Protesty "żółtych kamizelek" zaczęły się od sprzeciwu wobec zapowiadanej przez rząd podwyżce od stycznia akcyzy na paliwo. Mimo że władze przed kilkoma dniami ogłosiły, iż zawieszają jej wprowadzenie na cały rok 2019, demonstracje nie ustały, a przyczyną niezadowolenia ich uczestników są wysokie koszty utrzymania i polityka gospodarcza Macrona.

Prezydent Francji przerwał dzisiaj milczenie i wygłosił specjalne oświadczenie, w którym powiedział, że zwrócił się do rządu o podniesienie zagwarantowanej płacy minimalnej (SMIC) o 100 euro miesięcznie od stycznia 2019 roku. 

Jak podkreślił w wystąpieniu telewizyjnym, w ciągu 18 miesięcy pracy jego rządu nie można było rozwiązać tych problemów Francji, które narastały od 40 lat. Dodał, że wierzy, iż znajdzie wyjście z trudnej sytuacji kraju.

Tymczasem tuż po tym wystąpieniu sekretarz generalny centrali związkowej CGT Philippe Martinez wezwał do wspólnego strajku związkowców i "żółtych kamizelek", ponieważ uznał obietnice Macrona za niewystarczające. Strajk miałby się rozpocząć w piątek. Martinez nie podał żadnych innych szczegółów.

Prezydent obiecał podjęcie zdecydowanych kroków, które przyniosą wymierną ulgę najbiedniejszym Francuzom, podkreślił jednak, że nie będzie radykalnej zmiany polityki jego rządu.

Nie jest jasne, czy CGT odmówi w tej sytuacji udziału w konsultacjach zapowiedzianych przez rząd.

Konsultacje w sprawie transformacji energetycznej z parlamentarzystami, członkami samorządów, przedstawicielami związków zawodowych i obywatelami mają rozpocząć się 15 grudnia.

"Żółte kamizelki" od ponad trzech tygodni protestują w całej Francji przeciw wciąż rosnącym kosztom utrzymania.