A miało być tak pięknie. Wielkie billboardy w mieście, znakomita obsada, rewelacyjne zdjęcia i supermontaż. Z „Kac Wawą” jest jednak jak z „Big Love”. Wszystko dobre oprócz… scenariusza.

Ci, którzy widzieli „Kac Vegas” i „Kac Vegas w Bangkoku”, czekali na polską wersję superkomedii. Początkowo grzecznie zaplanowany wieczór kawalerski przeradza się w noc pełną niesamowitych, niebezpiecznych i zabawnych przygód. To z grubsza fabuła wspomnianych amerykańskich produkcji, które przetarły szlaki polskiemu filmowi, choć to Polacy zastrzegają, że są autorami pomysłu.

Polscy producenci zdobyli znakomitych aktorów: Borysa Szyca, Sonię Bohosiewicz, Antoniego Pawlickiego, Michała Milowicza, Michała Żurawskiego, Mirosława Zbrojewicza czy Przemysława Bluszcza. Tytułowa piosenka Dody mogła nas tylko utwierdzić w przekonaniu, że zaplanowano produkcję z pewnym rozmachem. Na pochwałę zasługuje odpowiedzialny za zdjęcia Jacek Januszyk i montażysta Przemysław Lisak. Sposób realizacji jest bardzo dobry. A Warszawa sfilmowana w taki sposób, że Nowy Jork przy naszej stolicy to prawie prowincja. Reżyser Łukasz Karwowski wycisnął ze scenariusza, co mógł. Bo niestety sam scenariusz okazał się wielką klapą!

Największą słabością filmu są dialogi, a właściwie ich brak. Jedynie miny Borysa Szyca mogą tu śmieszyć, a uwagę może przyciągać kreacja Antoniego Pawlickiego. Aktorzy stawali na rzęsach, żeby było śmiesznie, ale bez zabawnych tekstów nie da się tak uciągnąć całego filmu. Puenta, w której pan młody mówi do swojej przyszłej żony: „Szukałem cię wszędzie, nawet w burdelu”, każe stwierdzić – jaka puenta, taki film. Akcja toczy się głównie w klubach i burdelu, a jedyna przyzwoita postać – sąsiadka agencji towarzyskiej – zdradza w końcu swojego chłopaka, lądując w łóżku z ledwo poznanym facetem. Perełką filmu w warstwie komediowej jest z pewnością epizod grany przez Tomasza Karolaka, który udając Włocha, pojawia się w domu publicznym.

W warstwie obyczajowej mogliśmy się spodziewać degrengolady. Ale scenariusz Piotra Czai i Jacka Samojłowicza to już upadek polskiej komedii. Gdzie czasy dialogów z „Seksmisji” czy „Misia”, które do dziś pamiętamy? Gdzie podejście do filmu jako sztuki? Ten film to fajna forma ze słabiutką treścią. Młode pokolenie filmowców nie jest w stanie kontynuować legendy polskiej komedii. Polska komedia się kończy.