Stalinowskie wrota piekieł – tak potocznie w czasach PRL nazywano Areszt Śledczy przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie. Komuniści w próbowali tym miejscu wszelkimi możliwymi sposobami, nawet najbardziej okrutnymi, zamęczyć bohaterów antykomunistycznego podziemia, odrzeć z godności, złamać. Gdy to się nie udawało, pozostawała jedna opcja – kula w głowę i anonimowe miejsce pochówku.

Jak się okazuje, funkcjonariusze stalinowskiej machiny zagłady czasami wcale nie wywozili ciał swoich ofiar, tylko próbowali je ukryć na terenie aresztu. Zespół ekspertów z IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, który od początku października prowadzi prace archeologiczno-ekshumacyjne przy ul. Rakowieckiej 37, odnalazł do tej pory kilkanaście jam grobowych, a w nich ciała co najmniej dziesięciu osób.

Ułożenie tych szkieletów może wskazywać, że ktoś szybko chciał pozbywać się tych ciał. Są tam kobiety i mężczyźni, szczątki są ułożone nieregularnie. Odnaleźliśmy również rzeczy osobiste, takie jak guziki, fifka do palenia, grzebień, niestety żadne z nich nie pozwala nam na precyzyjną datację

– powiedział „Codziennej” dyrektor Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk. – Moim zdaniem mogą to być ofiary z okresu powojennego, a to dlatego, że w każdej z jam grobowych natknęliśmy się na wapno. Oznacza to, że ktoś próbował ukryć te ciała. Podczas okupacji niemieckiej naziści nie musieli korzystać z takich metod, stąd hipoteza, że odnalezione przez nas ofiary pochodzą z okresu powojennego – dodał wiceprezes IPN.

Cały tekst w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"