Rośnie napięcie między Serbią i Kosowem

KFOR / flickr.com/Óglaigh na hÉireann/CC BY-SA 2.0

  

Premier Serbii Ana Brnabić ostrzegła dzisiaj, że utworzenie regularnej armii w Kosowie może doprowadzić do zbrojnej interwencji Belgradu. "Mam nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli użyć swojego wojska" - powiedziała dziennikarzom w Belgradzie.

"Ale w tej chwili jest to jedna z opcji na stole, bo nie możemy przyglądać się nowym czystkom etnicznym"

- wskazała.

Dodała, że w ostatnich latach Serbia inwestowała w odbudowę potencjału obronnego, który był "zdewastowany". "Kiedy ktoś wie, że macie silne wojsko, musi z wami usiąść i rozmawiać" - oceniła.

Jak pisze agencja AP, jest to najostrzejsze ostrzeżenie ze strony Belgradu w związku z rosnącym napięciem między Serbią i Kosowem, jej dawną prowincją zamieszkaną w większości przez Albańczyków.

We wtorek prezydent Serbii Aleksandr Vuczić oskarżył władze w Prisztinie, że wprowadzając bariery celne i planując utworzenie regularnej armii chcą "wypędzić Serbów z Kosowa".

Napięcie między Serbią a Kosowem wzrosło w listopadzie, gdy rząd w Prisztinie wprowadził 100-procentową podwyżkę ceł na towary sprowadzane z Serbii oraz Bośni i Hercegowiny (BiH), sugerując, że jest to odwet za odrzucenie wniosku Prisztiny o członkostwo w międzynarodowej organizacji policyjnej Interpol po intensywnym serbskim lobbingu.

Wcześniej, w październiku, mimo sprzeciwu przedstawicieli serbskiej mniejszości i rządu w Belgradzie, parlament Kosowa przegłosował w pierwszym czytaniu trzy ustawy o zmianie Kosowskich Sił Bezpieczeństwa (FSK) w regularne wojsko. Drugie czytanie zaplanowano na 14 grudnia.

Przyszła armia Kosowa miałaby się składać z 5 tys. żołnierzy wyposażonych w nowoczesny sprzęt i 3 tys. rezerwowych. Utworzone w 2009 r. FSK liczą obecnie ok. 2,5 tys. członków uzbrojonych przez NATO i zajmują się utrzymaniem porządku oraz pomocą w sytuacjach kryzysowych.

Parlamentarzyści serbskiej mniejszości narodowej są zdania, że do utworzenia kosowskich sił zbrojnych konieczna jest nowelizacja konstytucji. Władze Serbii uważają z kolei, że jedyną siłą zbrojną w Kosowie mogą być tylko międzynarodowe siły pokojowe KFOR pod dowództwem NATO, które w 1999 roku otrzymały mandat ONZ na podstawie kończącej wojnę rezolucji 1244 Rady Bezpieczeństwa.

Sekretarz Generalny NATO Jens Stolteberg ostrzegł dzisiaj władze Kosowa przed przekształceniem FSK w regularną armię.

"To jest ruch jest w złym momencie. Jest on niezgodny z zaleceniami wielu sojuszników NATO i może mieć poważne konsekwencje dla przyszłej integracji euroatlantyckiej Kosowa"

- powiedział.

MSZ Rosji, będącej bliskim sojusznikiem Serbii, nazwało planowany ruch Kosowa "kolejnym destabilizującym i prowokacyjnym krokiem".

Premier Kosowa Ramush Haradinaj zapewniał, że "kosowska armia nie jest dla północnej części Kosowa", zamieszkanej przez mniejszość serbską, a "będzie miała za zadanie pomóc NATO w Afganistanie i w Iraku".

Według bałkańskich analityków interwencja 28-tysięcznej armii serbskiej w Kosowie jest wysoce nieprawdopodobna, jeśli się weźmie pod uwagę aspiracje Belgradu do wstąpienia do Unii Europejskiej, a wypowiedź premier Brnabić jest prawdopodobnie ukłonem w stronę serbskich nacjonalistów.

Wypowiedzi Brnabić "stoją w sprzeczności z niedawnym oświadczeniem prezydenta Vuczicia, który uważa, że wysłanie (serbskiej armii) do Kosowa doprowadzi do bezpośredniego konfliktu z NATO" - ocenił były wojskowy dyplomata Milan Karagaća z think tanku Centrum Polityki Zagranicznej w Belgradzie.

Premier poinformowała też, że podwyżka taryf celnych przez Prisztinę kosztuje Belgrad miesięcznie 42 mln euro. Jednak prezydent Vuczić zapowiedział we wtorek, że Serbia nie podejmie wobec Kosowa z tego powodu kroków odwetowych.

Po wojnie z lat 1998-99, która zakończyła się interwencją NATO w obronie Albańczyków przed czystkami serbskich sił bezpieczeństwa, w Kosowie pozostało ok. 120 tysięcy Serbów, głównie na północy, w rejonie Kosovskiej Mitrovicy. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

To jedna z najważniejszych zmian w rządzie. "Bylibyśmy jedynym krajem w UE, który nie ma takiego zaplecza"

Konrad Szymański / fot. Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

  

- Prawda jest taka, że od 10 lat środek ciężkości podejmowania decyzji, często w sprawach bardzo szczegółowych, przenosi się do Rady Europejskiej, gdzie Polska jest reprezentowana przez premiera. Bez tej decyzji Polska byłaby jednym krajem w UE, gdzie nie ma bezpośredniego unijnego zaplecza. Jestem zdziwiony, że osoby nawet blisko będące spraw europejskich powtarzają rzeczy, które może miałyby sens 10-15 lat temu - tak na krytykę zmian w MSZ odpowiada wiceminister spraw zagranicznych, Konrad Szymański.

Wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański był pytany dzisiaj w radiowej Trójce o zmiany w strukturze resortu. O tym, że polityka europejska zostanie wyłączona z MSZ i przeniesiona do KPRM poinformował w piątek premier Mateusz Morawiecki podczas prezentacji składu rządu. Komórką tą ma kierować dotychczasowy wiceszef MSZ odpowiadający za sprawy europejskie, Konrad Szymański.

Szymański przyznał, że co prawda można było taką zmianę wprowadzić wcześniej, ale zawsze był ostrożny - jeśli chodzi o zmiany instytucjonalne.

 Chciałem się temu przyjrzeć z bliska. Po czterech latach jestem przekonany, że to jest bardzo dobry pomysł, który wzmocni politykę państwa polskiego na forum Unii Europejskiej, gdzie oprócz spraw stricte zagranicznych (...) sprawy kluczowe związane z naszymi interesami w Unii Europejskiej, koncentrują się na zarządzaniu gospodarczym, na budżecie, finansach, niedługo klimacie - to jest absolutnie temat numer jeden

- podkreślił.

[polecam:https://niezalezna.pl/296622-prezydent-ocenil-zmiany-w-rzadzie-sporo-mowil-o-roszadach-w-msz]

- Wzmocnienie funkcji koordynacyjnej prezesa Rady Ministrów jest jak najbardziej w porę i jest konieczne - ocenił Szymański, uzasadniając utworzenie w KPRM komórki zajmującej się sprawami europejskimi.

Zdaniem Szymańskiego, taki proces ma miejsce we wszystkich państwa unijnych.

- Byłoby czymś naprawdę niespotykanym, aby w Polsce utrzymywać system, który w jakimś sensie byłby archaiczny

- podkreślił. 

Konrad Szymański odniósł się również do krytyki ze strony opozycji.

- Przygniatająca większość uwag, w szczególności ze strony opozycji, jest całkowicie oderwana od rzeczywistości Unii Europejskiej dzisiaj. Prawda jest taka, że od 10 lat środek ciężkości podejmowania decyzji, często w sprawach bardzo szczegółowych, przenosi się do Rady Europejskiej, gdzie Polska jest reprezentowana przez premiera. Bez tej decyzji Polska byłaby jednym krajem w UE, gdzie nie ma bezpośredniego unijnego zaplecza. Jestem zdziwiony, że osoby nawet blisko będące spraw europejskich powtarzają rzeczy, które może miałyby sens 10-15 lat temu

- powiedział.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl, 300polityka.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl