Najważniejsze jest bezpieczeństwo mieszkańców Warszawy. Jesteśmy w tej chwili w procedurze prawnej, ja czekam na jasną deklarację ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego, czy rząd PiS będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo warszawiakom, czy nie 

- powiedział Trzaskowski prosto ze stolicy Finlandii, gdzie bierze udział w kongresie Europejskiej Partii Ludowej, której jest wiceprzewodniczącym.

Trzaskowski zaznaczył, że deklaracja szefa MSWiA mogłaby mieć znaczenie dla sądu, który będzie wypowiadał się w tej sprawie. Stowarzyszenie Marsz Niepodległości już zapowiedziało, że odwoła się od decyzji Gronkiewicz-Waltz w sprawie zakazu organizacji marszu.

Czekamy na jasną deklarację,  ja słyszałem z ust pana premiera Morawieckiego, jak sam mówił, że ma wątpliwości co do tego, czy organizatorzy będą w stanie zapewnić bezpieczeństwo warszawiakom

- tłumaczył Trzaskowski.

 

Argumentował, że decyzja prezydent stolicy wynika z obawy o ekscesy na ulicach 11 listopada.

Od wielu, wielu miesięcy, występując również z wnioskiem o delegalizację ONR, mówiłem, że w Warszawie nie ma miejsca na faszyzm. Tu nie ma miejsca na światłocienie. Albo coś jest białe, albo czarne. Rząd PiS do tej pory uzasadniał i usprawiedliwiał tego typu zachowania. Ja uważam, że na to nie ma miejsca, ale przede wszystkim czekam na taką odpowiedzialną postawę rządu i ministra Brudzińskiego

- powiedział Trzaskowski.

Na uwagę, że do tej pory Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zakazywała marszów organizowanych przez środowiska narodowców, Trzaskowski odpowiedział, że prawie zawsze, gdy pojawiały się rasistowskie czy faszystowskie hasła 11 listopada, były wnioski o rozwiązanie demonstracji.

Prezydent Warszawy, uzasadniając swoją decyzję, wskazała m.in. na to, że rezolucja Parlamentu Europejskiego z października br. w sprawie wzrostu liczby neofaszystowskich aktów przemocy wzywa państwa członkowskie do podjęcia kroków przeciwko mowie nienawiści i przemocy.