Macrona dobra mina do złej gry. Chce walczyć ze "światowym chaosem", a we Francji - protest za protestem

Emmanuel Macron / flickr.com/Ecole polytechnique/CC BY-SA 2.0; https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/

  

Komentując wizytę Emmanuela Macrona w Berlinie, francuskie media podkreślają dzisiaj, że prezydent Francji, uznawszy za nieuniknioną separację z Ameryką Donalda Trumpa, dąży do konsolidacji Europy i chciałby większej pomocy niemieckiej w tym zadaniu. Tymczasem kanclerz Angela Merkel - zdaniem obserwatorów - gotowa jest jedynie na małe kroczki, a osłabienie pozycji Macrona we Francji utrudnia mu odgrywanie roli przywódcy Europy.

- By zapobiec "światowemu chaosowi", Macron wzywa w Berlinie do odnowienia dynamiki europejskiej

 – tytułuje dziennik „Le Monde” relację z wizyty Macrona w Berlinie. Zauważa, że choć w swych krajach oboje - Macron i Merkel - są osłabieni, to na 6 miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego trzeba "afiszować" związek między nimi.

- Macron chciałby bardziej zdecydowanego poparcia rządu niemieckiego dla swych propozycji ożywienia Unii, dla projektów, na które pani Merkel odpowiedziała późno i ostrożnie

 - pisze "Le Monde” i zauważa, że choć kanclerz, podobnie jak deputowani, entuzjastycznie przyjęła przemówienie prezydenta Francji w Bundestagu, „długa jest lista spraw, nad którymi dyskutować muszą jeszcze Niemcy i Francja”.

Również w kwestii reformy strefy euro „jesteśmy daleko od początkowych ambicji francuskich, zarówno gdy chodzi o wysokość jej (przyszłego) budżetu, jak i jego struktury. Paryż pragnie prawdziwego, niezależnego budżetu, a nie (jak Berlin) dodatkowej linii finansowej w budżecie UE” – czytamy w „Le Monde”.

A „Le Figaro” zauważa: „jeśli chodzi o formę, prezydent (Francji) podbił swych słuchaczy, teraz musi ich przekonać co do meritum”. I przypomina, że trzeba też dogadać się w sprawie wciąż bardzo nieokreślonego kształtu armii europejskiej, „pamiętając, że kultury strategiczne Francji i Niemiec są nie do pogodzenia”.

Na swej stronie internetowej „Le Monde” odsyła do wcześniejszego komentarza redakcyjnego, w którym stwierdza, że prezydent Francji nie wierzy w solidność sojuszu z USA.

„Jeśli nie można opierać się na Ameryce, trzeba oprzeć się na Europie”

– tłumaczy redakcja paryskiej gazety wypowiedzi prezydenta. Po czym kwestionuje wykonalność takiego planu, ponieważ „Europa też jest podzielona i poddana tym samym nacjonalistycznym prądom, jak te, które wyniosły do władzy Donalda Trumpa”.

W porównaniu do kanclerz Merkel „zakres władzy prezydenckiej wybranego na 5 lat i posiadającego solidną większość parlamentarną Macrona wydaje się wystarczająco solidny, by stanął on na czele walki patriotyzmów przeciw nacjonalizmom” – pisze „Le Monde”, zauważając, że patriotyzm „jest niewątpliwie hasłem bardziej porywającym, niż słabo zdefiniowana postępowość”.

„Le Monde” określa jako „doskonały wybór polityczny” trwającą od paryskich celebracji zakończenia I wojny światowej „inscenizację bliskości z kanclerz i solidności powiązań francusko-niemieckich mimo niemieckich turbulencji politycznych”. Jednocześnie uważa, że "aby to zadziałało, potrzeba jednak, by doszczętnie nie zanikło słabnące poparcie, jakie Macron ma w kraju".

Francuskie radio dla zagranicy RFI twierdziło w dzisiejszej audycji porannej, że wzywając do podejmowania ryzyka wobec „wyzwań populizmu”, francuski prezydent "poszturchiwał niemieckiego sojusznika, ażeby bardziej stanowczo poparł jego propozycję reform dla Europy”.

Dziennikarz wyraził przekonanie, że „gdyby Angela Merkel zechciała, mogłaby poświęcić koniec swego mandatu ożywieniu współpracy niemiecko-francuskiej i dynamiki europejskiej, lecz - jak się wydaje - gotowa jest tylko na małe kroczki”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Z chuliganów zrobił rugbystów. Podbili Europę! Posłuchajcie legendarnego Zbyszka Rybaka (FILM)

/ Fot. Kamil Tokarski/RC Arka Gdynia

  

- Historia Zbyszka Rybaka to najbardziej niesamowita opowieść o III RP. Niby-państwo we wczesnych latach 90. olało swoją trudną młodzież. Skazało ją na patologię, używało do szemranych interesów. I oto najgroźniejszy z ówczesnych kibiców-chuliganów zaczyna rozumieć, że coś jest nie tak. Najpierw wyznacza zasady honorowe tego świata, potem tworzy z nich drużynę rugby. I oto charakterni ludzie skazani na upadek, podnoszą się i wygrywają – tak o historii Zbyszka Rybaka opowiada Piotr Lisiewicz, który legendarnego chuligana i rugbystę zaprosił do „Wywiadu z chuliganem”. Całą rozmowę obejrzą Państwo poniżej (FILM)

- Myślę, że mamy w społeczeństwie ogólny kryzys męskości. Rugbyści są tego zaprzeczeniem. To faceci twardzi tak na boisku, jak i w życiu

– tak o chłopakach grających w drużynie Arki Gdynia mówił niedawno ich kapelan, ksiądz Tyberiusz Kroplewski.

Zbyszek Rybak w „Wywiadzie z chuliganem” bez autocenzury opowiada o największych chuligańskich bitwach lat 90. Wspomina m. in. wyjazd do Paryża na mecz Francja-Polska z 1995 roku:

- Akcja „Bagietka” to był mój pomysł. Kupiliśmy długie bagietki francuskie, a mieliśmy ze sobą pręty zbrojeniowe, które powkładaliśmy w te bagietki. Chrupaliśmy sobie te bagietki, kiedy nawinęło się kilkudziesięciu nieszczęśników z Paris Saint Germain, którzy postanowili nas zaatakować. No to poczęstowaliśmy ich tymi bagietkami. Po pierwszym uderzeniu bułka odpadała i na głowie lądował pręt.

Jak życie chłopaków z Gdyni zmieniło rugby?

- Sport nauczył mnie wiele pokory. Rugby jest tak ciężką dyscypliną, więc jak ciężko trenujesz, to nie masz potem pomysłów, żeby robić coś głupiego. Można powiedzieć, że rugby mnie wyedukowało

– mówi Zbigniew Rybak. A potem „zaraza” rozpoczęta od legendy Rybaka rozlała się po Polsce i  wielu drużynach rugby zmieniła życie setek młodych ludzi, którzy od dzieciństwa wychowywali się w trudnych rodzinach.

Jak podkreśla Lisiewicz, ta niesamowita historia pokazuje, czym III RP różniła się od Polski przedwojennej:

- Szkoły pełne zdziczałych chłopaków, którzy jako dumni weterani wojny polsko-bolszewickiej kładli pistolet na ławce w gimnazjum – taką rzeczywistość 1920 r. opisał przecież Ryszard Kiersnowski w książce „Młodość sercem pisana”. W internacie tłukli po ścianach butelki, a gdy wychowawczyni prosiła, by nie robili tego po północy, odpowiadali „Kto bił bolszewika, teraz może tłuc butelki”.

Jak zareagowało przedwojenne państwo?

– Ono miało elity, mądre i patriotyczne. I walka o to, żeby ocalić tę młodzież była jej troską. II RP zawadiakom odpuszczała w gimnazjum, a potem brała ich do szkół oficerskich, co było marzeniem i dumą każdego z nich. Odwagi nie musiała ich uczyć, ale wpajała im honor, dyscyplinę, szacunek dla kobiet. W efekcie Polska z tych dzikich chłopców zrobiła najlepszych kawalerzystów na świecie

– stwierdza Lisiewicz.

A III RP? – Miała trudną młodzież gdzieś. Mam wrażenie, że scenariusz, by setki tysięcy chłopaków żyły w patologii, był jej władcom na rękę. Dlatego legenda Zbyszka Rybaka jest piękną historią. W  III RP mamy cholernie mało pięknych legend. I trzeba koniecznie poznać tę – mówi Lisiewicz.

Całą rozmowę Piotra Lisiewicza ze Zbyszkiem Rybakiem obejrzą Państwo poniżej:

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl