Bluesowa uczta w Kongresowej

Miałem przyjemność być na wszystkich warszawskich koncertach Joe Bonamassy, jednak to, co muzyk pokazał w Sali Kongresowej przerosło moje wszelkie oczekiwania i na długo pozostanie w pamięci.

Miałem przyjemność być na wszystkich warszawskich koncertach Joe Bonamassy, jednak to, co muzyk pokazał w Sali Kongresowej przerosło moje wszelkie oczekiwania i na długo pozostanie w pamięci.

Wszystko zaczęło się wyjątkową grą świateł. Początkowe ciemności rozproszyły stroboskopowe błyski, podczas których perkusista nadał rytm, a Joe Bonamassa już od pierwszych chwil zaczął czarować publiczność dźwiękiem.

Z utworu na utwór widownia była pod coraz większym wrażeniem kunsztu młodego gitarzysty. Początkowo nieśmiałe owacje przerodziły się w burzę oklasków, gdy wybrzmiały pierwsze dźwięki „Sloe Gin”.

Bonamassa podczas wszystkich koncertów w Polsce podkreśla, że jest w naszym kraju przyjmowany jak w domu, a publiczność reaguje u nas niezwykle żywiołowo. Gorącego powitania nie zabrakło także w Sali Kongresowej. Fani przynieśli ze sobą transparenty, z napisami „Joe welcome home”, które muzyk najpierw zaprezentował członkom swojego zespołu, a następnie zabrał do swojej garderoby.

Joe Bonamassa zagrał w Sali Kongresowej bardziej rockowo niż zwykle. Wybrzmiały m.in. takie utwory jak „Song of Yesterday”, „Ballad of John Henry”, czy „Dust Bowsl” w znacznie cięższej aranżacji, niż zarejestrowana na płycie wersja studyjna.

Muzyk przywiózł do Polski cały arsenał gitar, znacznie więcej niż podczas poprzednich koncertów w naszym kraju. Najwyraźniej gitarowa kolekcja przypadła widowni do gustu, o czym świadczyły nieustanne błyski fleszy, gdy tylko Bonamassa zmieniał instrument.

Bez wątpienia najlepszym momentem koncertu był utwór „Young Man Blues” muzyczny pojedynek pomiędzy Bonamassą, a nowym perkusistą Talem Bergmanem. Bębniarz w pewnej chwili grał tylko jedną ręką, a ostatecznie odrzucił pałeczki i grał dłońmi. Bonamassa natomiast grał na efektownej dwugryfowej gitarze Gibsona i po serii imponujących solówek wykonał fragment „Stairway to haeven”.

Koneserzy bardziej klasycznych brzmień z pewnością byli pod wrażeniem wykonania „Woke Up Dreaming”, które było znacznie dłuższe niż zwykle.

Koncert zakończyła owacja na stojąco, a po bisach w Sali Kongresowej jeszcze długo rozbrzmiewały oklaski. Zanim Joe Bonamassa zszedł do garderoby podał rękę najbliżej stojącym fanom i zasalutował wszystkim, stojącym dalej.

Bez wątpienia występ Bonamassy w warszawskiej Sali Kongresowej można zaliczyć do najważniejszych wydarzeń muzycznych tego roku.

Dla osób, które z różnych względów nie mogły pojawić się na koncercie, mała próbka umiejętności Joe Bonamassy:

 

 



Źródło:

Piotr Łuczuk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo