"Dziadek do orzechów":puste kalorie od Disneya. RECENZJA

"Dziadek do orzechów i cztery królestwa" to przez wielu długo wyczekiwana disneyowska wersja opowiadania E.T.A. Hoffmanna inspirowana słynnym baletem Piotra Czajkowskiego. Propozycja Disneya to prosta i przewidywalna historia o poszukiwaniu "tego, co w życiu najważniejsze" opakowana w zapierające dech w piersiach obrazy. W sam raz na weekendowe, przedświąteczne wyjście do kina z najmłodszymi - bez oczekiwania na coś więcej, niż efektownie sprzedaną bajkę.

Kadr z filmu "Dziadek do orzechów i cztery królestwa"
Fot. Disney/mat.pras.

Historia "Dziadka do orzechów" sięga pierwszej połowy XIX wieku. Wydaną w 1816 r. w Berlinie książkę E.T.A. Hoffmanna zaadaptował i przetłumaczył na francuski sam Aleksander Dumas (ojciec) i to właśnie ta wersja opowiadania stała się inspiracją dla słynnego baletu Piotra Czajkowskiego. 

Główną bohaterką filmu jest dziewczynka, Klara (Mackenzie Foy). Choć w oryginale miała zaledwie 7 lat, w wersji Disneya przypomina raczej nastolatkę. Klarę poznajemy w trudnym dla niej momencie - dziewczyna nie może pogodzić się ze śmiercią mamy, nie radzi sobie z żałobą, co wywołuje napięcia między nią a ojcem (Matthew Macfadyen) i rodzeństwem. Przełomem okazuje się Wigilia Bożego Narodzenia, którą dziewczyna spędza w domu swojego ojca chrzestnego i zarazem genialnego zegarmistrza i wynalazcy - Drosselmeyera (Morgan Freeman). To tutaj brat Klary znajdzie pod choinką tytułowego dziadka do orzechów, a dziewczynka otrzyma najcenniejszy dar - klucz do zrozumienia tego, kim jest i jak znaleźć siłę do podniesienia się po śmierci ukochanej matki.

Podążając w poszukiwaniu prawdy o własnej historii, Klara zawita do fantastycznej krainy - tytułowe cztery królestwa: Królestwo Kwiatów, Królestwo Śnieżynek, Królestwo Słodyczy i Królestwo Cyrkonii okażą się barwnymi światami, nad którymi zawisła groźba wojny. Od sprytu i zdolności Klary, a także towarzyszących jej przyjaciół będzie zależało powodzenie misji i zażegnanie konfliktu. 

W "Dziadku do orzechów" Lasse'a Hallströma i Joe'a Johnstona wszystko dosłownie lśni i błyszczy, kusząc widza pięknymi obrazami. Idea czterech barwnych królestw w połączeniu z ogromnym budżetem Disneya od początku była skazana na sukces. Szczególną rolę odgrywa tu sugestywna wizja Królestwa Słodyczy zarządzanego przez Cukrową Wróżkę (ciekawa kreacja Keiry Knightley). Niestety, zabrakło pomysłów na poziomie scenariusza - ten jest przewidywalny i pełen fabularnych dziur, które zirytują dorosłego, uważnego widza. W tym kontekście zarzutem staje się też uwspółcześnienie baśni - gdyby twórcy bardziej trzymali się oryginału, zamiast "na siłę" czynić z "Dziadka do orzechów" manifest politpoprawności (Dziadka do Orzechów gra ciemnoskóry aktor, a Klara zamiast "strojów i fryzur" woli rozwiązywać mechaniczne zagadki), całość wypadłaby dużo lepiej. 

Czy "Dziadka do orzechów i cztery królestwa" warto uwzględnić w przedświątecznych planach kinowych? Jeśli zależy nam na chwytającej za serce, głębokiej opowieści o sile miłości i przyjaźni, lepiej zostańmy w domu. Ale jeśli chcemy po prostu zachłysnąć się disneyowskim rozmachem i niemal poczuć chłód pierwszych płatków śniegu i zapach ciepłego piernika, nie będziemy rozczarowani (pod warunkiem, że wybierzemy wersję bez kiepskiego polskiego dubbingu). "Dziadek do orzechów" to bowiem jedna z najpiękniejszych okołobożonarodzeniowych historii, niezależnie od tego, kto ją opowiada.

Ocena: 5/10

 

 

 



Źródło: niezalezna.pl

#Mackenzie Foy #Keira Knightley #Disney #Dziadek do orzechów i cztery królewstwa #Dziadek do orzechów

Magdalena Fijołek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo