Była to reakcja na wpisy, jakie umieścił wczoraj na Twitterze po swej wizycie we Francji prezydent Donald Trump. Przypomniał w nich rolę USA w oswobodzeniu Francji w drugiej wojnie światowej, wskazał na utrudnienia w eksportowaniu amerykańskich win oraz zarzucił Macronowi odwracanie publicznej uwagi od spadku poparcia dla jego osoby i od nadal wysokiego francuskiego bezrobocia.

"W każdym momencie naszej historii byliśmy sojusznikami, a sojusznikom należy się szacunek" - mówił Macron w wywiadzie udzielonym francuskiej prywatnej telewizji TF1 z pokładu lotniskowca atomowego Charles de Gaulle. Przypomniał w tym kontekście o francuskiej pomocy dla USA w wojnie o niepodległość oraz o militarnym wsparciu, jakie Francja uzyskała od Stanów Zjednoczonych w obu wojnach światowych.

"Sądzę, że Francuzi nie oczekują ode mnie odpowiadania na tweety, lecz kontynuowania tej ważnej historii" - zaznaczył francuski prezydent.

Wyraził też opinię, że tweety Trumpa to gra na użytek jego rodzimej publiczności. "Uważam, że bawi się polityką, i pozwólmy mu bawić się polityką" - dodał.

Zapytany o swą krytykowaną przez Trumpa sugestię utworzenia europejskiej armii, Macron odparł: "Stany Zjednoczone są naszym historycznym sojusznikiem i nim pozostaną. To sojusznik, z którym podejmujemy wszystkie ryzyka, z którym realizujemy najbardziej skomplikowane operacje. Ale bycie sojusznikiem nie oznacza bycia państwem wasalnym".

Macron spędzi noc na krążącym w pobliżu Tulonu atomowym lotniskowcu, który określił jako "wielką dumę" Francji. "Jesteśmy jedynymi na świecie obok Amerykanów, którzy posiadają ten rodzaj uzbrojenia" - powiedział towarzyszącym mu dziennikarzom.

Po przybyciu dziś po południu śmigłowcem na pokład Charles de Gaulle prezydent udał się na stanowisko dowodzenia, skąd obserwował katapultowy start sześciu naddźwiękowych myśliwców Rafale i turbośmigłowego samolotu wczesnego ostrzegania Hawkeye.