zatrzymania i formy, w jakiej to się odbywało" - podkreślił.

6 grudnia rano agenci Biura zatrzymali Wojciecha Kwaśniaka, a także byłego przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka i pięcioro innych byłych urzędników KNF. Po doprowadzeniu do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie usłyszeli oni zarzuty działania na szkodę interesu publicznego w okresie od 22 października 2013 r. do 15 września 2014 r. poprzez dopuszczenie do powstania szkody w kwocie ponad 1,5 mld zł oraz na szkodę interesu prywatnego w kwocie ponad 58 mln zł.

W roku 2014 Kwaśniak, który jako wiceszef KNF nadzorował kontrolę w SKOK Wołomin, padł ofiarą brutalnego ataku. Radio RMF FM informowało, że "został brutalnie pobity przed swoim domem w warszawskim Wilanowie przez bandytę, który wcześniej w więzieniu spędził 25 lat", a bandytę wynająć miał członek rady nadzorczej SKOK Wołomin.

Proces karny podejrzanych o pobicie trwa.

W środę senator PiS Grzegorz Bierecki - od 1992 r. do października 2012 r. prezes Zarządu Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej, sprawującej nadzór na SKOK-ami, w tym również SKOK Wołomin i wieloletni członek zarządu SKOK - odnosząc się do pobicia Kwaśniaka, powiedział m.in., że "to nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego".

"Jestem zszokowany taką wypowiedzią" - podkreślił Kwaśniak. Zapowiedział, że jeżeli ta wypowiedź - w powiązaniu z wypowiedziami innych osób - doprowadzi do zagrożenia bezpieczeństwa jego i jego rodziny, to co najmniej w wymiarze moralnym obciąży osoby wypowiadające się w ten sposób. Były wiceszef KNF podkreślił, że cztery lata temu czuł się zagrożony, ale obecnie, w sytuacji, gdy państwo "podejmuje - w jego przekonaniu - nieuprawnione i szokujące" działanie w stosunku do niego - czuje się "zagrożony tym bardziej".

"Cztery lata wcześniej miałem przekonanie, że doszło do zamachu na moje życie, ale państwo mnie wspiera. Dzisiaj to państwo jest represyjne w stosunki do mnie" - przekonywał "A ja pracowałem dla tego państwa i społeczeństwa. Wielu milionom ludzi w Polsce na przestrzeni ponad 20 lat ochroniłem bezpieczeństwo ich oszczędności" - dodał Kwaśniak.

Według Prokuratury Krajowej zarzucane Kwaśniakowi i innym byłym urzędnikom KNF przestępstwo, "polegało na tym, że urzędnicy nie zakończyli prowadzonego postępowania administracyjnego sporządzeniem projektu decyzji administracyjnej o ustanowienie zarządcy komisarycznego w SKOK w Wołominie do dnia 22 października 2013 r.".

Kwaśniak wyjaśnił, że w SKOK Wołomin nie można było wcześniej ustanowić zarządu komisarycznego ze względu na konieczność przestrzegania procedury administracyjnej. "Zdecydowanie jestem przekonany, że działaliśmy z pełną determinacją, żeby jak najszybciej zakończyć postępowanie administracyjne" - podkreślił.

Były wiceszef KNF podkreślił, że Komisja w sprawie SKOK Wołomin, jak i w każdej innej sprawie, działała w oparciu o kodeks postępowania administracyjnego i dążyła do tego, aby podejmowane decyzje były odpowiedzialne - nie były sprzeczne z przepisami prawa i nie były uchylane przez sądy. Jak wyjaśnił, skutki uchylenia decyzji KNF ws. SKOK Wołomin przez sąd byłyby negatywne nie tylko dla klientów tej kasy, dla KNF, ale też dla Skarbu Państwa

Jak ocenił, winę w tej sprawie ponoszą przede wszystkim władze SKOK Wołomin. Pytany o rolę Kasy Krajowej, zaznaczył, że również ona wykonywała funkcje kontrolne nad SKOK-ami i miała obowiązek współdziałać z KNF. Jak podkreślił, w komunikatach prokuratury w Gorzowie jest wyraźne stwierdzenie, że działalność przestępcza w SKOK Wołomin była prowadzona od roku 2008.

Kwaśniak poinformował też, że prokurator uniemożliwił mu wykonywanie zadań w miejscu pracy, czyli NBP. Jak mówił, od poniedziałku nie wykonuje żadnych zadań, nie należy mu się wynagrodzenie, a wraz z brakiem składek - zostaje pozbawiony opieki lekarskiej. "To pokazuje, jak państwo się wobec mnie zachowało" - powiedział. Zaznaczył, że jeżeli do 20 grudnia nie wpłaci 200 tys. kaucji, trafi na święta do aresztu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Wzruszające słowa córki Pawła Adamowicza. "Gdańsk był dla taty trzecim dzieckiem"

śp. Paweł Adamowicz / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

W Gdańsku na Placu Solidarności zebrało się co najmniej kilka tysięcy osób, które zostawiały zapalone znicze, upamiętniając i wspominając zamordowanego prezydenta miasta Pawła Adamowicza. W spotkaniu wzięły udział również żona i starsza córka zmarłego, które zabrały głos. - Paweł Adamowicz był moim tatusiem. Ciebie, tatusiu, kocham bardzo mocno i na zawsze. Kocham to miasto tak, jak on - mówiła Antonina Adamowicz.

Znicze w Gdańsku oraz innych miastach Polski ustawiane są na planie serca, a w mediach społecznościowych akcję nazwano "największe serce świata". 

Niewyobrażalne jest to dla ludzi, że nienawiść może być tak wielka. Pamiętacie go uśmiechniętego, zagadującego ludzi na ulicy. Chciał, żeby to miasto było dla wszystkich. Dla niego nie miało znaczenia to, jaki kto ma kolor skóry i kogo kocha. Proszę, żeby taka atmosfera w Gdańsku była 

- mówiła żona zmarłego prezydenta, Magdalena Adamowicz.

Dzisiaj jesteśmy w żałobie, ale ona minie. Paweł często mówił, żebyśmy się kochali. Wiem, że Paweł jest tu z nami, że będzie dobrym opiekunem tego miasta. Jego śmierć nie pójdzie marne. Wiem to dlatego, że tylu z państwa tutaj jest, że jesteście tutaj dla niego, osoby w różnym wieku, nie tylko z Gdańska. Dziękuje wam za to bardzo 

- dodała.

Głos zabrała również starsza córka Pawła Adamowicza.

Nazywam się Antonina Adamowicz. Paweł Adamowicz był moim tatusiem. Ciebie, tatusiu, kocham bardzo mocno i na zawsze. Kocham to miasto tak, jak on. Cała nasza rodzina je kocha, bo Gdańsk był dla taty trzecim rodzicem, trzecim dzieckiem i drugą miłością. Wiem, że jeżeli to miasto nadal będzie otwarte, takie kochające jak jest teraz, to on będzie bardzo szczęśliwy. Dziękuję wam wszystkim za to wsparcie 

- podkreśliła starsza córka tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl