Kibic oskarżony o faszyzm za… polskie symbole. Cenckiewicz: historyczny fałsz i zagrożenie dla wolności

Zdjęcie ilustracyjne / fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

„Będąc właścicielem banerów z napisami „Życie i Śmierć dla Narodu” z symbolem falangi oraz godła Polski z lat 1919-1928 oraz „Śmierć Wrogom Ojczyzny” bez żadnych symboli, niósł je podczas przemarszu” – za takie czyny Roman Zieliński, kibic Śląska Wrocław został oskarżony o propagowanie ustroju faszystowskiego. - To historyczny fałsz – mówi portalowi Niezależna.pl prof. Sławomir Cenckiewicz. – Na podobnej zasadzie o faszyzm można oskarżyć Mahatmę Gandhiego czy Winstona Churchilla – uważa z kolei dr Rafał Sierchuła, historyk IPN, badacz dziejów narodowców.

Dawne godło Polski, symbole przedwojennych narodowców oraz hasło Żołnierzy Wyklętych – za eksponowanie takich transparentów zarzut propagowania faszyzmu otrzymał  Roman Zieliński – legenda ruchu kibicowskiego. Zdaniem prokuratury i policji przestępstwa dopuścić miał się podczas manifestacji 11 listopada we Wrocławiu. Jak twierdzą organa ścigania, Zieliński niosąc wspomniane transparenty „publicznie propagował faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawoływał do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”. Pod takim stwierdzeniem podpisał się policjant – starszy sierżant Paweł Osowski. Zieliński został zatrzymany na 16 godzin.

Cenckiewicz: „uznaniowość groźna dla wolności słowa”

Zdaniem historyków, to absurd.

- Zwolennikiem ONR w sensie historycznym, a tym bardziej w kształcie obecnym nie jestem. Natomiast uznać za faszystowskie i totalitarne hasło tej organizacji „Życie i śmierć dla narodu”, symbol w postaci ręki z mieczem, nie mówiąc już o polskim godle z 1918 r. to nie tylko gruba przesada ale i historyczny fałsz!

– mówi portalowi Niezależna.pl prof. Sławomir Cenckiewicz.

Jak stwierdza, charakterystyczne jest, że uzasadnienie sądu w tej kwestii opiera się na krytyce idei ONR sprzed wojny. – Czyli z pominięciem całej bohaterskiej historii ludzi ONR z okresu II wojny i po jej zakończeniu - ich służby w szeregach NOW, NSZ, AK, WiN czy NZW, oraz ofierze złożonej na ołtarzu walki o wolną Polskę – stwierdza.

Jego zdaniem takie wybiórcze potraktowanie historii może doprowadzić do wielu zagrożeń.

- Jestem tym zaniepokojony, bo w ten sposób można dowolnie uznać niemal każdą tradycję i każdy symbol za „faszystowski”. Taka arbitralność i uznaniowość jest groźna dla wolności słowa i przeciwko temu protestuję, niezależnie od mojej krytyki przedwojennego i obecnego ONR

– stwierdza prof. Cenckiewicz.

Mahatma Ghandi i Winston Churchill dostaliby zarzuty od wrocławskiej policji

Szerszego uzasadnienia postawienie zarzutów nie znamy, natomiast sędzia Sebastian Marcinowski, który zajmował się zażaleniem Romana Zielińskiego na zatrzymanie w czasie manifestacji stwierdził, że istnieje „uzasadnione przypuszczenie popełnienia przestępstwa”, gdyż przedwojenny Ruch Narodowy Falanga „zakładał przekształcenie Polski w państwo totalitarne, przy czym przywódcy ruchu skłaniali się na tej drodze do faszyzmu włoskiego”. Zastrzegł on, że sąd nie przesądza o winie skarżącego, natomiast przesłanka „uzasadnionego przypuszczenia” została spełniona, więc zatrzymanie było zasadne.

Zarówno postawienie Zielińskiemu zarzutów, jak i argumentację sędziego za absurdalne uważa badacz dziejów narodowców, dr Rafał Sierchuła z Instytutu Pamięci Narodowej:

- Faszyzm nie ma, w przeciwieństwie do nazizmu, precyzyjnej definicji. Dlatego propagandowo pod faszyzm bywa podciągane wszystko, co nie podoba się lewicowym mediom. Jeśli propagowaniem faszyzmu byłaby pochwała przedwojennych osiągnięć faszyzmu Mussoliniego, to Mahatma Ghandi i Winston Churchill śmiało mogliby zostać nazwani faszystami, podobnie jak polskie ugrupowania odwołujące się do nich. Osiągnięci te, jak chodzi o gospodarkę czy opiekę socjalną, były faktem. I nie towarzyszyło im ludobójstwo. Współdziałanie Włoch z Niemcami w czasie wojny było o wiele później.

Dr Rafał Sierchuła o pięknych korzeniach przedwojennego godła

Jak podkreśla, ludzie pragnący stygmatyzować przeciwnika, żerują na tym braku twardej definicji. - Często mówi się faszyzm, myśląc o nazizmie. Definicja faszyzmu jest z gumy. Można za jej pomocą próbować stygmatyzować nie tylko narodowców, ale i sanacyjny OZON. Prawda jest jednak taka, że polskie ugrupowania narodowe miały ogranicznik, różniący je od ugrupowań wcielających totalitaryzm w życie. Był nim katolicyzm, który nie dopuszczał np. ostrych metod eliminowania przeciwników politycznych.

Zastrzeżenia polskich organów ścigania do przedwojennego godła historyk uznaje za kuriozalne. -Dawne godło Polski z krzyżem i koroną zamkniętą odwoływało się do tradycji przedrozbiorowej i katolicyzmu. Było dla Polaków ważnym symbolem. Nową wersję godła przyjął w 1927 r. obóz sanacji. Rzecz jasna zaliczenia go do symboliki faszystowskiej to absurd.

Podobnie ma się rzecz z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”. - Hasło „Śmierć Wrogom Ojczyzny” związane jest z etosem Żołnierzy Wyklętych. Nosili je żołnierze Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, prowadzący walkę z totalitaryzmami – najpierw z Niemcami, a potem z komunistycznym zniewoleniem. Było sygnałem dla kolaborantów, że istnieją siły wierne Polsce i jej rządowi w Londynie – objaśnia jego rodowód dr Rafał Sierchuła.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Proza życia na skrwawionej, niczyjej ziemi. Woda w kranie za cenę życia [ZDJĘCIA]

zdjęcie ilustracyjne / OSCE/ Evgeniy Maloletka

Olga Alehno

Szefowa działu „świat” w „Gazecie Polskiej Codziennie”. W tygodniku „Gazeta Polska” kieruje działem „Światowa prasa o Polsce”.

Kontakt z autorem

  

Nawet woda w kranie staje się oznaką dobrobytu w warunkach trwającego konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Praca nad jej oczyszczaniem obraca się w codzienne zmagania z losem. Ludzie zmuszeni do życia w takich warunkach marzą tylko o jednym – by raz ogłoszony rozejm już nigdy nie został zerwany.

Według danych raportu Specjalnej Misji Obserwacyjnej ONZ ds. Praw Człowieka (OHCHR) w Kijowie od kwietnia 2014 r. do końca 2018 r. w wyniku wojny na Donbasie zginęło do 13 tys. osób, w tym ok. 3.3 tys. cywilów. Kolejne 30 tys. osób zostało rannych.

SMM

Kolejną misją delegowaną do monitorowania sytuacji na Ukrainie jest Specjalna Misja Obserwacyjna (SMM) Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Pracę na Ukrainie rozpoczęła 21 marca 2014 r. po zwróceniu się władz w Kijowie do instytucji i wydaniem zgody na taki krok wszystkich 57 członków. SMM to nieuzbrojona, cywilna misja działająca 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, we wszystkich regionach Ukrainy. Jak tłumaczyli „Codziennej” jej przedstawiciele podczas spotkania w siedzibie w Kijowie w październiku ub.r., do głównych zadań misji należy bezstronna i obiektywna obserwacja sytuacji na Ukrainie i składanie sprawozdań o niej, a także promowanie dialogu między stronami konfliktu. Każdy z tych punktów jest trudny do realizacji, zważywszy na fakt, że mieszka się i pracuje wśród ludzi, których bliscy giną lub tracą zdrowie na wojnie. Jak tłumaczyli nam przedstawiciele SMM, przerwanie walk czy ustalenie winy którejś ze stron – czego oczekują mieszkańcy regionu – nie jest zadaniem misji. Nie ma ona do tego uprawnień.

Doświadczenie wojen bałkańskich

„Ziemia niczyja” (bośn. Ničija zemlja) – tytuł dramatu wojennego z 2001 r. o wojnie domowej w Jugosławii – najlepiej opisuje również konflikt na Donbasie. I to właśnie osoby z doświadczeniem pracy w misjach obserwacyjnych na Bałkanach znaleźli się wśród kierownictwa SMM. Ich wiedza została użyta chociażby w zorganizowaniu oznaczenia terenów zaminowanych. Według najnowszych danych misji od rozpoczęcia konfliktu na wschodzie Ukrainy do marca br. w regionie zaminowano łącznie ok. 7 tys. km kw. terenu, na którym mieszka 1,5 mln osób. O tym, jak brzemienne w skutki jest takie działanie, mówi sytuacja w państwach byłej Jugosławii, gdzie nawet po wielu latach od formalnego zakończenia konfliktu zbrojnego (1999 r.) nadal nie udało się dokonać całkowitego rozminowania. W maju 2014 r. wielka powódź na Bałkanach spowodowała panikę, bo woda wyrzuciła na brzeg rzeki Sawy (płynącej przez Słowenię, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę oraz Serbię) dotąd nieodnalezione ładunki i wszystkie tabliczki z napisami „Uwaga miny!”, ustawiane od 1996 r. w zwaśnionych krajach.

[polecam:https://niezalezna.pl/262349-zajrzec-wojnie-w-oczy-gdzie-smierc-staje-sie-codziennoscia-zdjecia?fbclid=IwAR38vXEvk-IhqX6d22NcydyLjnOoblv3RTA5X6BiHpTA7kRhbK8EsbTv4lI]

Stacja na linii frontu

Innym zadaniem SMM jest podtrzymywanie i naprawianie niszczonej w wyniku działań wojennych infrastruktury, niezbędnej dla zapewnienia cywilom bieżącej wody i prądu. Mowa tu przede wszystkim o Donieckiej Stacji Filtracyjnej (DSF), znajdującej się w odległości 12 km od okupowanego Doniecka, która oczyszcza wodę rzeki Doniec i dostarcza wodę pitną dla (według różnych danych) 300–500 tys. osób po obu stronach konfliktu. Czyli niektórych rejonów oraz przedmieść kontrolowanych przez separatystów z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej Doniecka i Jasynuwaty oraz znajdujących się pod kontrolą Kijowa – Awdijiwki, Spartaka, Opytnego i Werchniotorećkiego.

Formalnie DSF znajduje się na terenie kontrolowanym przez wojska ukraińskie, ale de facto leży w tzw. szarej strefie między pozycjami obronnymi dwóch walczących stron. Dzieli ich w tym punkcie zaledwie 100 m. Powoduje to, że mimo apeli do obu stron stacja jest notorycznie uszkadzana podczas ostrzałów przez spadające na nią pociski.

Zagrożenie wyciekiem chloru

Kwestia zabezpieczenia DSF jest związana nie tylko z zapewnieniem cywilom dostępu do wody pitnej. Są tam również zapasy chloru, który jest wykorzystywany do oczyszczania wody. Właśnie tego gazu używano w walkach podczas I wojny światowej. Chlor został też kilkukrotnie użyty przez wojska Baszara al-Asada w Syrii do uderzenia w tamtejszą opozycję i cywilów.

Najgroźniejszy dotychczas incydent w Donieckiej Stacji Filtracyjnej miał miejsce 24 lutego 2017 r., kiedy na stację spadło kilka 82-mm pocisków z moździerza. Wówczas w DSF znajdowało się 7 ton chloru. „W wypadku uszkodzenia choćby jednego 900-kg kontenera zginęliby wszyscy w promieniu 200 m, a osoby w promieniu 2,4 km od-niosłyby poważne obrażenia. W razie znacznych szkód w ciągu 24 godzin trzeba byłoby przeprowadzić ewakuację ludzi w promieniu 7,4 km w kierunku wiatru” – raportowało wówczas ONZ.

Codzienna walka z losem

Jednak za słowami, raportami i liczbami kryją się zwykli ludzie. Wśród nich ekipa Donieckiej Stacji Filtracyjnej, składająca się z ponad 40 osób, które nie opuściły miejsca pracy po wydarzeniach z 2014 r. Choć żyją po obu stronach frontu, nadal spotykają się w pracy. – Wcześniej pracowaliśmy po 12 godzin. Dziś mamy dobowe dyżury, a po nich trzy dni wolnego. Tryb pracy został zmieniony ze względu na zagrożenie dla bezpieczeństwa, gdyż wieczorem nie możemy przejechać. Już od godz. 17 zaczynają się bowiem ostrzały. Nie możemy ryzykować. Ze wszystkich stron spadają pociski i rakiety oraz odłamki po wybuchach min – opowiadała w 2017 r. w rozmowie z ukraińską telewizją Hromadzke Liudmyła z Jasynuwaty. Kobieta, która pracuje w DSF od 1982 r., dodaje, że wraz z kolegami nauczyła się rozróżniać lecące pociski na podstawie dźwięków.

– Jestem zdumiony zachowaniem ludzi w takiej sytuacji. Nie są tu z powodu pieniędzy, bo każdy zarabia mało. To pewne poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Kłaniam im się w pas i w pełni szczerze. Trudno jest wytrzymać całą noc, kiedy linia energetyczna jest zrywana, a w ciemnościach słychać tylko dźwięk wybuchów. Jest to trudne nawet dla żołnierzy, a co dopiero dla kobiet wykonujących pokojowy zawód — wyjaśnia Ołeksandr Ewdokymow, pełniący obowiązki szefa przedsiębiorstwa komunalnego Woda Donbasu, dostarczającego wodę dla 3,5 mln osób, który de facto stał się kierownikiem DSF.

Regularne ostrzały są jednym z głównych problemów, z którymi mierzą się pracownicy DSF oraz inne osoby odpowiedzialne za dostarczanie wody i energii. Jak oświadczyła w styczniu br. Osnat Lubrani, koordynatorka ONZ ds. humanitarnych na Ukrainie, w ostatnim czasie w strefie konfliktu zwiększyła się liczba napadów na pracowników służb komunalnych. W 2018 r. odnotowano 88 takich incydentów. Wiele z nich doprowadziło do przerw w dostawach wody.

Zawieszenie broni jest możliwe

Od początku 2017 r. do sierpnia 2018 r. obserwatorzy OBWE 169 wnioskowali o chwilowe wstrzymanie ognia, żeby zapewnić pracę DSF. Dodatkowo przeprowadzili 720 patroli wokół stacji. Mimo to nadal regularnie łamane jest tam zawieszenie broni, a samo hasło „pokój” przybiera jedynie formę nic nieznaczącego sloganu. Czy rozejm jest w ogóle możliwy? – Musiałoby zależeć na tym obu stronom – usłyszeliśmy podczas jednej rozmów w Kijowie. Następnie zapadła wiele mówiąca cisza.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl