Według meksykańskich mediów od 500 do 700 migrantów przedarło się przez kordon meksykańskiej policji. Następnie część z nich próbowała sforsować graniczne ogrodzenie. Amerykańskie służby porządkowe użyły wobec nich gazu łzawiącego.

Niektóre grupy migrantów próbowały przedrzeć na terytorium Stanów Zjednoczonych

- potwierdził szef meksykańskiego MSW Alfonso Navarrete Prida. Dodał, że ci migranci, którzy złamali prawo, zostaną wydaleni z Meksyku.

Przejście graniczne, na którym doszło do tego incydentu, zostało zamknięte do odwołania - poinformowała placówka amerykańskiej straży granicznej w San Diego.

Do niewielkiego meksykańskiego miasta Tijuana na granicy z USA dotarło już blisko 5 tys. migrantów.

Tymczasem prezydent USA Donald Trump napisał w sobotę na Twitterze, że

Migranci na południowej granicy nie będą wpuszczeni do Stanów Zjednoczonych do czasu indywidualnego zaaprobowania ich wniosków przez sąd. Wpuścimy tylko tych, którzy przybędą do naszego kraju legalnie. Wobec innych stosujemy konsekwentnie politykę "Złapać i Zatrzymać"

- napisał Trump.

Trump, który nazwał karawanę migrantów "inwazją", zagroził też całkowitym zamknięciem południowej granicy "w razie potrzeby".

Dwa dni wcześniej prezydent USA ogłosił, że zezwolił amerykańskiemu wojsku na użycie w razie konieczności "śmiercionośnej siły" na granicy z Meksykiem.

Zareagowały również władze Meksyku.

Migranci, których tożsamość może zostać ustalona, będą musieli natychmiast opuścić Meksyk

- poinformował w komunikacie meksykański resort spraw wewnętrznych.

Według MSW Meksyku obecnie na terytorium tego kraju znajduje się ponad 8 tysięcy ludzi z tzw. karawany migrantów. Większość z nich, około 7,4 tys., przebywa w miastach Mexicali i Tijuana, położonych w pobliżu granicy z USA.