Wydaje mi się, że krakowianie oczekują zmian i ja jestem gwarantem tych zmian. Mam nadzieję, że 4 listopada Kraków taką decyzję podejmie

- powiedziała Wassermann na konferencji prasowej podsumowującej kampanię wyborczą przed niedzielnym głosowaniem.

- Dziękuję tym, którzy w I turze oddali na mnie głos. Bardzo państwa serdecznie proszę o głos w II turze. Proszę o głos niezdecydowanych. Proszę o głos każdego krakowianina, który chciałby, aby w mieście było inaczej, aby zmieniła się polityka lokalna - dodała.

Posłanka PiS podziękowała wszystkim krakowianom, którzy rozmawiali z nią o swoich problemach i wyrażali swoje oczekiwania, co i jak w Krakowie powinno się zmienić. Pogratulowała jednocześnie pozostałym kandydatom ubiegającym się o prezydenturę Krakowa, którzy "dzielnie walczyli w pierwszej turze".

Wassermann zaznaczyła, że - w przeciwieństwie do urzędującego prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego, z którym ma zmierzyć się w drugiej turze wyborów - uważa, że "deweloperzy są nam bardzo potrzebni, ale jednak na zasadach korzystnych dla mieszkańców i dla miasta". Opowiedziała się także za szybszą niż do tej pory rozbudową infrastruktury komunikacyjnej Krakowa, w tym linii tramwajowych oraz ścieżek rowerowych.

Poproszona o ocenę kampanii Wassermann uznała, że nie była ona brutalna i odbywała się "na stosunkowo wysokim poziomie".

Miałam takie wrażenie, że ten moment, kiedy emocje sięgnęły zenitu u mojego kontrkandydata Jacka Majchrowskiego, to był moment po debacie. Sama debata była bardzo spokojna. Jacek Majchrowski oddawał swój czas nie kończąc pytań, natomiast coś takiego się zdarzyło przez noc, że rano mnie zaatakował. Powiedział, że nie miał możliwości ustosunkowania się do moich kłamstw. Co prawda nie wiem, jakich kłamstw, bo nie wymienił tych punktów, w których kłamałam

- powiedziała Wassermann.

Jej zdaniem kolejnym wrażliwym momentem było przysłanie na jej konferencję prasową w środę trzech urzędników z Wydziału Architektury.

- Myślę, że to był moment, w którym Jackowi Majchrowskiemu mocno puszczały nerwy. Ale ja mam taką nadzieję, że krakowianie zapamiętają z tej kampanii program, zapamiętają, że jest możliwa zmiana, że jest możliwa nowa energia i siła – podkreśliła Wassermann.

Kandydatka Zjednoczonej Prawicy proszona przez dziennikarzy odniosła się do wypowiedzi Majchrowskiego, że "jej działania, czy sposób działania, pokazują absolutną zależność w stosunku do partii, którą ona reprezentuje", a jego zdaniem "samorząd powinien być samorządem a nie przedłużeniem ramienia rządu, a w tym wypadku tak by to było".

Krakowianie muszą się spodziewać tego, że jeżeli wybiorą Jacka Majchrowskiego na prezydenta, to on nie tylko będzie przedłużeniem czterech największych partii opozycyjnych: PO, która nawet nie miała odwagi wystawić swojego kandydata w tych wyborach, PSL, który od zawsze wspiera Jacka Majchrowskiego, który od zawsze z kolei udaje, że jest bezpartyjny; SLD, bo to jest jego rdzenne środowisko i wcześniej PZPR oraz Nowoczesna, która jest nowym tworem wydzielonym z PO i prawdopodobnie wchłoniętym za moment, co pokazują sondaże

– odparła Wassermann.

- Myślę, że ten układ sił, który dzisiaj jest pokazuje jasno, że to będzie bastion partii opozycyjnych w Krakowie, jeżeli wygra Jacek Majchrowski. I chyba nikt z państwa nie ma wątpliwości, że te partie za swoje poparcie wystawią Jackowi Majchrowskiemu rachunek i to bardzo szybko – oceniła kandydatka Zjednoczonej Prawicy.

Według niej Majchrowski jest bardzo niekonsekwentny, bo w wywiadzie z 2016 r. mówił, że bardzo dobrze ocenia współpracę z rządem PiS oraz że minister Andrzej Adamczyk to pierwszy minister, który po wyborach spełnia swoje obietnice. - To jest bardzo niekonsekwentne, co mówi pan prezydent. Z jednej strony chwali sobie rząd PiS, z drugiej pyta mnie na debacie, czy będzie w dalszym ciągu mógł liczyć na moją współpracę dla Krakowa. Oczywiście, że będzie mógł. A z drugiej strony mówi, że on się tego boi – mówiła.

Dodała, że skoro ona miałaby wykonywać polecenia partii, to "może powiedzieć, że on będzie wykonywał polecenia Grzegorza Schetyny i Katarzyny Lubnauer, bo to oni do niego przyjeżdżali i dali mu wsparcie, które dało mu możliwość wejścia do drugiej tury".

Pytana, czy będzie niezależnym prezydentem odpowiedziała pytaniem: - A jak Pan sobie wyobraża zależnego prezydenta miasta?

Na pytanie, czy wyrok sądu i sprostowanie informacji odnoszących się do walki Krakowa ze smogiem, które zamieścił premier Mateusz Morawiecki w mediach, pomoże jej, Małgorzata Wassermann powiedziała, że jest to dla niej "bez znaczenia".

Pytana, jak będzie rządzić miastem, jeśli wygra wybory, a PiS nie ma większości w Radzie Miasta, Wassermann powiedziała, że wtedy znajdzie się w podobnej sytuacji, jak Jacek Majchrowski, który też nie miał większości w Radzie Miasta w poprzednich kadencjach samorządu. "Byłabym w sytuacji dość podobnej, z tą różnicą, że o mnie nic nie wiadomo, abym konfliktowała celowo ludzi, a potem zostawała rozjemcą" – podkreśliła.

Małgorzata Wassermann podkreśliła, że w związku z planowanym na poniedziałek przesłuchaniem Donalda Tuska przed komisją śledczą ds. Amber Gold nie wie jeszcze, gdzie będzie w wieczór wyborczy, czy w Krakowie, czy w Warszawie.

Kandydatka Zjednoczonej Prawicy posłanka PiS Małgorzata Wassermann, która zdobyła 33,6 proc. głosów w I turze, 4 listopada zmierzy się z ubiegającym się o reelekcję prezydentem Jackiem Majchrowskim (43,7 proc. poparcia w I turze), który wystartował w wyborach z poparciem PO, Nowoczesnej, SLD, PSL i własnego zaplecza - Przyjaznego Krakowa.