Połozow wyjaśnił, że zarzuty przedstawiono marynarzom od razu po decyzji sądu o umieszczeniu ich w areszcie. Doniesienia o przedstawieniu zarzutów pojawiły się w mediach w Rosji w zeszłym tygodniu, ale później je dementowano. Marynarze znajdowali się wówczas na anektowanym Krymie, skąd zostali przewiezieni do aresztów śledczych w Moskwie.

Połozow reprezentuje jednego z zatrzymanych, urodzonego na Krymie kapitana Denysa Hrycenkę. Prawnik powiedział, że dotąd nie widział się ze swoim klientem, a także, że nie wie, kto w Moskwie prowadzi śledztwo w jego sprawie.

Adwokat poinformował również, że do aresztu śledczego wolontariusze przywieźli rzeczy zebrane dla aresztowanych marynarzy. Radio Swoboda (rosyjska redakcja Radia Swoboda/Radia Wolna Europa) podało dziś, że zbiórkę środków i rzeczy dla marynarzy prowadzili na Krymie aktywiści tatarscy.

Według informacji z piątku 21 marynarzy znajduje się w moskiewskim areszcie śledczym Lefortowo, a trzech rannych w szpitalu aresztu śledczego Matrosskaja Tiszyna.

Marynarze stanowią załogę trzech ukraińskich okrętów wojennych przejętych przez Rosję 25 listopada w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej. Rosja poinformowała, że wśród marynarzy jest dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), co strona ukraińska potwierdziła.

Całą załogę rosyjscy śledczy podejrzewają o popełnienie przestępstwa, polegającego na nielegalnym przekroczeniu granicy państwowej. Stosowny artykuł rosyjskiego kodeksu karnego mówi o "nielegalnym przekroczeniu granicy, dokonanym przez grupę osób działających w zmowie czy (przez) grupę zorganizowaną albo też z użyciem przemocy czy groźbą jej użycia". Grozi za to kara do sześciu lat więzienia.

Szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin powiedział, że Rosja nie ma prawa stawiać marynarzy przed sądem, gdyż są oni jeńcami wojennymi.