Bez szacunku nie ma trwałej przyjaźni

  

Studenci zatrzymani na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie w trakcie nagrywania etiudy filmowej szczęśliwie wrócili do domów. Miałem okazję na bieżąco śledzić wydarzenia, o których stało się w Polsce głośno, poprzez stały kontakt z rzeczonymi i tymi, którzy tam na miejscu starali się im pomóc. I po raz ostatni chcę też w tej sprawie zabrać głos. Skala zakłamania rzeczywistości i wyimaginowanych dywagacji w kontekście tego, co naprawdę wydarzyło się we Lwowie, jest przerażająca. A przecież rzetelność dziennikarska nakazuje jako priorytet położyć akcent na obiektywny przekaz.

W sprawie wypowiadała się niemała część komentatorów politycznych i dziennikarzy, ale mam nieodparte wrażenie, że czynili to bez głębszej refleksji i choćby minimalnej chęci poznania sprawy. Dorabiali teorię spiskową do zupełnie przypadkowych wydarzeń, wrzucając młodych adeptów dziennikarstwa do jednego worka z chuliganami, nazywając ich nawet barbarzyńcami. Mam tylko nadzieję, że robili to nie na zamówienie, ale bezwiednie, bo po prostu pasowało im tak do z góry założonej tezy. Większość wyznawców takich „zwyczajów” dziennikarskich nie zadała sobie nawet trudu sprawdzenia tematu także w nieco szerszym kontekście relacji polsko-ukraińskich.

Ile można wybaczyć dziennikarzom?

Przypomnę zatem, jak naprawdę wyglądała kolej rzeczy. Trzej studenci 22 listopada, w 100. rocznicę obrony Lwowa oraz śmierci 13-letniego Jureczka Bitschana, chcieli nakręcić etiudę filmową na cmentarzu Orląt Lwowskich. W celach inscenizacji odpalili świeczki dymne w kolorach biało-czerwonych. Błąd studentów polegał na tym, że zrobili to bez stosownych pozwoleń. Czy byłaby szansa na uzyskanie takowych i czy był sens kręcenia takich ujęć, to temat na inną dyskusję. 

Młodzi studenci mieli taką, a nie inną wizję i obiektywnie nie wyrządzili żadnych strat materialnych ani nie dokonali żadnych czynów chuligańskich. Na świeżo pisali o tym na forach internetowych chociażby turyści z Polski, którzy widzieli całą sytuację. Stąd też na ten incydent należałoby spojrzeć w kategoriach stricte dziennikarskich. Co można, a czego nie można wybaczyć dziennikarzom, którzy tworzą materiał medialny? Należy dalej zadać pytanie, czy środki zastosowane wobec adeptów dziennikarstwa były słuszne. Czy wielodniowe przesłuchania, zachowanie strony ukraińskiej, która przetrzymywała studentów ponad tydzień, należy uważać za adekwatne? Odpowiedź wydaje się oczywista, choć niestety nie dla wszystkich, ponieważ homo soveticus, zakorzeniony widać w naszym dziennikarstwie, przysłania właściwe spojrzenie na tą sprawę. 

Kult UPA psuje nasze relacje

Kontrowersje związane z czczeniem poległych poprzez odpalanie rac bądź świec dymnych też jest innym tematem do dyskusji. Natomiast czy się komuś podoba, czy nie, w ostatnich latach w ten właśnie sposób młodzi oddają cześć poległym za ojczyznę i zawsze robi to mocne wrażenie, niczym salwa honorowa ku czci bohaterów. Stąd też pewnie chęć pokazania w etiudzie filmowej krótkich ujęć z cmentarza w tle ze smugą biało-czerwonego dymu.

Całość sprawy, w którą wplątano radio i telewizję oraz służby bezpieczeństwa Ukrainy, spowija mgła absurdu. Naprawdę zwykły mandat byłby wystarczający do zaistniałego ewentualnego wykroczenia, natomiast tworzenie wokół tej sprawy tak szerokiego rozgłosu zakrawa na prowokację ze strony, której zależy na pogorszeniu relacji polsko-ukraińskich. 

Ukraina już od wielu lat jest w stanie permanentnej wojny z Rosją, która przybiera różne formy: od regularnej bitwy na wschodnich terenach po akcje i działania hybrydowe. W tym aspekcie to właśnie Rosji zależy najbardziej na tym, żeby zniszczyć i tak wątłą przyjaźń między Polską a Ukrainą. Nasza polityka zagraniczna wobec Kresów wymaga więc większej i intensywniejszej współpracy w celu zacieśnienia więzów. Brzmi trywialne, ale jak widać, nie jest to łatwe do zrealizowania. 

Mam nieodparte przekonanie, że przyczyna tkwi nie w działaniu studentów na cmentarzu Łyczakowskim, ale w postsowieckiej mentalności niektórych radykalnych polityków ukraińskich oraz we wpływach służb rosyjskich w kreowaniu polityki historycznej Ukrainy. To przede wszystkim kult UPA oraz Bandery psuje nasze relacje. W żadnym cywilizowanym kraju europejskim nie stawia się pomników mordercom. Co więcej, jeżeli nie będziemy zwracać na ten fakt uwagi, to pewnego dnia możemy sami obudzić się w innej części Europy. Nasi sąsiedzi mają też wyraźny problem z nazwaniem wydarzeń z okresu II wojny światowej ludobójstwem, kiedy mordowano naszych rodaków całymi wioskami. Mają problem z chrześcijańską wizją przebaczenia, która zakłada szczere przyznanie się do winy, żal za grzechy i zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu za popełnione zbrodnie. Jeśli się na to nie zdobędą, nigdy nie będą wolni!

Piszmy prawdę

Większość naszych specjalistów i działaczy kresowych w ogóle nie zwraca uwagi na tego typu aspekty, udając, że temat nie istnieje. Dlaczego nikt z komentatorów, którzy tak dbają o należyty porządek na cmentarzu Orląt Lwowskich, nic nie zrobił w sprawie zabicia dechami posągów lwów na tym cmentarzu? Czy to nie jest jawna prowokacja? Na czyją korzyść ona działa? Przecież we Lwowie takich posągów jest mnóstwo, a wszystkich i tak nie da rady zakryć, bo trzeba byłoby także zmienić nazwę miasta. Dlaczego nie widać żadnej troski o zabrany w tych dniach dominikanom klasztor w Lwowie? 

Idźmy dalej. Ta sama grupa studentów przeprowadziła wywiad ze starszą panią, Polką mieszkającą w Lwowie, która opowiadała o trudnych czasach II wojny światowej w okręgu lwowskim. Dziwnym trafem parę dni potem służba bezpieczeństwa dokonała najścia i przesłuchała Bogu ducha winną osobę. Naprawdę nie trzeba tutaj tęgich umysłów, żeby zlokalizować źródło prowokacji. 
Znam tych studentów i jestem przekonany, że film, który powstanie z tej głośnej już wizyty we Lwowie, powstrzyma falę hejtu, która dosięgła ich bezpodstawnie, a rozgłos tej sprawy stanie się zaczynem dialogu przyjaźni między narodami. O tym, co dzieje się na Ukrainie, trzeba pisać zgodnie z prawdą, a nie lukrować rzeczywistość.

Współpraca między nami musi się opierać na wzajemnym szacunku i pojednaniu, zwłaszcza na kanwie trudnej – jeśli chodzi o wspólne doświadczenia – historii, ponieważ bez tego nie zbuduje się trwałej przyjaźni. Hołd Banderze, zakłamywanie historii i represje wobec Polaków, którzy pozostali na swojej ojcowiźnie, nie poprawi naszych relacji mimo ogromnej sympatii i przyjaźni, jaką Polacy wciąż czują wobec narodu Ukrainy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl