Krzysztof Wyszkowski ma przeprosić Wałęsę za swoje wypowiedzi w mediach, że przed kilku laty wygrał jeden z procesów. Legendarny opozycjonista, były działacz Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, ma przeprosić Wałęsę w internecie w trzech miejscach: na stronie prywatnej Wyszkowskiego oraz portalach "Gazety Polskiej Codziennie" i Radia Maryja.

Zadzwoniliśmy do Krzysztofa Wyszkowskiego, by poprosić go o komentarz do wyroku. Okazało się, że Wyszkowski... tryska humorem i jest niezwykle zadowolony z wyroku, jaki zapadł!

Uważam ten wyrok za mój pełny sukces. Znajomi mi mówili, że gdzieś w radiu podawali, że ja przegrałem proces, że zostałem skazany na przeprosiny. To są takie prawdy częściowe, czyli w istocie fake-newsy. Rzeczywiście sąd mi nakazał zamieszczenie na blogu osobistym czy w mediach takie lakoniczne przeproszenie Lecha Wałęsy, że ja go przepraszam, bo twierdziłem, iż przegrał ze mną proces i na tym koniec

- wyjaśnia Krzysztof Wyszkowski w rozmowie z Niezalezna.pl.

Jednak według niego, nie to jest istotne w całej sprawie z Lechem Wałęsą. Sąd nie nakazał bowiem Wyszkowskiemu przeproszenie Wałęsy za słowa, że były prezydent był tajnym agentem Służby Bezpieczeństwa. A to już wyrok precedensowy!

Istota polega na tym, że sąd odrzucił roszczenie Wałęsy, żebym ja przeprosił za mówienie, że był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. I sąd to odrzucił! A więc odrzucając tę końcówkę, odrzucił istotę rzeczy, bo przecież o to w tej całej sprawie chodziło, czy był agentem czy nie. Ten sąd go nie obronił, a więcej: sąd powiedział, że nie będzie ustalał, czy Wałęsa był agentem czy nie był, ale w związku z tym odrzucił to roszczenie. Sąd uciekł trochę od problemu, stwierdzając, że nie będzie tego rozstrzygał. Ale wspomniał, że te dokumenty zostały uznane za prawdziwe, więc w dodatku pogrążył w uzasadnieniu Lecha Wałęsę. To otwiera drogę każdemu człowiekowi, który może swobodnie powiedzieć, że według jego przekonania Lech Wałęsa był agentem. Nie może być wtedy ukarany, ponieważ sąd przeprowadzał w tej sprawie rozstrzygnięcie, a dowody potwierdzają, że Lech Wałęsa był agentem Służby Bezpieczeństwa. Ogólnie rzecz biorąc, wygrałem! Skoro istotą rzeczy było twierdzenie, że Lech Wałęsa był płatnym donosicielem Służby Bezpieczeństwa, który brał pieniądze za donoszenie na swoich kolegów, to skoro zostałem uwolniony od przeprosin za to, to znaczy, że wygrałem ten proces. Taki jest istotny, merytoryczny sens tej całej 13-letniej batalii.  To mój pełen sukces

- opisuje Wyszkowski.

Jak się okazuje, to nie koniec porażek Lecha Wałęsy...

Dla mnie dolegliwe w pierwszej instancji było to, że ja te przeprosiny mam ogłosić w telewizjach, w radiu i to byłyby wielkie koszty. To zostało odrzucone, więc mamy kilka porażek Lecha Wałęsy. I na koniec sąd odrzucił wniosek Wałęsy, żebym ja mu jakąś nawiązkę zapłacił i jeszcze koszty sądowe procesu. Wychodzę z procesu bez grosza straty, a w internecie mam napisać, że się myliłem i że formalnie jeden z dawnych procesów przegrałem.

- kończy Wyszkowski.