- By zapobiec "światowemu chaosowi", Macron wzywa w Berlinie do odnowienia dynamiki europejskiej

 – tytułuje dziennik „Le Monde” relację z wizyty Macrona w Berlinie. Zauważa, że choć w swych krajach oboje - Macron i Merkel - są osłabieni, to na 6 miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego trzeba "afiszować" związek między nimi.

- Macron chciałby bardziej zdecydowanego poparcia rządu niemieckiego dla swych propozycji ożywienia Unii, dla projektów, na które pani Merkel odpowiedziała późno i ostrożnie

 - pisze "Le Monde” i zauważa, że choć kanclerz, podobnie jak deputowani, entuzjastycznie przyjęła przemówienie prezydenta Francji w Bundestagu, „długa jest lista spraw, nad którymi dyskutować muszą jeszcze Niemcy i Francja”.

Również w kwestii reformy strefy euro „jesteśmy daleko od początkowych ambicji francuskich, zarówno gdy chodzi o wysokość jej (przyszłego) budżetu, jak i jego struktury. Paryż pragnie prawdziwego, niezależnego budżetu, a nie (jak Berlin) dodatkowej linii finansowej w budżecie UE” – czytamy w „Le Monde”.

A „Le Figaro” zauważa: „jeśli chodzi o formę, prezydent (Francji) podbił swych słuchaczy, teraz musi ich przekonać co do meritum”. I przypomina, że trzeba też dogadać się w sprawie wciąż bardzo nieokreślonego kształtu armii europejskiej, „pamiętając, że kultury strategiczne Francji i Niemiec są nie do pogodzenia”.

Na swej stronie internetowej „Le Monde” odsyła do wcześniejszego komentarza redakcyjnego, w którym stwierdza, że prezydent Francji nie wierzy w solidność sojuszu z USA.

„Jeśli nie można opierać się na Ameryce, trzeba oprzeć się na Europie”

– tłumaczy redakcja paryskiej gazety wypowiedzi prezydenta. Po czym kwestionuje wykonalność takiego planu, ponieważ „Europa też jest podzielona i poddana tym samym nacjonalistycznym prądom, jak te, które wyniosły do władzy Donalda Trumpa”.

W porównaniu do kanclerz Merkel „zakres władzy prezydenckiej wybranego na 5 lat i posiadającego solidną większość parlamentarną Macrona wydaje się wystarczająco solidny, by stanął on na czele walki patriotyzmów przeciw nacjonalizmom” – pisze „Le Monde”, zauważając, że patriotyzm „jest niewątpliwie hasłem bardziej porywającym, niż słabo zdefiniowana postępowość”.

„Le Monde” określa jako „doskonały wybór polityczny” trwającą od paryskich celebracji zakończenia I wojny światowej „inscenizację bliskości z kanclerz i solidności powiązań francusko-niemieckich mimo niemieckich turbulencji politycznych”. Jednocześnie uważa, że "aby to zadziałało, potrzeba jednak, by doszczętnie nie zanikło słabnące poparcie, jakie Macron ma w kraju".

Francuskie radio dla zagranicy RFI twierdziło w dzisiejszej audycji porannej, że wzywając do podejmowania ryzyka wobec „wyzwań populizmu”, francuski prezydent "poszturchiwał niemieckiego sojusznika, ażeby bardziej stanowczo poparł jego propozycję reform dla Europy”.

Dziennikarz wyraził przekonanie, że „gdyby Angela Merkel zechciała, mogłaby poświęcić koniec swego mandatu ożywieniu współpracy niemiecko-francuskiej i dynamiki europejskiej, lecz - jak się wydaje - gotowa jest tylko na małe kroczki”.