PPK pomogą przyszłym emerytom

fot.fotolia

  

Od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych możemy zyskać co miesiąc na emeryturze, jeśli od lipca 2019 r. zaczniemy oszczędzać w Pracowniczych Planach Kapitałowych. Wysokość dodatkowej emerytury z PPK zależeć będzie od tego, jak długo będziemy na nią odkładać i czy zdecydujemy się na ekstra składki – oprócz podstawowych, wynikających z ustawy.

Dodatkowe pieniądze na pewno się przydadzą, bo ze względu na zmiany demograficzne nasza emerytura z ZUS nie będzie wysoka. Nie bardzo możemy też liczyć na oszczędności, bo jak wynika ze statystyk, nie mamy ich za wiele. O ile np. Japonii co trzeci jen oszczędzany przez gospodarstwa domowe jest przeznaczany na kapitał po zakończeniu pracy zawodowej, o tyle w Polsce – najwyżej 10 proc. W funduszach inwestycyjnych mamy 150 mld zł, kolejne 60 mld zł w polisach inwestycyjnych, 20–30 mld zł w akcjach giełdowych spółek, a około 100–200 mld zł w przysłowiowej skarpecie.

Realne pieniądze

PPK to dodatkowy kapitał na emeryturę – np. osoba zarabiająca minimalne 2,1 tys. brutto na PPK przeznaczy 42 zł miesięcznie. Pracodawca w podstawowej wersji dołoży 1,5 proc., które również liczone jest w pensji brutto i wyniesie 31,5 zł. Do tego również 20 zł miesięcznie (240 zł rocznie) dołoży państwo, które przyzna też każdemu tzw. premię powitalną w wysokości 250 zł z chwilą przystąpienia do PPK. Uczestnik PPK, którego miesięczne wynagrodzenie uzyskiwane z różnych źródeł będzie równe lub niższe niż 120 proc. minimalnego wynagrodzenia w danym roku, będzie mógł wpłacać mniej niż 2 proc. - minimalne 0,5 proc. To propozycja dla osób najmniej zarabiających.

Składka pracownicza pobrana będzie od wypłaty na rękę, przez co niestety będzie ona niższa. Osoba zarabiająca przez najbliższe 25 lat minimalną pensję odłożyć może 44 tys. zł. Zaoszczędzone pieniądze będzie można wypłacić po ukończeniu 60. roku życia. Jednorazowo ma to być maksymalnie 25 proc. zebranych środków, czyli przy wypłacie 2,1 tys. zł wyniesie to 11 tys. zł. Resztę natomiast można rozłożyć na 10 lub więcej lat, co daje nam nawet 275 zł ekstra miesięcznie.

To minimalna wersja. Znacznie wyższe dodatkowe świadczenie zyska osoba zarabiająca np. 5 tys. brutto miesięcznie. Załóżmy, że zaczniemy odkładać na emeryturę w PPK w wieku 30 lat. Przy podstawowej miesięcznej wpłacie 2 proc. wynagrodzenia brutto od pracownika i 1,5 proc. od pracodawcy oraz wpłacie ze strony państwa 240 zł rocznie, w wieku 60 lat będziemy już mieli na koncie nawet 180 686 zł (uwzględniając zwrot z inwestycji). Jednorazowo wypłacimy 45 172 zł, a przez 10 lat co miesiąc dostaniemy dodatkowo 1 293 zł. Gdybyśmy oszczędzali dwa lata dłużej, nasze oszczędności sięgną już 204 457 zł, a pięć lat dłużej 244 487 zł.

Jeszcze lepiej sytuacja wygląda, jeśli zdecydujemy się odłożyć dodatkowo 1 proc. naszych zarobków miesięcznie i tyle samo wpłacać będzie dodatkowo nasz pracodawca. W 60. roku życia zgromadzimy wtedy 252 154 zł, dzięki czemu jednorazowo dostaniemy 63 038 zł, a co miesiąc 1804 zł. Każdy z nas może sobie sam obliczyć, ile zyska w każdej z możliwych wersji oszczędzania (składki będzie można podnieść do poziomu łącznie nawet 8 proc. za zgodą pracownika i pracodawcy) korzystając z kalkulatora na stronie PFR: www.pfr.pl/pl/ppk

Nasze pieniądze będą pomnażane

Według założeń z PPK skorzystać będzie mogło nawet 11,5 mln Polaków. Do nowego systemu zapisani będą mogli zostać bowiem wszyscy pracownicy w wieku od 18 do 55 lat, za których odprowadza się składki emerytalne. Pieniądze zebrane w PPK będą inwestowane przez wyspecjalizowane instytucje finansowe, które zostaną wybrane przez pracodawców we współpracy z załogą oraz związkami zawodowymi. Środki gromadzone w ramach PPK będą mogły być inwestowane w aktywa denominowane w walutach innych niż złotówki tylko w 30 proc. Instytucje finansowe oferujące PPK będą musiały oferować różne warianty inwestycyjne, dostosowane do wieku uczestnika (tzw. fundusze zdefiniowanej daty).

Mimo że do systemu zostaną zapisani wszyscy, to nie będzie przymusu, aby w nim pozostać. Będziemy mogli z planów zrezygnować. Jeśli jednak pozostaniemy, to nie musimy się martwić, co stanie się z naszymi oszczędnościami np. w przypadku zmiany pracy – pieniądze automatycznie zostaną przeniesione do nowego pracodawcy. Każdy, kto zrezygnuje z PPK, w każdym momencie będzie mógł ponownie do niego przystąpić. Co ważne, mimo że to pieniądze odkładane z myślą o przyszłej emeryturze, będziemy mogli z nich skorzystać wcześniej, jeśli pojawi się taka konieczność. Będziemy je mogli np. wykorzystać na wpłatę udziału własnego przy zakupie jednego mieszkania. Oczywiście potem – po upływie pięciu lat karencji trzeba je będzie zwrócić, ale będziemy mieli na to 10 lat. 25 proc. zebranych pieniędzy będziemy mogli też wykorzysta w przypadku poważnych problemów zdrowotnych – naszych lub rodziny.

Uczestnik będzie mógł również w dowolnym momencie wypłacić pieniądze z PPK. Składając wniosek o zwrot środków, pracownik otrzyma zgromadzone przez siebie oszczędności, pomniejszone o podatek od zysków kapitałowych, 30% wartości wpłat pracodawcy, ponieważ były one zwolnione ze składek na ubezpieczenia społeczne (pobrane 30% zapisywane jest pracownikowi jako jego składka na ubezpieczenie społeczne w ZUS), a także dopłaty ze strony Państwa.

PPK pomogą gospodarce

Środki, które będą zasilały PPK, dodatkowo będą czynnikiem wzrostu gospodarki narodowej, co pośrednio wpłynie na poprawę sytuacji przyszłych emerytów. Minister finansów, Teresa Czerwińska, zapewniła, że PPK przyczynią się do podniesienia bezpieczeństwa finansowego Polaków, wpłyną na zmianę struktury oszczędności w Polsce oraz wzrost udziału oszczędności długoterminowych, co z kolei obniży koszty finansowania inwestycji w Polsce i będzie sprzyjać polskiej gospodarce. – W długim horyzoncie wprowadzenie programu z uwagi na przewidywany wzrost PKB powinno pozytywnie wpływać również na sytuację finansów publicznych – stwierdziła minister.

Eksperci podkreślają też pozytywny wpływ PPK na rynek kapitałowy – pojawią się bowiem nowe środki, które przyczynią się do zwiększenia udziału źródeł krajowych w finansowaniu inwestycji, a to oznacza zwiększenie stabilności rynku finansowego.

Warto też podkreślić, że programy zbliżone konstrukcyjnie do PPK z powodzeniem funkcjonują już od dawna w wielu państwach świata, m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie.

 

 

Artykuł powstał przy współpracy z PFR

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Dlaczego doszło do zbrodni na finale WOŚP? Wcześniej ochroniarze Owsiaka potrafili nawet dziennikarza wyrzucić WIDEO

/ Zrzut ekranu z youtube.com/TV Republika

  

Morderca Stefan W. bez problemu dostał się na scenę finału WOŚP w Gdańsku, a po ataku na śp. Pawła Adamowicza przez kilkadziesiąt sekund nikt nie interweniował, choć zbrodniarz nie uciekał. Zatrzymał go dopiero pracownik techniczny koncertu, a nie wynajęci ochroniarze. Jak już dzisiaj wiemy zabezpieczenie imprezy było fatalne. Tymczasem szef WOŚP Jerzy Owsiak trzy lata temu pokazał, że potrafi stanowczo reagować - na przykład gdy dziennikarz zadaje niewygodne pytania. Tak było w 2015 r., gdy na Michała Rachonia rzucili się "ochroniarze", bo zapytał o finanse WOŚP.

13 stycznia wieczorem 27-letni Stefan W. podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku wtargnął na scenę i śmiertelnie zranił nożem Pawła Adamowicza. Prezydent miasta przeszedł pięciogodzinną operację. Niestety, w poniedziałek Adamowicz zmarł. Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazały jako przyczynę śmierci wstrząs krwotoczny. 

Niepokojący jest fakt, że Stefan W. bez problemu dostał się na scenę, zadał kilka ciosów nożem na oczach wielu osób, a po ataku na śp. prezydenta Gdańska kilkadziesiąt sekund swobodnie poruszał się po scenie. Mordercę zatrzymał dopiero pracownik techniczny koncertu, a nie ochroniarz z wynajętej firmy.

W toku kontroli MSWiA w Agencji Ochrony "Tajfun", która zabezpieczała gdański finał WOŚP, stwierdzono szereg nieprawidłowości. Wykazała m.in., że jej szef nie weryfikował karalności pracowników ochrony i nie nadzorował wykonywanych przez nich zadań.

[polecam:https://niezalezna.pl/255437-czy-mozna-bylo-zatrzymac-stefana-w-kontrola-ochrony-przyniosla-szokujace-wnioski]

Ludzie współpracujący z WOŚP potrafią jednak reagować stanowczo. Zwłaszcza, gdy słyszą niewygodne pytania.

Przypomnijmy, że w styczniu 2015 roku - przed kolejnym finałem WOŚP - Jerzy Owsiak zorganizował konferencję, na którą Telewizja Republika - jako jedyna redakcja - nie dostała akredytacji. Z niewiadomych do dziś przyczyn.

Michał Rachoń, który był wówczas dziennikarzem Telewizji Republika, dostał się na konferencję - bez kamery, ale za to z telefonem komórkowym. Zapytał wtedy Owsiaka o to, dlaczego nie wykonał wyroku sądu i nie udostępnił dokumentacji finansowej pewnej firmy.

Owsiaka tak mocno zirytowało to pytanie, że... kazał wyrzucić Rachonia z konferencji. Natychmiast zareagowało kilku agresywnych mężczyzn, którzy próbowali siłą usunąć dziennikarza z konferencji prasowej. Mężczyźni nie wylegitymowali się, więc nie wiadomo czy byli oni pracownikami ochrony, czy osobami prywatnymi.

A tak wyglądała sytuacja... OBEJRZYJ FILM!

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl