Adwokaci i sędziowie na jednej imprezie. Mówili także o PRL-u... Kilka cytatów warto zapamiętać

Sędziowie i adwokaci zorganizowali wspólną konferencję - pojawili się na niej znani prawnicy (niektórzy jeszcze niedawno czynni politycy). Podczas wystąpień nie zabrakło porównań działań wymiaru sprawiedliwości PRL-u a obecnym. Niektórych mówców mocno poniosło... Jedni chwalili sędziego Józefa Iwulskiego, inni twierdzili, że w PRL sędziowie byli niezawiśli, a kolejni przestrzegali przed potępianiem tych co wydawali wyroki w stanie wojennym. A reszta ochoczo klaskała!

Maciej Marosz

Piątkowa konferencja, której tematem były postawy sędziów i adwokatów wobec władzy w okresie minionego stulecia, od razu zaczęła się mocnym akcentem. Prof. Adam Strzembosz zrównał ustawę międzywojnia z przepisami funkcjonującymi w okresie komunizmu.

W 20-leciu międzywojennym był taki okres po zamachu majowym, który przypomina nam się teraz codziennie. To był czas próby, wywierania nacisku na sądownictwo, szczególnie w procesach politycznych. Wprowadzona wówczas, w okresie sanacji, ustawa Prawo o ustroju sądów była tak wygodna dla władzy, że za Polski Ludowej właściwie nie wymagała korekty. Ta korekta nastąpiła w późniejszych latach przed rokiem 1989 i w sprawach drugorzędnych

- stwierdził były I prezes SN, sędzia w stanie spoczynku.

Później Strzembosz przystąpił do oceny PRL po roku 1956 r. i wywnioskował, że zmiany jakich dokonała władza w sądownictwie, miały zasadniczy wymiar. - Po tej dacie sędziowie w większości działali samodzielnie – ogłosił.

Wtedy od razu przeszedł do współczesności. 

A obecnie jesteśmy w sytuacji, gdy mają miejsce różne formy nacisku na sądownictwo. Nie było teraz jeszcze żadnego procesu brzeskiego, ale zatrzymywani i aresztowani są ludzie, wobec czego opinia publiczna bardzo szeroko otworzyła oczy. I tu jest ta wielka rola sędziego i adwokata. Aby te otwarte oczy zamknęły się z uczuciem ulgi. Są jeszcze sądy niezawisłe, które gwarantują nam poczucie bezpieczeństwa

- stwierdził Strzembosz.

Później głos zabrał prof. Andrzej Friszke. Historyk wprawdzie zastrzegł, że w referacie o ocenach postaw prawników w latach komunizmu, porusza się po obszarze niezbadanym, to nie przeszkodziło mu w stawianiu twardych hipotez.

Friszke nie zgodził się ze stwierdzeniem, że inteligencję polską w czasie wojny spotkała zagłada. - To teza drastyczna i przesadna. Jednak istotna część tej inteligencji została przy życiu i to miało ogromne znaczenie dla tego, co dobre w powojennym wymiarze sprawiedliwości.

A po chwili przyznał, że nie wie, jaki procent sędziów został zamordowany przez okupantów podczas wojny. - Nie mam takich danych, trzeba by głębiej pogrzebać - rzucił.


Stwierdził też, że braki kadrowe w okresie powojennym „usprawiedliwiały w jakiejś mierze działania wyjątkowe władz, np. awansowanie na wysokie stanowiska ludzi nie do końca spełniających kryteria kompetencyjne”.

Po tym historyk przeszedł do oceny przełomowego roku odwilży z 1956 r., gdy nadszedł czas rozliczeń i próby naprawy krzywd. Nie dostrzegł zabiegu kontrolowanego i potrzebnego ówczesnemu aparatowi władzy komunistycznej, ale doszukiwał się zasług dla sądownictwa i adwokatury.

Trzeba powiedzieć, że duża część sędziów i sądownictwa zachowała się należycie. To kwestia wykonania amnestii z 56 roku, procesów rehabilitacyjnych, kwestia pociągania do odpowiedzialności (oczywiście nie bez przyzwolenia władz) winnych okrucieństw okresu stalinowskiego. Trzeba pamiętać, że jednak zapadło kilka wyroków

– mówił. - To jest na pewno rzecz do odnotowania na plus dla sądownictwa – stwierdził i dalej mówił o okresie po odwilży październikowej w podobnym tonie, jak prof. Strzembosz.

Okres roku 1956 jest szalenie ważny. On zamyka drastyczne łamanie prawa z jakimi mieliśmy do czynienia w pierwszym dziesięcioleciu. Nie ma już tak drastycznego łamania prawa, w więzieniach nie stosuje się już tortur, nie łamie się tak drastycznie ludzi, usuwa się ze stanowisk najbardziej skompromitowanych w stalinizmie ludzi

– przekonywał historyk.

Tak, jak mówił prof. Strzembosz, w większości to sądownictwo po 1956 r. było suwerenne i stosuje sprawiedliwość w sposób, który nie może budzić poważniejszych wątpliwości. Jedynie jak się pojawiają sprawy o charakterze politycznym, gdzie władza jest zainteresowana rozstrzygnięciem, to wówczas pojawiały się specjalne ścieżki działań

– zaznaczał Friszke.

Stwierdził, że rządzący później Władysław Gomułka i inni ludzie z biura politycznego partii „nie byli takimi całkowitymi zwolennikami niepraworządnego państwa”, bo sami wcześniej byli więzieni przez aparat władzy.

Ale podzielali pogląd, który generalnie reprezentowali komuniści, że sędziowie i prawo są po to, by władza mogła osiągnąć to, co chce

- zaznaczył profesor.

Przechodząc do oceny postaw sędziowskich czasu stanu wojennego zdecydowanie przestrzegał krytyków. 

Zachowanie środowiska sędziowskiego w stanie wojennym, co dzisiaj jest często tak ostro oceniane. Jest pełne stereotypów i niewiedzy. Tymczasem sprawa oceny sędziów jest skomplikowana. Powinniśmy być ostrożni, nie wydawać twardych tez i nie potępiać

– przestrzegał profesor. Jako argument mający powstrzymywać krytykę podał spotykane wówczas wyrazy niezadowolenia płynące z ośrodków władzy i MSW wobec zasądzania nie nazbyt surowych wyroków.

Z kolei Teresa Flemming-Kulesza, prezes Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, przedstawiała zaangażowanie sędziów w ruch solidarnościowy. Wymieniła przypadki takich sędziów, wskazując na siebie i sędziego... Józefa Iwulskiego! Wskazała na jego zasługę w uczestnictwie w pracach Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności. 

W referacie nie wspomniała o ujawnionej w tym roku - portal niezalezna.pl podał to jako pierwszy! - przeszłości Iwulskiego jako oficera WSW, skazywaniu opozycjonistów w stanie wojennym. Flemming-Kulesza przedstawiła obraz sędziów okresu stanu wojennego jako poddawanych represji i szykanom w przypadku nie wypełniania oczekiwań komunistycznych władz.

Na wygłaszane referaty historyczne entuzjastycznie reagował siedzący w pierwszym rzędzie sali Uniwersytetu Warszawskiego Ryszard Kalisz, adwokat i były szef kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W czasach komunizmu działacz młodzieżówki komunistycznej SZSP oraz PZPR gromkimi brawami przyjmował kolejne wystąpienia referentów. Polityk podzielał wizję w nich przedstawioną.

Zostałem aplikantem sądowym w roku 1981 a później aplikantem adwokackim w ORA w Warszawie w 1984 r. Jak to pamiętam,  w tamtym czasie to tak właśnie było. Miało się poczucie, że zarówno sędziowie jak i adwokaci, co do zasady współdziałali a jednocześnie przestrzegali gwarancji praw człowieka. Pamiętam, jak były postępowania z demonstracji, które wtedy byli. Aplikanci po 3 maja i 11 listopada itd. mieli dyżury i w sądzie bronili te osoby zatrzymywane na manifestacjach i stawiane przed sąd

– mówił mec. Kalisz. 

Odnosiło się wrażenie, że adwokatura to mała enklawa, która nie poddaje się naciskom władzy 

- podsumował. Uznał, że niesłusznie zamyka się dziś okres PRL prostymi, krytycznymi wobec prawników tego okresu stwierdzeniami. - Jak byłem młodym aplikantem, w latach 80., my na prawdę byliśmy przekonani o niezawisłości sędziowskiej - mówił Ryszard Kalisz.

Na konferencję poza śmietanką palestry i sędziów Trybunału Konstytucyjnego oraz Sądu Najwyższego czynnych i w stanie spoczynku przybyli także sędziowie młodszego pokolenia: Wojciech Łączewski czy Łukasz Biliński.

Powody oporu wobec PiS połączonych sił sędziów i adwokatów, wyłożyła I prezes SN Małgorzata Gersdorf.

W tak zwanych normalnych czasach te środowiska nie stykają się lub niechętnie, bo zawsze jest podejrzenie, że mogą mówić o sprawach, które są na wokandzie. Czas jest ekstraordynaryjny i pięknie się stało, że środowisko sędziowskie i adwokackie współdziałają ze sobą w celu obrony konstytucji i praworządności. Chciałam za to bardzo podziękować, bo to wymaga dużej odwagi

– mówiła.

Z kolei dla prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej Jacka Treli symboliczne było otwieranie konferencji wspólnie przez przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości i adwokatury. - To symbol naszego współdziałania w trudnych czasach, które wymagają takiej współpracy - oznajmił.

Z tej stuletniej historii wyciągnęliśmy wiele i w tych ostatnich trzech trudnych latach potrafimy współdziałać bez jakichkolwiek podejrzeń o stronniczość czy interes własny, jakkolwiek takie zarzuty słychać, to my dobrze wiemy w naszym środowisku, że to są zarzuty nieprawdziwe, a nasze działania wspólne sędziów i adwokatów służą obronie demokracji

– opowiadał Trela.

Potępił prowadzenie spraw dyscyplinarnych wobec sędziów, którzy jego zdaniem nie zamieniają roli sędziego z rolą polityka, ale dbają o demokrację i strzegą niezależnych sądów.

Niezależne sądy to jedyna dziś szansa na obronę demokracji, to jej ostoja

– podnosił emocje szef NRA. - Sędziowie to wiedzą i rozumieją tą sytuację i dlatego adwokatura tak żarliwie wspiera walkę sędziów o niezależność sądów i ich wewnętrzną niezawisłość – podkreślał.

Nie pozwolimy, żeby tym sędziom stało się coś złego

– podsumował prezes Trela.

 

 


Źródło: niezalezna.pl

#Iustitia #Themis #Okręgowa Rada Adwokacka #Warszawa #sąd #sędziowie #prawnicy

Maciej Marosz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo