Tuż przed Dniem Wszystkich Świętych na anonimowych grobach i tych najbardziej zaniedbanych, zapłonie znicz i pojawią się kolorowe kwiaty. Bezdomni dla Bezimiennych to akcja, która została zainicjowana 6 lat temu. Od pięciu lat miejscem działań jest Cmentarz Południowy w Antoninowie k. Warszawy; raz akcja odbyła się na Cmentarzu Północnym. W tym roku, osoby bezdomne i wolontariusze Fundacji Kapucyńskiej w dn. 27 października, wymienili 100 krzyży. 70 wykonali podopieczni, panowie: Artur, Wojtek i Mariusz z zaprzyjaźnionej stolarni p. Jacka Kwiatka; 30 krzyży podarował cmentarz. Ci, którzy odeszli bezimiennie, w samotności, mogli podczas tego jednego dnia doświadczyć czyjeś troski i modlitwy, jaka została odmówiona nad ich grobami.

Najubożsi, bezdomni, zapomniani

Cmentarz otwarto w 1999 r. Zajmuje ponad 50 ha, z czego do użytku oddano 27. Do dnia 26 października br. spoczęło na nim 9100 zmarłych. Aż 3900 to pochówki osób najbiedniejszych, samotnych i bezdomnych, przeprowadzone przez Ośrodek Pomocy Społecznej. W 2017 r. przybyło 25 mogił, opatrzonych tabliczką „NN” – non notus - nieznany. W tym roku, do dn. 26 października, takich grobów było 27.

Dzień jest zimny, choć słońce bardzo delikatnie przedziera się przez białe chmury. Cmentarz usytuowany na skraju Lasów Sękocińskich, tonie niemal w absolutnej ciszy. Pomiędzy grobami, duże, puste przestrzenie, pasy drzew iglastych i pożółkłych brzóz, kojarzą się z parkiem. Można pomyśleć, że to idealne miejsce na wieczny spoczynek… W oddali rzędy drewnianych krzyży, wyrastających z ledwo zarysowanych mogił. Część spróchniała do tego stopnia, że dawno już nie trzyma pionu, niedługo podzielą los tych, które leżą przewrócone przez wiatr. Niektóre nie mają nawet tabliczek, litery na innych, wypisane zaledwie kilka lat temu niezmywalnym markerem, są już tak zatarte, że odczytanie imienia i daty pochówku graniczy z cudem. Są też i bardzo krótkie krzyże, ledwo wystające ponad poziom grobu. To te, które co roku próchniały bardziej, a ktoś litościwy konsekwentnie umieszczał je w ziemi. Tu i tam zwiesza się za złamanego ramienia poczerniały Chrystus, jak symbol całkowitego zaniedbania. Na mogiłach w najlepszym razie stoi popękany znicz, z zardzewiałą pokrywą. Zamiast kwiatów, z ziemi zarówno tych starych grobów, jak i całkiem świeżych, wyrastają grzyby. To nierzadki widok na podleśnym cmentarzu, a jednak na tyle nieoczekiwany, że zapada w pamięć. Gdzie nie zagląda człowiek, tam panoszy się przyroda.

Kwiaty i modlitwa

Przyjechali z Warszawy tuż po Mszy Świętej w intencji nieznanych zmarłych. Siedemnastu podopiecznych i kilkoro wolontariuszy, od godz. 9.30, pracowało na Cmentarzu Południowym, wymieniając krzyże, sprzątając groby, sadząc kwiaty i zapalając znicze. W tym roku, Fundacja otrzymała od darczyńców 100 donic chryzantem, od jednej z sieci sklepów 200 zniczy i sztuczne kwiaty. Firma transportowa Tyniewicz, grzecznościowo umożliwiła wygodny dojazd i powrót. Gdyby nie ta pomoc, akcja byłaby prawdopodobnie niemożliwa. W pierwszej kolejności zadbano o groby bezimienne, opatrzone tabliczkami NN, lub jeszcze bardziej wymownymi: „szczątki ludzkie”, „czaszka ludzka”, „kość ludzka”. Bez imion, bez dat, bez tożsamości. W drugiej kolejności wolontariusze i podopieczni Fundacji, uporządkowali mogiły zaniedbane, opuszczone. Na koniec, po godz. 15, zgromadzili się przy grobach swoich kolegów, także tych, którzy w poprzednich latach, brali udział w akcji „Bezdomni dla Bezimiennych”.

- Może odmówimy koronkę? – pada propozycja.

- Całą? – dziwi się ktoś z grupy.

Szczery śmiech, rozluźnia atmosferę. I już po chwili płyną słowa modlitwy.

Bezdomni, nie bezimienni

Dopiero wieczorem, w siedzibie Fundacji przy ciepłym posiłku, możemy wymienić się refleksjami. Pan Andrzej po raz 5. pracował na Cmentarzu Południowym.

- Jak umrę, to może u mnie też ktoś posprząta grób – wyraża nadzieję – Poza tym te groby są opuszczone. Czemu miałbym nie zrobić dobrej rzeczy dla kogoś? Cieszę się, że mogłem pomóc, zrobić coś pożytecznego.

Pan Tomek, w akcji „Bezdomni dla Bezimiennych”, wziął udział po raz pierwszy.

- Byłem ciekaw, ja to wygląda. Wcześniej widziałem tylko zdjęcia. Pomyślałem, że nic mi się nie stanie, jak osobiście pojadę. Tak to bym łaził cały dzień po ulicy, albo siedział w Empiku. Czuję się lepiej. Udało mi się zrobić coś dobrego. Ciekawe wrażenie.

Pan Wojtek w Antoninowie był 2. raz. Do pomocy zainspirowały go działania Fundacji.

- Oprócz Fundacji nikt nie interesuje się tymi grobami. Pamiętamy o tych bezdomnych, o których nikt nie myśli. To nas nic nie kosztuje.

Pani Justyna, jest wolontariuszką z przeszło 7-letnim stażem. Była świadkiem chrztu, bierzmowania, ślubu i pogrzebów osób bezdomnych. Dla niej nie są bezimienni.

- Sens bycia w Fundacji, zasadza się na tym, że jesteśmy jak rodzina. Pamiętam pierwszy pogrzeb, było na nim 6 osób z Fundacji. Spontanicznie podszedł chłopak, który powiedział: „Jesteście dla mnie rodziną i musicie mnie odprowadzić”. – wspomina – Dla naszych chłopaków, to jest bardzo mocne doświadczenie, kiedy jadą tam pierwszy raz. „To jest nasza przyszłość” – mówią. „A może go znałem, może staliśmy razem na ulicy?” Nie ma lepszych i gorszych. Ja sama nie jestem w niczym lepsza. Wcale nie jest tak, że jakie życie taka śmierć. Często umierają wśród tych, którzy są im bliscy. Jeden z naszych chłopaków żył na ulicy, spał w krzakach, ale umierał w łóżku, w czystej pościeli u sióstr.

Każda osoba bezdomna, może otrzymać swój nieśmiertelnik – metalową tabliczkę z własnymi danymi i kontaktem do Fundacji. Przez 8 lat, wydano już ponad 1000 nieśmiertelników.