Ktoś powie, że przeginam z tą Polską Walczącą i Solidarnością. No więc nie, nie przeginam ani trochę. To wielu z was zestarzało się tak bardzo, że pewnych rzeczy, które niegdyś byłyby dla was oczywiste, dziś już nie dostrzegacie.

Polska mieszanka: adrenalina, patos i żart

Zanim Solidarność stała się Solidarnością pomnikową, była dla moich rówieśników i pokolenia trochę starszego adrenaliną. To była adrenalina, „chuligaństwo” napisać Solidarność farbą czy kredą na murze – farb w sprayu jeszcze nie było. Dreszczyk emocji, ale i poezja oczywiście, którą najpiękniej opisał Jan Krzysztof Kelus w piosence „Sentymentalna Panna S”: „I teraz szukam jej na mieście i tęsknie za nią jak idiota/ i choć surowo zabronione maluje imię jej po płotach”.

Adrenalina ta była pokrewna, wręcz bliźniacza do tej, którą za rządów Tuska czuli ci, co odpalali race, krzycząc „Cześć i chwała bohaterom”, mimo że do domów wielu z nich przychodziła potem o 6 rano policja. I montowano przeciwko nim sprawy karne, kryminalne (!), a nie wykroczeniowe. Inne czasy, inne warunki? Powiedzcie to komuś, kto ma kilkanaście lat.

Obok adrenaliny był też polski patos. Wiecie, kim był śp. Dawid Zapisek? Wiecie? Wiemy. No to posłuchajcie, kim był ten młody, słaby, a wielki człowiek... To 14-letni niepełnosprawny kibic Lechii Gdańsk, którego tłumy pożegnały w blasku rac na cmentarzu. Tak, jak o to prosił. A jego słowa „Aby żyć, trzeba mi dymu rac, tego dopingu, głosów z tysięcy gardeł na stadionie” trafiły na sztandary.

Potem to eskalowało, przecież Inkę i Zagończyka pochowano wśród dymu rac, podobnie jak Łupaszkę. Race używane były przy najpiękniejszych kibicowskich patriotycznych oprawach.

Kiedyś w Warszawie stanie pomnik racy

Race przy odsłanianiu pomników. Race przed kościołem po wydarzeniach prywatnych - ślubach, po najważniejszych wydarzeniach w czyimś życiu. Nadal myślicie, że to coś niepoważnego? Obudźcie się, kiedy obecne młode pokolenie dorośnie, to jest dla mnie pewne, że w Warszawie stanie pomnik racy.

No więc jest tak jak Solidarnością na murach – i poważnie, i wesoło. Race to magia, która powoduje, że każdy, kto czuje klimat chce je odpalić i dumny jest, że łamie prawo. Cezary Gmyz czy strażacy i ratownicy medyczni na Marszu Niepodległości to przykłady z ostatnich dni.

Ale ich jest całe mnóstwo. Gdy Piotr Reiss i Ivan Djurdjević kończyli w Poznaniu piłkarskie kariery, poszli na trybuny, między kibiców, i demonstracyjnie odpalili race. Oni, nie żadne sportowe młodzieniaszki, a piłkarze pragnący podsumować swoje dotychczasowe życie i wartości, które byli w nim wierni.

Race odpalane są dziś na meczach piłkarskich po wielkimi płótnami stadionowych opraw, by policja nie mogła zidentyfikować sprawców – tak, tak! – przestępstwa.

Policjo, daj sobie spokój!

Reżim, który za race  ścigał obsesyjnie i pakował do aresztu, szczęśliwie poszedł w diabły, ale race są nadal zakazane. Po tegorocznym Marszu Niepodległości policja opublikowała wizerunki osób odpalających na marszu race, by ukarać ich za wykroczenie. W tym strażaków i ratowników medycznych. Zachowując się jak głupio, jak milicja ścigająca krasnoludki za czasów Pomarańczowej Alternatywy.

Zaczęli do mnie wtedy wydzwaniać znajomi, co race odpalali z pytaniem: czy ten twój PiS całkiem już zwariował? No więc PiS nie zwariował, ale grzeszy niezrozumieniem tematu, przez co stare przepisy nadal obowiązują, a policja postanowiła je z idiotycznym uporem egzekwować. Zamiast użyć formułki o „znikomej szkodliwości społecznej”.

Znikomej, a ściślej żadnej – race służyły upiększeniu niesamowitego marszu z morzem flag. Ile było rac? Nikt nie wie, czy 20 tysięcy, jak powiedział mi jeden z kibiców. Pomiędzy manifestującymi chodzili handlarze, u których można było racę kupić. Wypalone race wrzucano do koszy na śmieci i wszystko było OK.

Liczba osób, które ucierpiały w wyniku odpalenia morza rac? Zero. Oczywiście kiedy legalizacja rac zacznie być rozważana przez władzę, sprzeciwiać się będzie policja. No to powinna usłyszeć co następuje: race są równie niebezpieczne, co autentyczne są wasze zwolnienia lekarskie.

Przestańcie ściemniać i przypomnijcie sobie. jak Schetyna postanowił zalegalizować piwo na stadionach i wszyscy komendanci zaczęli wychwalać ów pomysł, jako zupełnie bezpieczny. No to teraz poprosimy komendantów, by zachowali się tak samo. OK? A najbardziej strachliwi niech na widok racy idą na zwolnienie.

PO i lewacy stracili argumenty

Oczywiście pojawią się argumenty, że jakieś tam światowe federacje sportowe mogą być przeciw. No więc nie mogą – nasz kraj, nasze zasady! W 2012 r. odbyła się w Gdańsku, z inicjatywy środowisk kibicowskich, konferencja „Pirotechnika jest bezpieczna”, podczas której głos zabierali eksperci z krajów, gdzie race są legalne. Można wykorzystać jej dorobek, można zorganizować kolejną.

Czy legalizacja rac  nie będzie się wiązać z jakimiś politycznymi stratami dla PiS? Nie sądzę. Przeciwnicy dostarczyli mu na tę okazję dwóch argumentów. Otóż w maju posłowie Andrzej Halicki i Sławomir Neumann odpalili race w czasie organizowanego przez PO Marszu Wolności. Oczywiście nie był to przypadek, a próba mrugnięcia w kierunku młodzieży: my też potrafimy być przekorni, to PiS jest sztywny i was ściga. Ostatnio zaś race odpaliły… zwolenniczki aborcji. W tym samym celu – uwiarygodnienia swojego „buntu” jako autentycznego jego najbardziej czytelnym symbolem. Te obrazki można powtarzać do znudzenia, by ośmieszyć argument, że PiS sprzyja faszystom.