Echa strajku w PLL LOT. Posypały się zwolnienia dyscyplinarne

PLL LOT / By Aero Icarus from Zürich, Switzerland - LOT Polish Airlines Embraer ERJ170; SP-LDF@TXL;21.07.2007/480aw, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=27844270

  

67 osób zostało dziś dyscyplinarnie zwolnionych z powodu nie przystąpienia do pracy w związku z ich uczestnictwem w nielegalnym strajku w PLL LOT- poinformował prezes spółki Rafał Milczarski. Dodał, że to "smutna, ale konieczna decyzja". Zdaniem związkowców, zwolnienia te są nielegalne.

Od ubiegłego czwartku związkowcy w PLL LOT prowadzą strajk, który polega na nie podejmowaniu przez nich czynności służbowych.

"Nie ma tolerancji na narażanie spółki na straty, bo odbywa się to kosztem innych pracowników i naszych pasażerów, od których zaufania zależy egzystencja i przyszłość LOT-u. Nie mieliśmy wobec tego innego wyjścia. Zwolniliśmy dzisiaj dyscyplinarnie, ze skutkiem natychmiastowym, 67 osób, które oświadczyły, że odmawiają wykonania obowiązków służbowych, w związku z przyłączeniem się do tego nielegalnego strajku. Zwolnienia te odbyło się w trybie prawnym, umożliwiającym zrobienie tego bez konieczności konsultacji ze związkami zawodowymi" - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej Milczarski. "Była to smutna, ale konieczna decyzja" - podkreślił.

Jak dodał, zwolnienia zostały wysłane drogą mailową do pracowników. "Zwolnienie jest absolutnie skuteczne. W każdym z tych maili jest certyfikowany podpis pracodawcy" - wyjaśnił.

Przekazał, że przedstawicielom zarządów dwóch związków zawodowych, które organizują ten strajk, próbował osobiście wręczyć zwolnienie dyscyplinarne. "Te osoby odmówiły przyjęcia i podpisania tych dokumentów. Pomimo braku przyjęcia, te wypowiedzenia też zostały skutecznie wręczone" - tłumaczył.

Milczarski wskazywał, że strajk jest nielegalny. "Przypominam, że spółka otrzymała sądowe zabezpieczenie zakazujące przeprowadzenie tego strajku. A więc strajk ten jest w całości nielegalny. Ze swej strony zarząd spółki w wielu komunikatach - zarówno pisemnych, jak i w rozmowach osobistych - wielokrotnie informował pracowników o nielegalności tego strajku. Wielokrotnie również apelowaliśmy o to, żeby się z tego strajku wycofać, co jeszcze do wczoraj mogło odbyć się bez konsekwencji"- tłumaczył. Jak dodał, ma nadzieję, że liczba 67 osób zwolnionych dyscyplinarnie jest ostateczną i że nie będą do grupy kilkudziesięciu strajkujących osób przyłączać się inni.

Prezes LOT przekazał, że wśród tych 67 osób, dyscyplinarne zwolnienia otrzymały stewardesy (ok. 70 proc.) - głównie starsze, czyli takie, które mogą pełnić funkcję szefowej pokładu w trakcie lotu - jak i piloci, w tym kapitanowie.

"Jest to tym bardziej smutne, że są to osoby, które zarabiają w naszej spółce najwięcej. Starsze stewardesy w LOT zarabiają średnio pomiędzy 9 a 11 tys. zł brutto miesięcznie. A kapitanowie dreamlinerów - ich średnie wynagrodzenia przekraczają 30 tys. zł brutto miesięcznie" - powiedział Milczarski. Jak dodał, część pracowników przebywa też na zwolnieniach.

"Przez prawie cztery długie dni nadludzkim wysiłkiem udało się nam utrzymać ciągłość operacyjną spółki, co oznacza, że żaden rejs w tym okresie nie został odwołany ze względu na trwający nielegalny strajk. W niedzielę, pod wieczór konieczne było odwołanie rejsu z Warszawy do Toronto, a to oznacza szkodę wielkiej wartości przekraczającej 1 mln zł" - powiedział Milczarski.

Przypomniał, że spółka ma prawo - w przypadku nielegalnego strajku - dochodzić od - zarówno organizatorów, jak i uczestników nielegalnego strajku - pokrycia szkód, które te działania wywołały. "Na chwilę obecną szacujemy, że jest to co najmniej kilka milionów złotych" - dodał.

"Mam nadzieję, że ten strajk jak najszybciej się zakończy. Ale jestem zmuszony prosić pasażerów o to, żeby mieli jeszcze dla nas trochę cierpliwości. W spółce nad zachowaniem ciągłości operacyjnej pracowało i pracuje 3 tysiące osób, względem kilkudziesięciu, które próbowały, próbują nielegalną rewolucją doprowadzić do upadku LOT. Informuję, że to się nie udało i nie uda" - zaznaczył.

Milczarski ponadto poinformował, że spółka podpisała w trybie przewidzianym prawem wiążący i legalny regulamin wynagradzania z dwoma związkami zawodowymi.

"Dzisiaj zakończył się trwający nieprzerwanie od 2013 roku spór zbiorowy w spółce o regulamin wynagradzania. Zarząd podpisał dziś w trybie przewidzianym prawem wiążący i legalny regulamin wynagradzania z dwoma związkami zawodowymi: Związkiem Zawodowym Pracowników PLL LOT i Związkiem Zawodowym NSZZ +Solidarność+. To bardzo dobra wiadomość dla wszystkich naszych pracowników, którzy kontynuują swoją pracę, mogą mieć pewność co do bezpieczeństwa swego zatrudnienia i mieć pewność, że LOT będzie dalej się rozwijał z korzyścią dla wszystkich osób, które w LOT pracują i z LOT współpracują" - powiedział Milczarski.

Szef LOT dodał, że mimo iż regulaminu nie podpisały dwa związki działające w LOT - Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego (ZZPPiL) oraz Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT - to "jest on prawnie obowiązujący". "Te dwa związki utraciły statut zakładowych organizacji związkowych na skutek istotnych niedopełnień obowiązków, które nakłada na nie prawo. W związku z powyższym my zgodnie z prawem podpisaliśmy regulamin wynagradzania z obecnie reprezentatywnymi największymi organizacjami związkowymi" - wyjaśnił. Prezes przekazał, że "jest to regulamin, nad którym wiele lat pracowaliśmy. Uwzględnia on różne, korzystne dla pracowników rozwiązania i zapewnia stabilną możliwość dalszej pracy, rozwoju wszystkich grup zawodowych".

Związkowcy na zorganizowanej konferencji prasowej przekazali, że te zwolnienia dyscyplinarne są nielegalne i ze złamaniem prawa, ponieważ - ich zdaniem - nie odbyły się konsultacje ze związkami zawodowymi.

Związkowcy domagają się "pilnej interwencji" premiera Mateusza Morawieckiego, jak również przywrócenia do pracy zwolnione dyscyplinarnie osoby oraz dymisji prezesa Milczarskiego.

Strajk zorganizował Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy, polega on na dobrowolnym, powszechnym powstrzymaniu się od pracy przez protestujących pracowników. Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy został wybrany spośród zarządów dwóch reprezentatywnych związków zawodowych: Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego (ZZPPiL) na czele z Moniką Żelazik oraz Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT, którego przewodniczącym jest Adam Rzeszot.

Związkowcy domagają się przede wszystkim przywrócenia do pracy przewodniczącej ZZPPiL Moniki Żelazik, która została dyscyplinarnie zwolniona z pracy.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Izraelski historyk bierze stronę Polaków. „Stosunek do Polski graniczy z histeryczną obsesją”

zdjęcie ilustracyjne / Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

„Izraelczycy domagają się, by Polska przyznała, że kolaborowała z Nazistami podczas mordowania Żydów. To się nigdy nie stanie, ponieważ to nie jest prawda” - pisze dla internetowego wydania "Haaretz" historyk Daniel Blatman. W niezwykle mocnych słowach odniósł się do słów Israela Katza - szefa MSZ Izraela. „Czy naprawdę spodziewał się, że splunie w twarz dumnego narodu, a oni uznają to za słodkie perfumy?” - pyta historyk retorycznie.

Nie milkną echa skandalicznej wypowiedzi p.o. izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza, który w jednym z wywiadów stwierdził, że "Polacy antysemityzm wyssali z mlekiem matki". Na szczęście coraz więcej pojawia się głosów negujących tego typu wypowiedzi. Wśród nich są głosy nawet izraelskiej prasy. Historyk Daniel Blatman napisał na ten temat szeroką opinię dla internetowego wydania "Haaretz".

[polecam:https://niezalezna.pl/259980-mocne-slowa-premiera-morawieckiego-w-izraelskiej-gazecie-o-katzu-to-nic-innego-jak-rasizm]

„O czym myślał nasz sprytny nowy minister spraw zagranicznych? Czy naprawdę spodziewał się, że splunie w twarz dumnego narodu, a oni uznają to za słodkie perfumy?”

- pyta historyk.

„Odpowiedź polskiego premiera Mateusza Morawieckiego pokazuje, że jeśli chodzi o polską narrację w sprawie Holokaustu, to jego kraj nie zamierza odpuszczać cynicznym izraelskim politykom, którzy szukają politycznych punktów kosztem polskiej pamięci narodowej”

- czytamy dalej na haaretz.com

Jak dodaje Blatman izraelscy historycy, „wraz z samozwańczymi ekspertami w dziedzinie historii polskiego Holokaustu, mówią nam w kółko, że polski rząd jest ekstremistycznym nacjonalistycznym rządem, który przepisuje historię i blokuje krytyczne badania nad rolą Polaków w żydowskim ludobójstwie podczas Holokaustu”.

[polecam:https://niezalezna.pl/259633-rzad-netanjahu-i-katz-musza-przeprosic-polske-mocne-slowa-autora-najwiekszego-izraelskiego-dziennika]

„Problem polega na tym, że w Izraelu stosunek do Polski graniczy z histeryczną obsesją. I to w połączeniu z niewiarygodną ignorancją”

- zaznacza autor artykułu.

I dodaje, że w izraelskich szkołach o historii polskich Żydów nie mówi się praktycznie wcale, a już w ogóle o Polskiej historii.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: haaretz.com, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl