Chodzi o sprawę karną, w której oskarżony jest Robert W. oraz jego żona Ewa W. Sprawa dotyczy zarzutów dwu kradzieży sprzętu elektronicznego z marketów we Wrocławiu i Wałbrzychu w lutym 2017 r.

Jednocześnie, jak poinformował rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych Piotr Schab, w środę został skierowany do Izby Dyscyplinarnej SN wniosek o rozpoznanie sprawy dyscyplinarnej sędziego W. Jak napisał sędziemu W. "zarzucono popełnienie deliktów dyscyplinarnych (...) polegających na uchybieniu godności urzędu sędziowskiego przez dokonanie 4 i 6 lutego 2017 r. zaboru w celu przywłaszczenia mienia o łącznej wartości 4,6 tys. zł na szkodę Media Markt Polska".

Sprawa karna, która trafiła do wałbrzyskiego sądu toczy się równolegle z postępowaniem dyscyplinarnym.

W lutym tego roku SN utrzymał decyzję niższej instancji w sprawie uchylenia immunitetu sędziemu W. i decyzja ta otworzyła prokuraturze drogę do postawienia sędziemu zarzutów dwu kradzieży sprzętu elektronicznego. We wrześniu tego roku Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej wysłał do sądu akt oskarżenia w tej sprawie.

W początkach listopada wałbrzyski sąd zawnioskował do SN o przekazanie sprawy poza rejon Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

"Wynika to z faktu, że oskarżony sędzia miał osobiste relacje z wieloma sędziami z tego rejonu. Wcześniej 38 sędziów z Wałbrzycha wyłączyło się z możliwości orzekania w tej sprawie właśnie ze względu na taką znajomość. Sędzia Robert W. od wielu lat orzekał w sądach na naszym terenie, a ostatnio w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu. Był patronem wielu sędziów"

- mówiła sędzia Marzena Rusin-Gielniewska z Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Według prokuratury, materiał dowodowy wskazuje, że 4 lutego 2017 r. w markecie w Wałbrzychu sędzia W. - wspólnie z żoną Ewą - dokonał kradzieży dwóch głośników, dwóch pendrivów oraz kabla, zaś dwa dni później - 6 lutego 2017 r. - w markecie we Wrocławiu sędzia W. dokonał kradzieży dwóch głośników, 13 pendrivów, dwóch kart Micro SD i słuchawek.

W. twierdził, że przedmioty te kupił wcześniej - ale nie okazał dowodu zapłaty. Tłumaczył też, że te rzeczy wniósł, bo "nie było nikogo przy wejściu, by to zgłosić".

Jak podawała prokuratura dzięki monitoringowi ze sklepu pracownicy obserwowali, jak 6 lutego 2017 r. sędzia wkłada do koszyka różne akcesoria i przy pomocy cążek i nożyka przełamuje ich zabezpieczenia. Puste opakowania odkładał na półki, a znajdujący się w nich wcześniej sprzęt wkładał do kieszeni. W. zatrzymano za linią kas. Skradzione akcesoria, cążki i nożyk miał w kieszeni - zaznaczała prokuratura.

Z kolei w oparciu o analizę zapisów monitoringu ustalono, że kradzieży 4 lutego 2017 r. dokonały dwie osoby - kobieta i mężczyzna. "Ustalono, że kobietą była podejrzana Ewa W., zaś mężczyzną był jej mąż Robert W." - przekazywała prokuratura.

"W wyniku przeszukania w miejscu zamieszkania Ewy W. i Roberta W. ujawniono i zabezpieczono m.in. dwa głośniki i kabel o takich samych numerach seryjnych, jak numery seryjne znajdujące się na pustych opakowaniach ujawnionych w sklepie" - informowali śledczy.

Podczas postępowania o uchylenie immunitetu obrona W. wnioskowała o powołanie biegłego, w celu ustalenia stanu psychicznego sędziego w momencie czynu. SN uznał jednak w lutym, że choć taki wniosek obrony jest zrozumiały i uzasadniony w całej sprawie, to jednak nie ma znaczenia na etapie postępowania o uchylenie immunitetu.

"Sąd w tym postępowaniu nie musi mieć absolutnej pewności, że przestępstwo zostało popełnione, tylko ocenia dowody przedstawione wraz z wnioskiem prokuratury oraz to, czy przedstawiona w tym wniosku wersja wydarzeń jest dostatecznie uprawdopodobniona, a zachowanie cechuje się większym niż znikomy ładunkiem społecznej szkodliwości"

- wskazywał SN.