W 2015 roku w stolicy Francji państwa zobowiązały się, że podejmą działania na rzecz zatrzymania globalnego ocieplenia na poziomie dwóch stopni Celsjusza - a w razie możliwości jedynie 1,5 stopnia Celsjusza - powyżej średniej temperatur sprzed rewolucji przemysłowej. Porozumienie nie mówi o redukcji emisji CO2 jako jedynym sposobie przeciwdziałania zmianom klimatu. Wskazuje również na pochłanianie dwutlenku węgla i wykorzystaniu go np. do poprawy jakości gleb, lasów.

Wiceminister Kurtyka, który 2 grudnia obejmie stanowisko przewodniczącego szczytu poinformował, że na szczyt zarejestrowało się ok. 26 tys. osób po to, by dyskutować, negocjować - w jaki sposób prowadzona ma być w nadchodzących latach globalna polityka klimatyczna.

- To jest taki szczyt, który okazuje się być w praktyce bardzo istotny. Dlaczego mówię w praktyce? Dlatego że wtedy, kiedy liderzy spotkali się w Paryżu 2015 roku, zdecydowali o podstawowych pryncypiach, natomiast stwierdzili, że pewne kwestie wdrożeniowe muszą poczekać na później. To „później” materializuje się właśnie w Katowicach i im bardziej na ten temat dyskutujemy, tym bardziej kluczowe okazują się tak naprawdę te reguły wdrożeniowe, które będziemy przez dwa tygodnie w Katowicach negocjować - powiedział Kurtyka.

Wiceszef resortu środowiska wyjaśnia, że podczas szczytu państwa dyskutować będą o tym, w jaki sposób przygotowywać a następnie „mierzyć” krajowe kontrybucje klimatyczne, co do idei których ogólnie zgodzono się w Porozumieniu paryskim. Dla przykładu Unia Europejska jako swoją kontrybucję do porozumienia „włożyła” 40-proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku. Kolejnym wyzwaniem będzie kwestia finansowania inwestycji proklimatycznych w państwach rozwijających się, zapłacić zobowiązały się za to państwa rozwinięte. W Paryżu zdecydowano, że pieniądze na ten cel powinny pochodzić zarówno ze środków publicznych, jak i prywatnych, a istotną rolę ma w tym pełnić Zielony Fundusz Klimatyczny (GFC). Jest on częścią szerszego zobowiązania podjętego przez państwa rozwinięte dotyczącego mobilizacji rocznego budżetu w wysokości 100 mld dolarów w perspektywie do 2020 r. Kurtyka wyjaśnił, że rozmowy będą też o tym, jak państwa, które obecnie zmagają się z niekorzystnymi zmianami klimatu (głównie kraje afrykańskie i na Pacyfiku) mają się do nich zaadaptować.

- Niewątpliwie dyskutujemy bardzo złożoną materię. To jest ponad 300 stron skomplikowanego tekstu, natomiast są pewne kluczowe kwestie, które dotyczą tego dokumentu, związane np. z faktem, w jaki sposób zróżnicować obowiązki pomiędzy krajami rozwijającymi się i rozwiniętymi, które mają różną zdolność do zbudowania swojej polityki klimatycznej, do wdrażania i sfinansowania jej (...) Dlatego druga ważna kwestia to niewątpliwie finanse. Kraje rozwinięte zobowiązały się w Porozumieniu paryskim do tego, że będą regularnie przedstawiały informacje na temat tego, w jaki sposób mogą wspierać kraje rozwijające się za pomocą nie tylko środków finansowych, ale też za pomocą transferu technologii i rozwoju zdolności administracyjnych. Natomiast to jest bardzo ogólne stwierdzenie - dodał Kurtyka.

Przyszły przewodniczący szczytu COP24 zauważył, że Polska jako gospodarz będzie musiała się wsłuchać we wszystkie głosy i prowadzić transparentne negocjacje.

- To jest ogromna odpowiedzialność. Również sam proces ONZ-owski jest skonstruowany w taki sposób, że wszystkie państwa muszą się zgodzić. Innymi słowy te sto dziewięćdziesiąt kilka państw, które będą na szczycie w Katowicach, musi na samym końcu jednomyślnie przyjąć, że wypracowane rozwiązania są dobre (...) Jeżeli uda się osiągnąć porozumienie, to reguły, które wynikną z pracy w Katowicach, będą miały bardzo istotne znaczenie dla globalnej polityki klimatycznej na nadchodzące lata, a być może na dziesięciolecia – zaznaczył wiceminister Kurtyka.