Nie szczepisz dzieci - zapłacisz więcej? Nowy pomysł lekarzy i prawników

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/Myriams-Fotos

  

Rodzice, którzy sprzeciwiają się obowiązkowym szczepieniom ochronnym dzieci powinni płacić wyższą składkę zdrowotną - postulują lekarze i prawnicy zrzeszeni w Polskim Towarzystwie Prawa Medycznego.

W Ministerstwie Zdrowia ruszają prace zespołu, który ma przygotować propozycje nowych regulacji dotyczących praw i obowiązków pacjentów. Chodzi o nowelizację ustawy sprzed 10 lat.

W Krakowie z udziałem ponad 250 uczestników rozpoczął się dzisiaj 7. Ogólnopolski Kongres Prawa Medycznego. Jego uczestnicy przekazali Rzecznikowi Praw Pacjenta Bartłomiejowi Chmielowcowi pismo, w którym proponują wprowadzenie wyższej składki ubezpieczenia zdrowotnego dla tych, którzy nie chcą wykonywać obowiązkowych szczepień ochronnych u swoich dzieci. Pismo to trafiło także do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

- Odmowa korzystania z obowiązkowych szczepień ochronnych dzieci jest świadomym zwiększeniem ryzyka określonych chorób zakaźnych i ich powikłań. Ten, kto się na to decyduje powinien naszym zdaniem ponosić tego konsekwencje, ponieważ trzeba liczyć się ze zwiększeniem wydatków na leczenie chorób finansowane ze środków publicznych

 - mówił dr Marcin Mikos z Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego. "Szacujemy, że składka dla takich osób powinna być wyższa o około 3 proc. i wynosić około 12 proc." – dodał.

Takie rozwiązanie, zdaniem prawników, nie narusza konstytucyjnego prawa obywateli do równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych.

W piśmie kierowanym do ministra zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta członkowie Towarzystwa Prawa Medycznego podnoszą, że "zaniechanie obowiązkowych szczepień ochronnych jest nie tylko sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną, ale także z obowiązkiem prawnym", bo ustawa o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi nakłada ma określone grupy społeczeństwa obowiązek poddawania się szczepieniom ochronnym na wskazane choroby. Szczepienia te – jak wskazano w piśmie - służą nie tylko zapewnieniu zdrowia tych osób, które je otrzymują, ale także reszty społeczeństwa.

Uczestnicy kongresu w Krakowie rozmawiają także o problemach prawnych w relacjach lekarz – pacjent i o działalność specjalnych wydziałów ds. błędów medycznych utworzonych przez ministra sprawiedliwości w 2016 r. w części prokuratur w kraju.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Znikający Birgfellner. Nie ma głównego świadka, nie ma dowodów

Gerald Birgfellner / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Grzegorz Broński

Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl.

Kontakt z autorem

  

„Czynności podejmowane przez zawiadamiającego i jego adwokatów (…) wskazują na dążenie do nieuzasadnionego wydłużenia czynności” – tak prokuratura ocenia zachowanie Geralda Birgfellnera i jego pełnomocników Romana Giertycha oraz Jacka Dubois. Austriak nie stawił się bowiem na wezwanie, nadal brakuje oryginalnych nagrań. Z kolei mecenasi winę zrzucają na prokuraturę.

W najnowszym numerze „Gazeta Polska” ujawnia zaskakujące biznesowe związki firmy Austriaka.

„Zarządcą cypryjskiej spółki Geralda Birgfellnera – austriackiego biznesmena, który nagrywał Jarosława Kaczyńskiego – jest firma powiązana z aferą Panama Papers. Obsługuje ona jednocześnie głównego udziałowca największego rosyjskiego koncernu miedziowego, kontrolowanego przez zaufanego oligarchę Władimira Putina”.
– ustalił autor publikacji Grzegorz Wierzchołowski.

Z kolei wczoraj Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydała komunikat poświęcony zachowaniu Austriaka i jego pełnomocników w związku z prowadzonymi czynnościami sprawdzającymi. Są problemy z kontynuacją przesłuchania mężczyzny, który złożył zawiadomienie przeciwko prezesowi PiS. Na wczoraj (i dzisiaj) wyznaczono kolejny termin, ale nie stawił się na wezwanie. Przebywa poza granicami Polski.

Po raz pierwszy Birgfellner zeznawał 11 lutego.

„Pomimo gotowości prokuratora zawiadamiający i jego pełnomocnik nie wyrazili zgody na kontynuowanie czynności dnia następnego, czyli 12 lutego 2019 r. Została ona wznowiona dopiero 13 lutego 2019 r., a przerwana po dwóch godzinach, na wniosek zawiadamiającego, z przyczyn osobistych”.
- wylicza prokurator Łukasz Łapczyński i dodaje:

„Dotychczas zeznania zawiadamiającego są bardzo zdawkowe, a on sam zasłania się w wielu wypadkach niepamięcią”.

Prokurator i pełnomocnicy Austriaka umówili się, że telefonicznie ustalą nowy termin, ale próby skontaktowania z mec. Giertychem okazały się bezskuteczne. Dlatego prokurator wyznaczył termin na 21 i 22 lutego.

„20 lutego 2019 r. o godz. 14.30 pełnomocnik zawiadamiającego Geralda B. adwokat Roman Giertych przesłał do prokuratury faksem pismo, w którym poinformował, że jego klient nie stawi się na wezwanie”.
- podaje prokurator Łapczyński, który tłumaczy, że zgodnie z prawem „niezakończenie przesłuchania zawiadamiającego o przestępstwie uniemożliwia podjęcie decyzji procesowej”.

Poza tym nadal brakuje kluczowego dowodu, czyli oryginałów nagrań rozmów Birgfellnera i prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

„Nośnik elektroniczny przedstawiony prokuraturze zawierał jakieś zapisy dwóch rozmów, co do których nie można stwierdzić z całą pewnością, czy dotyczą one spotkań wskazanych przez zawiadamiającego i opisanych w »Gazecie Wyborczej«”.
- wyjaśnia rzecznik prokuratury.

Po komunikacie głos zabrał najpierw mec. Jacek Dubois.

„Prokuratura słuchała naszego klienta przez dwa dni i dostała cały podstawowy materiał, który daje jej dane uprawdopodabniające, że do czynu zabronionego doszło. Przykro mi, że prokuratura dokonuje społecznej dezinformacji”.
- stwierdził w rozmowie z PAP.

Później na Facebooku pojawiło się oświadczenie Giertycha i Dubois, w którym zarzucono prokuraturze podawanie „szeregu nieprawd i zniekształceń odnoszących się do dotychczasowego przebiegu postępowania sprawdzającego”. W kilku punktach adwokaci przedstawili swoją wersję wydarzeń ubarwioną komentarzem. Nie zawsze zawierającym prawnicze sformułowania.

„Utyskiwania ze strony rzecznika sprowadzają się do negatywnej oceny braku decyzji o wszczęciu postępowania, którą to ocenę pełnomocnicy zawiadamiającego podzielają”.
- napisali Giertych i Dubois.

Trzy dni temu adwokaci wysłali wniosek o zmianę prokurator prowadzącej postępowanie. A jak wyjaśniają, że po jednym z przesłuchań biegła tłumaczka odjechała spod prokuratury tym samym samochodem co Birgfellner i Giertych? Twierdzą, że to był zwykły gest uprzejmości, bo podwozili ją na przystanek autobusowy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl