Wskutek ataku ponad 100 osób zostało poszkodowanych. Rebelianci zaprzeczają, by użyli broni chemicznej.

Rzecznik rosyjskiego ministerstwa obrony generał Igor Konaszenkow oświadczył, że samoloty rosyjskich sił powietrznych przeprowadziły naloty na wybrane pozycje „terrorystów”, skąd był prowadzony ostrzał ludności cywilnej. Według wstępnych danych symptomy u poszkodowanych świadczą o tym, że pociski, którymi ostrzelano dzielnice Aleppo, zawierały chlor.

Według Konaszenkowa wywiad rosyjskiej grupy wojsk w Syrii odkrył w zdemilitaryzowanej strefie prowincji Idlib środki ogniowe, których użyto do ataków na Aleppo.

Fala ostrzałów i naloty w północnej Syrii to najpoważniejsze od dwóch miesięcy naruszenie wypracowanego przez Rosję i Turcję rozejmu. Syryjscy rebelianci, którym zarzucono dokonanie ataku chemicznego w Aleppo, oskarżyli rząd w Damaszku o próbę podkopania zawieszenia broni.

Generał Konaszenkow powiedział, że strona turecka została uprzedzona za pomocą gorącej linii o mającym nastąpić rosyjskim nalocie.

W niedzielę wieczorem turecka telewizja CNN poinformowała bez podawania szczegółów, że minister obrony Turcji Hulusi Akar omawiał przez telefon najnowsze wydarzenia w Idlibie z rosyjskim partnerem.

Moskwa, kluczowy sojusznik prezydenta Syrii Baszara el-Asada, zapowiadała, że porozmawia z Turcją, która wspiera niektóre frakcje rebeliantów i pomogła doprowadzić do zawieszenia broni w Idlibie.

Zachód wielokrotnie zarzucał władzom w Damaszku użycie broni chemicznej wobec rebeliantów. Damaszek oskarżał o te ataki rebeliantów.

Opublikowane w październiku wyniki dziennikarskiego śledztwa BBC wykazały, że od roku 2013 w Syrii doszło do co najmniej 106 przypadków zastosowania broni chemicznej. Badający to twierdzą, że użycie broni chemicznej było kluczowym czynnikiem, który pozwolił prezydentowi Syrii Baszarowi el-Asadowi przechylić na swoją stronę szalę zwycięstwa w wojnie domowej.