Angela Merkel sprawowała stanowisko szefowej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) nieprzerwanie od 2000 r. Mimo rezygnacji z funkcji przewodniczenia chadekom 64-letnia polityk chce pozostać na stanowisku kanclerskim.

Nie należy jednak wykluczyć sytuacji, w której presja członków CDU wymusi na Angeli Merkel rezygnację również ze sprawowania urzędu kanclerskiego

– zauważa w rozmowie z „Codzienną” Anna Przybyll z Zakładu Studiów nad Niemcami ISP PAN.

Konieczny był tego typu wstrząs, aby umożliwić przełom – oznajmił premier Saksonii Michael Kretschmer, odnosząc się do decyzji kanclerz Merkel.

Szefowa CDU wie, że trwanie na stanowisku nie jest najlepsze dla jej partii. Merkel nie czeka na to, aby ją zdetronizowano, tylko sama podejmuje taką decyzję

– mówi z kolei „Codziennej” dr Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych (ISP). Według Anny Przybyll decyzja Merkel to zabieg wizerunkowy. Polityk próbuje uratować fotel kanclerza na grudzień, oddając jedną z dwóch kierownic (kierownictwo w partii i w rządzie), które trzyma w ręku.

Mimo że podczas wczorajszej konferencji kanclerz Merkel poinformowała, że decyzję, by zrezygnować z przewodzenia chadekom, podjęła już latem, to jednak eksperci sądzą, że to wyniki wyborów w Hesji przesądziły o decyzji polityk.

Zgodnie z przewidywaniami „Codziennej” CDU w wyborach do Landtagu Hesji zdobyła w niedzielę 27 proc. głosów. Co prawda rządzącej koalicji (CDU-Zieloni) udało się zachować jednoosobową większość w liczącym 137 miejsc Landtagu Hesji, to jednak był to najgorszy od niemal pół wieku wynik chrześcijańskich demokratów w tym landzie. W porównaniu z 2013 r. chadecy demokracji stracili aż 10,9 proc. głosów.

– Gdyby chrześcijańscy demokraci w Hesji dostali więcej niż 30 proc., do takiej decyzji Merkel mogłoby nie dojść – uważa dr Łada. – Nie bez powodu niedzielne wybory w tym landzie określano jako decydujące dla losów Angeli Merkel. Wynik ten przelał czarę goryczy i skłonił ją do tej decyzji – dodaje Przybyll.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"