Verhofstadt wytacza działa przeciw Orbanowi. Poszło o "pieniądze z Brukseli"

Guy Verhofstadt / By Claude Truong-Ngoc / Wikimedia Commons - cc-by-sa-3.0, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36998086

  

Lider Liberałów w PE Guy Verhofstadt uruchomił dzisiaj w Brukseli kampanię billboardową przeciwko premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi. Jak stwierdził, premier Węgier „bierze pieniądze z Brukseli”, a jednocześnie „nie lubi europejskich wartości”.

Verhofstadt zaprezentował billboard dziennikarzom przed budynkiem Parlamentu Europejskiego. Przedstawia on wizerunek Orbana na pierwszym planie, a za plecami szefa węgierskiego rządu powiewa postrzępiona flaga Unii Europejskiej. Przed wizerunkiem premiera leżą stosy zielonych pieniędzy. Jest też napis w językach angielskim i węgierskim:

„Najpierw wziął nasze pieniądze, teraz chce zniszczyć Europę”.

Billboard będzie transportowany po Brukseli na przyczepie. Ma się pojawić m.in. przed siedzibą Komisji Europejskiej, Rady UE, a także ambasadą Węgier przy UE. Później będzie też prezentowany w Budapeszcie.

- Jedyną rzeczą, którą on (Orban) lubi w Europie, są pieniądze. Pieniądze na projekty, które są korzystne także dla niego i jego rodziny. (...) Jednocześnie nie lubi on w ogóle europejskich wartości. Musimy powiedzieć temu stop

– oświadczył Verhofstadt.

Skrytykował też Radę UE za to, że pomimo uruchomienia przez PE art. 7 traktatu wobec Węgier, ta nie zajęła się procedurą.

- Oni są do tego zobligowani, żeby prowadzić procedurę art. 7. (...) Jednocześnie Orban jest nadal szanowanym członkiem Europejskiej Partii Ludowej, jakby nic się nie stało

– zaznaczył.

- Już zbyt długo, to obserwujemy, Orban bardzo agresywnie atakuje liberalne demokracje. (...) Chce stworzyć nieliberalne państwo. Nastał czas, żeby go zatrzymać, i dlatego obok stoi ten samochód (z billboardem)

– powiedział.

Kampania, jak mówił, będzie kosztowała w Brukseli 1 tys. 532 euro. Dodatkowo trzeba będzie doliczyć do tego koszty kampanii na Węgrzech.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tego jeszcze nie było! Niemiecka dysydentka broni dekomunizacji przed... Michnikiem

Adam Michnik / Fotomag/Gazeta Polska

  

To jednak rzadki widok, by była wschodnioniemiecka dysydentka musiała bronić dekomunizacji przed… naczelnym „Gazety Wyborczej”. – Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci – argumentowała Marianne Birthler. Co na to Adam Michnik? Brat byłego stalinowskiego sędziego oskarżył Jarosława Kaczyńskiego o (sic!) stalinowski język. 

Jak relacjonuje portal dw.com, Michnik i Birthler uczestniczyli dziś w Lipsku w dyskusji otwierającej zorganizowany przez niemiecką Federalną Centralę Kształcenia Politycznego cykl spotkań o zmianach politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1991.

Podczas dyskusji, prowadząca ją Katharina Raabe zwróciła uwagę na „podnoszony przez środowiska prawicowe w Polsce brak lustracji po 1989 roku”.

Najpierw głos zabrał Michnik, brat Stefana Michnika, członka komunistycznego aparatu władzy, sędziego, który w czasach stalinizmu skazywał polskich bohaterów podziemia niepodległościowego. To co powiedział naczelny „Wyborczej” zdumiewa.

[polecam:https://niezalezna.pl/260313-sady-powinny-byc-niezalezne-sciganie-mnie-to-zemsta-mowi-nam-stefan-michnik]

– [Jarosław] Kaczyński posługuje się językiem stalinowskim. Kaczyński powiada jak Stalin: wraz z budownictwem socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Opowiadanie, że w Polsce dzisiaj nieszczęścia się biorą z braku dekomunizacji, to kompletny idiotyzm. To nie komuniści dziś zagrażają

 – mówił.

Zdaniem Michnika dekomunizacja we Wschodnich Niemczech „skrzywdziła bardzo wielu ludzi”.

– Niemcy nie stały się w wyniku dekomunizacji ani lepsze, ani uczciwsze.
– stwierdził.

Michnik zakwestionował wiarygodność informacji zawartych w teczkach.

– Niemcy traktują archiwa Stasi jak Biblię.
– krytykował.

Dekomunizacji przed Michnikiem musiała bronić była wschodnioniemiecka dysydentka!

– Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci
– protestowała Birthler.

– Teczki Stasi nie były piramidalnym kłamstwem, lecz były najważniejszych narzędziem pracy służb bezpieczeństwa. W ich interesie było rzetelne gromadzenie informacji. Są ważnym źródłem informacji, jeżeli podchodzi się do nich krytycznie

wyjaśniła.

Podkreśliła, że dzięki dokumentom wielu niesłusznie podejrzewanych o współpracę mogło oczyścić się z zarzutów. Birthler kierowała w latach 2000-2011 tzw. Urzędem Gaucka przechowującym archiwa byłej służby bezpieczeństwa NRD – Stasi.

Co na to Michnik? Przeszedł do zastanawiania się „nad przyczynami sukcesów ruchów populistycznych”. Stwierdził, że rządy po 1989 roku popełniły błąd polegający na „zapatrzeniu się w potrzebę modernizacji”, co doprowadziło do „zgubienia ludzi, którzy nie znaleźli sobie miejsca w tym autobusie”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dw.com,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl