Axel Springer do domu! - krzyczeli ludzie, którzy wypełnili długi sądowy korytarz wiodący do sali Sądu Okręgowego w Warszawie, na której miała się odbyć rozprawa z pozwu szwajcarsko-niemieckiego koncernu. Spółkę oburzyła wypowiedź publicysty, który przypomniał związki koncernu i jego założyciela z reżimem nazistowskim.

Więcej niż lakoniczne uzasadnienie odwołania rozprawy ma podać sąd pełnomocnikom pozwanego. 

- Najwidoczniej ten tłum Polaków patriotów, który się tu zjawił spontanicznie, zaskoczył sąd, ale nie sądzę, żeby Polacy byli zagrożeniem dla polskiego sądu

– mówił po ogłoszeniu decyzji Gadowski. 

- To nie jest ważne, że jest to sprawa jakiegoś Gadowskiego. Ważne jest to, że to sprawa polskiego dziennikarza, któremu niemiecki koncern chce zamknąć usta w Polsce. Tak jak zamykają usta swoim dziennikarzom tam w Republice Federalnej, tak chcą teraz takie zasady wprowadzić w Polsce i od nas zależy, czy się na to zgodzimy. Ja się na to nie godzę i nie idę na żadną ugodę i będę starał się wykazać, że powiedziałem prawdę i niemiecki koncern spotwarzył mnie pozywając przed sąd

– mówił Witold Gadowski.

Stwierdził, że wierzy w wygraną w sądzie.

- Bo jestem w Polsce i jestem Polakiem. Jeżeli przegram, to za chwilę możemy przegrywać całe serie podobnych procesów i możemy ogłosić kapitulację Państwa Polskiego

- dodawał. 

Wyjaśniał też, co oburzyło kierownictwo koncernu. 

- W pozwie uznano, ze naruszyłem dobra osobiste Ringier-Axel Springer Polska poprzez to, że stwierdziłem, że Niemcy robili mydło z ludzkiego tłuszczu, że robili abażury do lamp z ludzkiej skóry oraz że rozsiewali po polach zwęglone zwłoki swoich ofiar jako nawozy. Stwierdziłem też, że w koncernie Axel Springer zasiadali ludzie związani z Wehrmachtem, SS i Gestapo a sam założyciel koncernu miał epizody współpracy z reżimem nazistowskim. Zostałem pozwany za to, że powiedziałem prawdę, która jest niewygodna dla niemieckiej polityki historycznej. Przejawiała się ona m. in. emisją serialu „Unsere Mütter, unsere Väter” i tak rozpanoszyła się w Polsce, że usiłuje nam tę niemiecką narrację wtłoczyć w głowy procesami, edukacją i niemczeniem ludzi, wysyłaniem ludzi na stypendia za niemieckie pieniądze

– przekonywał dziennikarz.

Odnosił się do pytania, co powinna zmienić reforma wymiaru sprawiedliwości i czy trzeba polskie sądy repolonizować. 

- Myślę, że w Polsce jest wciąż mało prawa i mało sprawiedliwości. Sprawiedliwości pojmowanej jako respektowanie równych praw wobec nas wszystkich, i wobec tych "małych" jak i "dużych". Tego jest ciągle w Polsce mało i o to musimy walczyć. Temu miała służyć reforma sądownictwa

- tłumaczył.

Dopowiadał, że reforma sądownictwa miała spowodować, by sądy uwzględniały polski interes narodowy.

- Nie powinno być innego tu w Polsce. Jeżeli polski interes narodowy przestanie być najbardziej ważny, pora będzie zakładać partyzantkę

- dodał.

Odniósł się do kwestii roszczeń z pozwu szwajcarsko-niemieckiego koncernu wobec niego.

- Spółka żąda upokarzających mnie przeprosin, 50 tys. zł zadośćuczynienia i zaprzestania mówienia prawdy o sobie w mediach

– wyjaśnił Gadowski.

- Niemiecki kapitał usiłuje za pomocą siły, pieniądza - tym razem, nie czołgów i pałek, zamknąć nam usta w Polsce. Chcą nam w Warszawie wprowadzić znowu zasady, że pewne rzeczy są tylko „nur für Deutsche”. Ale w Warszawie te słowa brzmią bardzo złowieszczo

- podsumował.