Kurz wyraził nadzieję, że definicja taka zostanie przyjęta jeszcze w okresie przewodnictwa Austrii w UE (tzn. do końca grudnia br.). Podkreślił, że byłby to "ważny krok", służący temu, by Żydzi mogli żyć w Europie bezpiecznie.

Na wiedeńskiej konferencji z udziałem przedstawicieli organizacji żydowskich oraz polityków unijnych, w tym komisarz ds. sprawiedliwości Viery Jourovej, dyskutowano na temat strategii zabezpieczenia życia społeczności żydowskiej w Europie. Kurz zwrócił w tym kontekście uwagę na "szczególną odpowiedzialność" Austrii z uwagi na jej udział w Shoah.

Dopiero kiedy Żydzi w Austrii, Izraelu i na całym świecie będą mogli żyć w warunkach pokoju i wolności, można będzie stwierdzić, że faktycznie sprostaliśmy naszej historycznej odpowiedzialności

- oświadczył kanclerz Austrii.

Za "coś niesłychanego" Kurz uznał, że antysemityzm wciąż istnieje tyle czasu po Shoah. Zwrócił też uwagę, że do istniejącego antysemityzmu dołączył jeszcze ten "nowo importowany", co - jak relacjonuje agencja APA - było aluzją do migrantów z państw islamskich.

Kanclerz zwrócił uwagę, że na konferencji w Wiedniu po raz pierwszy poruszona zostaje wprost także kwestia antysyjonizmu. Wskazywał, że antysemityzm i antysyjonizm "idą dziś ręka w rękę i często są dwiema stronami tego samego medalu".

Premier Izraela Benjamin Netanjahu w przesłaniu wideo do uczestników konferencji z uznaniem wypowiedział się o inicjatywie Austrii dotyczącej definicji antysemityzmu.

Holokaust nie rozpoczął się w komorach gazowych Auschwitz

- powiedział szef izraelskiego rządu i wzywał do wczesnego przeciwstawiania się nienawiści, "kiedy można jeszcze zapobiec temu, żeby złe rzeczy stały się jeszcze gorsze".

Netanjahu, który swój udział w wiedeńskiej konferencji musiał odwołać z powodu kryzysu rządowego w Izraelu, wezwał wszystkie rządy europejskie do przyjęcia międzynarodowej definicji antysemityzmu.

Ukraiński minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin podkreślił, zabierając głos w dyskusji, że "w kwestii bezpieczeństwa Izraela nie może być żadnych kompromisów".

Szef niemieckiej grupy medialnej Axel Springer, Matthias Doepfner, mówił o konieczności "bezwarunkowego wspierania Izraela" przez państwa europejskie.

Za błędną uznał ideę zachowywania jednakowego dystansu wobec stron konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wyraził zaniepokojenie wzrostem liczby antysemickich wpisów w mediach. Jego zdaniem do walki z tym zjawiskiem nie potrzeba nowych ustaw; należy konsekwentnie stosować już istniejące przepisy.

Kenneth Jackobson z Ligi Przeciwko Zniesławieniu przestrzegał przed rozgrywaniem przeciwko sobie różnych form antysemityzmu.

Cała ta dyskusja, czy gorszy jest prawicowy, czy lewicowy antysemityzm, pomija istotę problemu. Jedyni, którzy na tym korzystają, to antysemici

- powiedział.

Wiceprzewodniczący Europejskiego Kongresu Żydowskiego Ariel Muzicant ostrzegał, że narastanie antysemityzmu sprawia, iż Żydzi w Europie czują się już "dramatycznie zagrożeni".

Podkreślał, że sytuacja europejskich Żydów robi się coraz gorsza.

To już nie jest za pięć dwunasta, a pięć po dwunastej

- mówił.

Manfred Weber, kandydat Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej, podkreślił w kontekście treści antysemickich, że "to, co w świecie rzeczywistym, w druku, jest niedozwolone, nie może być dozwolone także w mediach społecznościowych". Zasady, "które my w Europie uznajemy za słuszne" należy "z całą surowością" przeforsować także w świecie cyfrowym.

Oświadczył, że jeśli media społecznościowe nie sprostają swej "ogromnej odpowiedzialności społecznej" za ukrócenie propagowania terroru, fake news i antysemityzmu, "to ustawodawca jest w stanie ustanowić jasne regulacje".

Komisarz Jourova podkreśliła "zobowiązanie" Komisji Europejskiej do walki z antysemityzmem. Wskazała jednocześnie, że ze strony społeczeństwa obywatelskiego potrzebne jest "mocne przesłanie" przeciwko antysemityzmowi, i że nie wolno antysemityzmu "po cichu akceptować".