Nocą z 13 na 14 października we Fryburgu w Niemczech 22-latek miał zgwałcić poznaną w dyskotece dziewczynę, której prawdopodobnie wcześniej dosypał coś do napoju. Następnie namówił on innych mężczyzn do powtórzenia bestialskiego gwałtu. Ośmiu domniemanych sprawców zbiorowego gwałtu przebywa już w areszcie, dwaj inni są nadal poszukiwani.

Wczoraj okazało się, że za 22-letnim syryjskim uchodźcą mieszkającym we Fryburgu, głównym podejrzanym w sprawie gwałtu na 18-latce, 10 października wystawiono nakaz aresztowania. Służby nie mogły jednak odnaleźć mężczyzny.  Znany był on dobrze niemieckim służbom. Latem ubiegłego roku miał wraz z dwoma innymi mężczyznami wykorzystać seksualnie swą znajomą. Latem bieżącego roku podjęto przeciwko niemu dochodzenia w związku z czynami z użyciem przemocy, co w trzech przypadkach spowodowało uszkodzenie ciała. Ponadto handlował na dużą skalę narkotykami i dlatego był przez pewien czas obserwowany.

W dzisiejszym wydaniu ""Die Welt" związany z chadecją Mathias Middelberg, deputowany Bundestagu tłumaczy, że Niemcy powinny na nowo ocenić przepisy związane z wydalaniem z kraju syryjskich przybyszów. 

- Po tak ohydnych czynach jak we Fryburgu, nie możemy postępować jak do tej pory

 - mówi Middelberg, którego wypowiedź przytacza portal dw.com.

- Jeżeli sytuacja w Syrii, nawet tylko w poszczególnych regionach, będzie się dalej poprawiać, nie wolno dalej generalnie wykluczać wydalania tam osób należących do określonego kręgu 

- dodał. Jak wyjaśnia dw.com, chodzi o uchodźców, którzy prawo pobytu w Niemczech otrzymali ze względu na "sytuację ogólnego zagrożenia", nie ze względu na indywidualne prześladowania. 

Middelberg podkreśla, że kiedy nie ma przeciwskazań do deportowania, "priorytetem musi być ochrona naszej ludności, a nie interes sprawców czynów karalnych, którzy chcieliby pozostać w Niemczech".