Źle się stało, że święto narodowe przeszło do mediów z jednym emblematem, nacjonalistycznym.

- rozpoczęła swój wywód Magdalena Środa.

Przejdźmy więc dalej. Jak Środa reaguje na fakt, że marsz odbył się w sposób pokojowy? Nie było palenia samochodów, tłuczenia witryn sklepowych, demolowania stolicy... Otóż ta reakcja może zaskoczyć wielu Polaków.

To, że tym razem odbyło się pokojowo to kwestia ambicji kilku ministrów w tym rządzie i obstawienia tego marszu wojskiem, policją, służbami.

- wypaliła Środa.

Ale to nie koniec... Prawdziwy popis autorytet "totalnej opozycji" dała jednak dopiero za chwilę. Stwierdziła, że jedność Polaków 11 listopada jest... niepokojąca, a tak naprawdę to "NIE BYŁ marsz Polaków". To niesamowite, że takie słowa mogły paść na telewizyjnej antenie.

Ta jedność jest bardzo niepokojąca. Niestety tak, bo Polacy są bardzo różnorodni, wśród Polaków są takie osoby jak ja, ja jestem ateistką. To nie był marsz Polaków. Gdybyśmy poskrobali trochę i dowiedzieli się, kim jest ten Polak, który jednościowo szedł w tym marszu, to okazuje się, że to figura bardzo wykluczająca. To jest Polak katolik, który dąży do jedności. To jest Polak jednorodny w sposób etniczny. To jest inne słowo na rasizm po prostu.

- powiedziała. Tym samym obraziła tysiące Polaków, którzy na ulicach Warszawy manifestowali swoje przywiązanie do Ojczyzny. W zamian zostali przez Środę skwitowani jako nie-Polacy, a w dodatku statystycznego uczestnika marszu nazwała ona rasistą.

Przykre, że na 100-lecie niepodległości świętujemy idąc marszem, który przypomina nam bardzo groźne zjawisko w Europie.

- dodała do tego.

Kompromitacji Magdaleny Środy dopełniło też kłamstwo. Na początku programu powiedziała ona, że nie była na biało-czerwonym marszu, po czym na koniec rozmowy stwierdziła, że... jednak była i została z niego przegoniona jako "obywatelska niepolska"...