Wybory w Gdańsku - po angielsku? „Obawiam się, czy za 5 lat nie przygotują ich w języku niemieckim”

identyfikator / niezależna.pl

  

Wczoraj w 649 gminach i miastach w całej Polsce odbywało się głosowanie w II turze wyborów samorządowych. Odnotowano wiele wykroczeń dotyczących głównie usuwania ogłoszeń i agitacji wyborczej, ale jak się wydaje, nie miały one istotnego znaczenia dla wyniku głosowania. Kuriozalna sytuacja miała miejsce w co najmniej jednej Okręgowej Komisji Wyborczej w Gdańsku. Identyfikatory dla członków komisji były opisywane w języku... angielskim.

Według informacji, jaką otrzymaliśmy od jednego z naszych czytelników, który był członkiem Okręgowej Komisji Wyborczej w Gdańsku członkowie tego gremium otrzymali identyfikatory w języku angielskim.

Należy podkreślić, że członkowie komisji wyborczych podczas wykonywania swoich obowiązków mają status urzędników państwowych.

Jak informuje nasze źródło "część urzędników wpisywała swoje dane na drugiej stronie - czyli na czystej kartce".

Obawiam się, czy za 5 lat urzędnicy prezydenta Adamowicza nie przygotują takich identyfikatorów w języku niemieckim

- oceniła kuriozalną sytuację osoba pełniąca wczoraj obowiązki w Okręgowej Komisji Wyborczej w Gdańsku.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Polityczne kalkulacje blokują budowę pomnika polskich ofiar nazizmu. W tle - Erika Steinbach

Zdjęcie ilustracyjne / fot. Przemysław Obłuski

  

- Polska rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość chce "znacjonalizować" pamięć, z której wynika, że to Polacy są ofiarami wojny - w tak niedorzeczny sposób prof. Michael Wildt z Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie odniósł się w październiku ub.r. do pomysłu wzniesienia w stolicy Niemiec pomnika poświęconego polskim ofiarom nazizmu. Okazuje się, że budowa pomnika obarczona jest kolejnymi politycznymi kalkulacjami, a w tle sporu jawi się szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach.

Budowa pomnika Polaków, którzy byli ofiarami niemieckiej okupacji w latach 1939-45 stoi pod coraz większym znakiem zapytania - wynika z najnowszych informacji docierających z Berlina. Przyznają to politycy z otoczenia frakcji CDU/CSU w Bundestagu, proszący o zachowanie anonimowości.

Choć poparcie dla budowy pomnika w niemieckiej stolicy zadeklarował latem niemiecki rząd i przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schaeuble (CDU), to realizacja pomysłu staje pod coraz większym znakiem zapytania.

Część posłów CDU/CSU nie zgodzi się na upamiętnienie, ponieważ nie chce stracić kolejnych głosów ze środowisk tzw. wypędzonych na rzecz Alternatywy dla Niemiec (AfD). Z ich punktu widzenia byłoby to politycznie nieopłacalne zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy nie można wykluczyć przedterminowych wyborów.

- mówi źródło w Bundestagu.

Inicjatywa nie ma zatem (przynajmniej na razie) szans uzyskać większości w niemieckim parlamencie. Za projektem opowiada się obecnie około 240 posłów wszystkich frakcji poza deputowanymi narodowo-konserwatywnej Alternatywy, która od początku odrzucała projekt.

[polecam:https://niezalezna.pl/293641-historyk-z-niemiec-w-oparach-absurdu-nie-chce-pomnika-polskich-ofiar-nazizmu-bo-rzadzi-pis]

Na takie stanowisko AfD ma wpływ bliskość tej partii, do niektórych środowisk tzw. wypędzonych, które lansują hipotezę o domniemanej odpowiedzialności Polski za przesiedlenia Niemców po II wojnie światowej. Była szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach jest szefową Fundacji Desiderius Erasmus, związanej z Alternatywą dla Niemiec.

Niechęć do wykonywania przyjaznych gestów wobec Polski, które mogłyby politycznie zaszkodzić CDU/CSU nie ogranicza się jednak tylko do sprawy pomnika. Osoby, z którymi rozmawiał PAP zwracają również uwagę na wyjątkowo nieprzychylną wobec Warszawy postawę Moniki Gruetters (CDU) - pełnomocnik rządu federalnego ds. kultury i mediów. Ma ona - według informacji PAP - torpedować wiele inicjatyw współpracy instytucjonalnej między Polską a RFN.

Z racji pełnionej funkcji w rządzie Gruetters jest przewodniczącą rady fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie" - instytucji zajmującej się budową placówki upamiętniającej przesiedlenia Niemców po II wojnie światowej. Oprócz tego, to właśnie z budżetu pełnomocnika ds. kultury i mediów są finansowane niektóre działania BdV, a sama Gruetters jest częstym gościem na imprezach organizowanych przez Związek Wypędzonych.

Niechętny budowie pomnika jest też przewodniczący rady naukowej Fundacji Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, historyk Wolfgang Benz. W połowie stycznia niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" cytował jego słowa, które historyk zawarł w liście do szefa Bundestagu, o „niebezpieczeństwie nacjonalizacji pamięci” poprzez m.in. budowanie pomników.

Z kolejnych nieoficjalnych informacji uzyskanych od osób zbliżonych do ambasady RFN w Warszawie wynika też, że to właśnie z obawy przed tzw. wypędzonymi Angela Merkel nie odwiedziła wspólnie z premierem Mateuszem Morawieckim berlińskiej placówki Instytutu Pileckiego - krok taki miał odradzić niemieckiej kanclerz ambasador RFN w Warszawie Rolf Nikel. Szef polskiego rządu przebywał w Berlinie pod koniec stycznia z okazji 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

[polecam:https://niezalezna.pl/308004-premier-w-instytucie-pileckiego-w-berlinie-zdjecia]


Termin "wypędzeni" (Vertriebene) jest używany w RFN w odniesieniu do kilkunastu milionów (według różnych szacunków od 11 do 14 mln) osób z terenów dzisiejszej Polski, Czech, Rosji i krajów bałtyckich, które znalazły się na terytorium RFN po II wojnie światowej. Słowo to nie odzwierciedla różnych przyczyn wymuszonych migracji. Nie ogranicza się bowiem do tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów przez 2. Armię Wojska Polskiego w 1945 (400 tys. osób), czeskie milicje oraz przez Sowietów po umowie poczdamskiej (od 5 do 7 mln osób), ale obejmuje też tych, którzy zostali przymusowo ewakuowani przez NSDAP, albo uciekli – z Prus Wschodnich, Wielkopolski i Śląska (w sumie ponad 6 mln osób). Do "wypędzonych" zaliczali siebie nie tylko etniczni Niemcy od pokoleń żyjący np. w Sudetach, ale też osadnicy i urzędnicy niemieccy, którzy zasiedlali podbite przez III Rzeszę tereny Polski (Kraj Warty, Zamojszczyzna).

Konkretna dyskusja o pomniku dla Polaków - ofiar niemieckiego terroru toczy się w RFN od dwóch lat. W 2017 roku grupa polityków, działaczy społecznych i naukowców wystosowała do Bundestagu i do niemieckiego społeczeństwa apel o wzniesienie takiego monumentu.

Pomysłodawca inicjatywy - Florian Mausbach, emerytowany szef Federalnego Urzędu Budownictwa i Zagospodarowania Przestrzennego, zaproponował konkretną lokalizację pomnika w symbolicznym miejscu - na Placu Askańskim (Askanischer Platz) w centrum Berlina, nieopodal ruin zburzonego w czasie wojny dworca kolejowego.

Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do Bundestagu. Kwestia od początku budziła kontrowersje. Niektórzy uważają, że Polaków należałoby upamiętnić zbiorczo - razem ze wszystkimi ofiarami Niemców na Wschodzie - Rosjanami, Ukraińcami i Białorusinami.

Strona polska od dawna apelowała o godne upamiętnienie polskich ofiar niemieckiej okupacji. Postulował to m.in. w 2012 roku pełnomocnik rządu RP ds. dialogu międzynarodowego Władysław Bartoszewski.

Oprócz pomordowanych europejskich Żydów, w Berlinie upamiętniono m.in. prześladowanych homoseksualistów i Romów.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts