Kobieta urodziła dziecko w Szczecinku, 10 października 2017 r. w łazience mieszkania, które zajmowała z konkubentem i ich roczną wówczas córką. Po porodzie wyrzuciła nowo narodzonego chłopca przez okno, z pierwszego piętra. Dziecko po pięciu dniach zmarło w szpitalu.

Obrońca oskarżonej Pauli S. wniósł o wyłączenie jawności procesu, sąd do wniosku się nie przychylił. Uznał, że jawność jest zasadna, że jest interes społeczny, by rozprawa była dostępna dla zainteresowanych.

Prokurator Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Marzena Samoluk-Samborska oskarżyła Paulę S. o zabójstwo swojego nowo narodzonego syna Tomasza. 10 października 2017 r. po porodzie kobieta wyrzuciła dziecko przez okno na podwórze. Niemowlę doznało wielonarządowych urazów głowy, klatki piersiowej i jamy brzusznej. Te obrażenia były bezpośrednią przyczyną jego zgonu, do którego doszło 15 października 2017 r.

Oskarżona na sali sądowej przyznała się do "popełnienia czynu, nie do zabójstwa". Odmówiła składania wyjaśnień. Zgodziła się odpowiadać na pytania sądu i obrońcy.

Sędzia Jacek Matejko odczytał trzy protokoły zeznań Pauli S. z przesłuchań śledztwa. To w nich kobieta zeznała, że nikomu nie mówiła o ciąży. Bała się, że najbliżsi wytkną jej to, że nie dba o tę ciążę. Mogła ją ukryć, bo po pierwszej znacznie utyła. Była przekonana, że poród nastąpi dopiero za trzy, cztery miesiące. Paula S. zeznała w śledztwie, że 10 października rano poczuła ból brzucha. Dzień wcześniej paliła marihuanę. Poszła do łazienki i "to coś" z niej wypadło. Twierdziła, iż nie wiedziała, że to dziecko. Zerwała pępowinę, wyciągnęła "to coś" z muszli klozetowej i wyrzuciła przez okno. Posprzątała łazienkę, wykąpała się. Przed śledczymi zeznała, że jest świadoma tego, co zrobiła.

Na sali sądowej oskarżona powiedziała, że "ma dużo luk w pamięci".

- Wielu rzeczy nie pamiętam. Dziś nie mogę powiedzieć, jak to było

– mówiła Paula S. Zapewniała, że w chwili porodu nie wiedziała, że do niego doszło.

Sędzia Robert Mąka pytał oskarżoną o to, dlaczego, skoro nie wiedziała, że urodziła dziecko, wyrzuciła je przez okno, zamiast wcisnąć przycisk w toalecie.

- Ze strachu

– powiedziała Paula S. Dodała, że ukrywała ciążę, "bo się w tym pogubiłam, było między mną a partnerem bardzo źle, od marca (2017 r.) nie byliśmy ze sobą blisko".

Dzisiaj w charakterze świadka został wysłuchany konkubent oskarżonej Paweł K. Powiedział, że Paula S. była "bardzo dobrą matką" dla ich córki. W styczniu 2017 r. miała zacząć zaniedbywać dom i siebie. Jak stwierdził Paweł K., nie wiedział o ciąży Pauliny, nie zauważył jej, nie wiedział, że doszło do porodu, mimo że był w tym czasie w mieszkaniu z ich córką. Gdy pod kamienicę przyjechała policja, pomyślał, "że ktoś potrącił psa".

- Teraz myślę, że Paulina miała jakiś problem, głęboką depresję. Może mogłem na nią wpłynąć, ale odpuściłem ten związek

– powiedział Paweł K.

- Moje dziecko nie jest takim potworem, jak o niej mówią. Nie jest alkoholiczką i narkomanką. To dobre dziecko

– mówiła na rozprawie matka Pauliny S., wezwana w charakterze świadka. Dodała, że jej córka "mogłaby mieć dwoje dzieci, byłoby pięknie; nie dostała ode mnie i od Pawła pomocy".

Wśród świadków była także kobieta, która znalazła wyrzuconego, nagiego noworodka i zawiadomiła policję oraz sąsiadka, mieszkająca pod lokalem zajmowanym przez oskarżoną i jej partnera oraz ich córkę.

Za zabójstwo grozi kara nie mniej niż 8 lat pozbawienia wolności, 25 lat więzienia albo dożywocie.