Rosjanie otworzyli ogień do ukraińskich okrętów. Dwa zostały trafione i wpadły w ręce agresorów

/ Ministry of Defense of Ukraine; creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/deed.en

  

Ukraińska marynarka wojenna poinformowała wieczorem, że rosyjskie siły specjalne zajęły jej trzy okręty na Morzu Czarnym. Wcześniej ukraińska marynarka informowała, że Rosjanie otworzyli ogień do niektórych z jej okrętów w Cieśninie Kerczeńskiej.

Według ostatnich informacji, trafione zostały kutry "Berdiańsk" (na zdjęciu powyżej) i "Nikopol". Rosjanie przejęli też holownik.

Sześciu ukraińskich żołnierzy zostało rannych, w tym dwóch ciężko - wynika z najnowszych informacji Kijowa.

Administracja prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki poinformowała, że jest on w stałym kontakcie z Unią Europejską i NATO w związku z wydarzeniami w Cieśninie Kerczeńskiej. Poroszenko zlecił Ministerstwu Spraw Zagranicznych, by powiadomiło o tym zajściu państwa grupy G7 i członków Rady Bezpieczeństwa.

"Uważamy najnowsze działania Federacji Rosyjskiej wobec okrętów marynarki wojennej Ukrainy za akt agresji, nakierowany na celowe eskalowanie przez Rosję sytuacji na Morzu Azowskim i w Cieśninie Kerczeńskiej"

- napisano w komunikacie prezydenckiej służby prasowej.

Prezydent Poroszenko zwołał pilne posiedzenie gabinetu wojskowego - poinformował jego rzecznik. Ukraińskie siły powietrzne są w pełnej gotowości bojowej. Wszystkie zasoby taktyczne i ofensywne mogą znaleźć się w powietrzu w ciągu 15-30 minut od alertu. Pełną gotowość bojową osiągnęły także wszystkie ukraińskie jednostki Marynarki Wojennej.

W niedzielę po południu dowództwo ukraińskiej marynarki wojennej informowało, że Rosja skierowała śmigłowce bojowe nad Cieśninę Kerczeńską, przez którą próbowały przepłynąć tego dnia trzy jednostki marynarki wojennej Ukrainy.

Ukraińska marynarka przekazała, że w związku z pojawieniem się jej jednostek Rosjanie wysłali nad Cieśninę Kerczeńską dwa uzbrojone śmigłowce szturmowe Ka-52. Rosyjskie media podawały, że z Krymu nad Cieśninę wyleciały myśliwce Su-25.

Wcześniej marynarka wojenna Ukrainy poinformowała o staranowaniu przez rosyjski okręt „Don” ukraińskiego holownika redowego „Jany Kapu”, który płynął wraz z dwoma małymi opancerzonymi kutrami „Berdiansk” i „Nikopol” z portu w Odessie nad Morzem Czarnym do Mariupola nad Morzem Azowskim.

Z wydanego rano komunikatu wynikało, że do incydentu doszło na wodach Morza Azowskiego. Najnowsze informacje wskazują jednak, że ukraiński holownik został staranowany przez rosyjski okręt jeszcze przed wpłynięciem pod most nad Cieśniną Kerczeńską, który łączy Rosję z zaanektowanym przez nią Krymem. "Jany Kapu" ma uszkodzony silnik, poszycie i balustradę oraz stracił tratwę ratunkową.

Po południu dowództwo ukraińskiej marynarki podało, że jej dwa kutry patrolowe i holownik wciąż oczekują na przepłynięcie przez Cieśninę Kerczeńską. Informowało także, że Rosjanie twierdzą, iż przebiegający tamtędy szlak wodny jest zablokowany przez tankowiec, który osiadł na mieliźnie. „Informacje te na razie nie zostały potwierdzone przez międzynarodowe systemy kontroli żeglugi” - ogłosiła marynarka Ukrainy w komunikacie.

Wcześniej oświadczyła, że „Federacja Rosyjska po raz kolejny pokazała swoją agresję i całkowite lekceważenie norm prawa międzynarodowego”. MSZ Ukrainy oceniło, że zachowanie Rosji na Morzu Czarnym i Azowskim stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego.

„Takie działania są zagrożeniem dla bezpieczeństwa wszystkich państw regionu Morza Czarnego i wymagają natychmiastowej reakcji wspólnoty międzynarodowej”

- oświadczyła ukraińska dyplomacja.

„Na Azowie zaczyna się eskalacja w celu zmuszenia naszych marynarzy, by jako pierwsi otworzyli ogień” - skomentował na Facebooku ukraiński politolog Jewhen Mahda.

Rosja od kilku miesięcy zatrzymuje statki płynące do ukraińskich portów na Morzu Azowskim, tłumacząc, że ma do tego prawo na mocy porozumienia o wspólnym korzystaniu przez Ukrainę i Rosję z wód tego akwenu.

Rosja kontroluje także Cieśninę Kerczeńską, która łączy Morze Azowskie z Morzem Czarnym, i zbudowała nad nią most prowadzący z Rosji na zaanektowany przez nią Krym.

W październiku Parlament Europejski uchwalił rezolucję o łamaniu przez Rosję prawa międzynarodowego na Morzu Azowskim. W rezolucji zwrócono m.in. uwagę na nielegalne wydobywanie przez Rosję ropy naftowej i gazu na ukraińskich wodach terytorialnych. Podkreślono także, że Moskwa dąży do przekształcenia Morza Azowskiego w "jezioro wewnętrzne" Federacji Rosyjskiej.

Zaniepokojenie w związku z działaniami Rosji na Morzu Azowskim wyrażał również sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Zwracał uwagę, że utrzymanie swobody poruszania się po wodach Morza Azowskiego jest ważne nie tylko dla Ukrainy, ale również dla statków należących do krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego i handlu między krajami NATO i Ukrainą.

Poniżej mapa Cieśniny Kerczeńskiej:

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Radni PiS alarmują. "W jednej ze szkół w Warszawie zostało wydane wynagrodzenie za strajk"

/ fot. Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

W jednej z placówek oświatowych w Warszawie zostało wydane wynagrodzenie za strajk - podała dziś radna Prawa i Sprawiedliwości Olga Semeniuk. "Doszło do nieprawidłowości, naruszenia dyscypliny finansów publicznych, bo cel początkowy nie był zgodny z celem ostatecznym wydatkowania środków" - wskazywała.

Radni z ramienia Prawa i Sprawiedliwości Olga Semeniuk i Dariusz Lasocki podczas konferencji prasowej zorganizowanej pod Regionalną Izba Obrachunkową w Warszawie zapowiedzieli jednocześnie, że w tym tygodniu chcą złożyć pismo w RIO dotyczące naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

Chodzi o wypłacanie stołecznym nauczycielom dodatków motywacyjnych, które mają stanowić rekompensatę za ich wynagrodzenie pomniejszone o czas strajku. Wcześniej Semeniuk opublikowała na Twitterze pismo, z którego wynika, że rzecznik dyscypliny finansów publicznych wszczął postępowanie z uwagi na naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

Semeniuk wskazywała, że po opublikowaniu przez nią pisma na Twitterze, "pan prezydent Rafał Trzaskowski bardzo szybko odpowiedział na pismo rzecznika dyscypliny finansów publicznych".

"Powiedział, że wybierze losowo 20 placówek oświatowych, w których zostanie przeprowadzona kontrola"

- mówiła.

"Ale jak może dojść do takiej kontroli, jak może być sytuacja transparentna, jeżeli urzędy dzielnic w Warszawie spotykały się nieformalnie z dyrekcją szkół" - dopytywała Semeniuk. Lasocki ocenił z kolei, że prezydent Trzaskowski "zreflektował się" po fakcie o tym, jak zostały wypłacane te środki i dlatego zlecił kontrolę.

Semeniuk powiedziała, że po opublikowaniu przez nią pisma na Twitterze, "ruszyła lawina", w której inni nauczycie - jak opisywała - "zaczęli do nas dzwonić, pisać, prosząc o wsparcie i dopytywać, czemu tak późno z tym tematem ruszyliście".

Relacjonując rozmowy z nimi wskazała, że ich głównym zarzutem jest dysproporcja finansowa.

"Nauczyciele, którzy brali udział w strajku dostawali samochwałki bardzo dobrze oceniane i bardzo dobrze finansowane - tysiąc, a nawet tysiąc dwieście złotych brutto, natomiast nauczyciele, którzy nie brali udziału w strajku - albo dostawali od dyrekcji samochwałki później, albo dostawali je przy obniżonej ocenie i to było ok. sto złotych brutto"

- podkreśliła. "Okazuje się, że jesteśmy gorsi i inaczej wynagradzani"- powtórzyła słowa nauczycieli Semeniuk.

Przypomniała też, że tematem tym zajął się już rzecznik dyscypliny finansów publicznych Bożena Zych, która w zeszłym tygodniu poinformowała, że do jej biura wpłynęły informacje, z których wynika, że "w niektórych szkołach prowadzonych przez m.st. Warszawa został wypłacony dodatek motywacyjny w wysokości nieodpowiadającej nakładom i efektom pracy, co w opinii osób informujących, jest wypłatą wynagrodzeń utraconych za czas strajku".

Do sprawy odniósł się wówczas rzecznik prasowy stołecznego ratusza Kamil Dąbrowa, który powiedział, że ratusz prowadzi wszystkie wypłaty "zgodnie z prawem i zgodnie z przyjętymi zasadami".

"My dodatki motywacyjne rozdysponowaliśmy tak, jak robiliśmy to wcześniej - do dyrekcji szkół i to dyrektorzy je rozdzielają"

- zaznaczył Dąbrowa. Wskazał, że "za pensje w szkołach odpowiadają dyrektorzy placówek i to oni najlepiej wiedzą, jakich mają nauczycieli, jak ich nagradzać i jak motywować do pracy".

Semeniuk wskazywała również na konieczność powstrzymania przed kolejnym strajkiem. "Bo jeżeli nauczyciele będą mieli do wyboru strajkować, bądź nie strajkować, to być może ze strachu do tego strajku przystąpią" - oceniła.

Radni udali się również do stołecznego ratusza, gdzie planowali złożyć prezydentowi Trzaskowskiemu pismo z "dzienniczkiem ucznia Rafała Kazimierza Trzaskowskiego", w którym wystawili prezydentowi negatywne oceny za jego dotychczasową działalność. Złożyli pismo w ratuszu, ponieważ nie zastali prezydenta na miejscu.

Strajk nauczycieli, zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych, trwał od 8 do 27 kwietnia. Polegał na całkowitym powstrzymywaniu się przez nauczycieli od pracy. Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zborowych, strajkujący nie mogą otrzymać wynagrodzenia za czas, w którym nie wykonywali czynności zawodowych.

Stołeczni radni zdecydowali w maju o dwukrotnym zwiększeniu dodatku motywacyjnego dla nauczycieli w okresie od początku czerwca do końca sierpnia. Podwyżki miały zrekompensować nauczycielom, którzy w kwietniu strajkowali, utratę części wynagrodzeń.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl