Nielegalne śmieci wróciły do Wielkiej Brytanii

Śmieci / pixabay.com/PublicDomainPictures/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl

  

Do teraz, w wyniku działań Głównego Inspektora Ochrony Środowiska zwrócono ponad 1400 ton nielegalnych odpadów - poinformował w czwartek GIOŚ. Dodano, że w ubiegłym roku wykryto liczne przypadki nielegalnego przywozu odpadów komunalnych z Wielkiej Brytanii do Polski.

Jak czytamy w komunikacie GIOŚ, do końca pierwszego kwartału 2019 r. ma zakończyć się zwrot odpadów nielegalnie przywiezionych do Polski z Wielkiej Brytanii. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska uzgodnił z przedstawicielami brytyjskiego urzędu Environment Agency szczegóły procedury tego zwrotu.

Poinformowano też, że Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w porozumieniu z wojewódzkimi inspektorami ochrony środowiska przyjął kilka dni temu delegację brytyjskiej Agencji Środowiska (Environment Agency). Spotkania odbyły się w Urzędzie Miasta Stargard i w siedzibie WIOŚ w Poznaniu, gdzie wspólnie z przedstawicielami prokuratury, policji, Krajowej Administracji Skarbowej, Straży Granicznej oraz organami samorządowymi omówiono przypadki nielegalnego przywozu odpadów na tereny województw: zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego i lubuskiego.

Dodano, że przeprowadzono też oględziny w terenie, gdzie w 2017 r. wyładowane zostały nielegalnie przywiezione odpady z Wielkiej Brytanii oraz dwóch naczep (woj. wielkopolskie i łódzkie), z których odpady nie zostały jeszcze wyładowane.

Jak zaznaczono, podczas rozmów uzgodniono termin zwrotu nielegalnie przywiezionych odpadów. Rozmawiano też o sposobie postępowania z odpadami pozostawionymi na naczepach po ich zatrzymaniu i o wspólnej strategii zapobiegania podobnym przypadkom w przyszłości - poinformował GIOŚ.

- W celu skutecznego przeciwdziałania procederowi instytucje będą także na bieżąco wymieniać informacje na ten temat - poinformowano w komunikacie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ktoś zastrasza ukraińskich VIP-ów?

/ Tohaomg [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)]

  

Zwolennicy reform na Ukrainie stali się celem kampanii zastraszania, która ma "sparaliżować ich działania" i ich "uciszyć" - alarmuje ukraiński bank centralny w oświadczeniu wydanym po spaleniu się domu byłej szefowej tego banku, Walerii Hontariewej.

"To już nie jest seria incydentów, to jest TERROR. Na celu ma zastraszyć zwolenników reform, dawnych i obecnych, sparaliżować nasze działania, uciszyć nas. Nie będziemy cicho"

- głosi oświadczenie banku centralnego.

Komunikat pojawił się dzień po tym, jak położony pod Kijowem dom byłej prezes tej instytucji całkowicie spłonął w poniedziałek wieczorem. Policja przekazała we wtorek, że bada sprawę pod kątem podpalenia.

Hontariewa od dawna twierdziła, że otrzymuje pogróżki od ukraińskiego oligarchy Ihora Kołomojskiego. Kierowała ona bankiem centralnym w 2016 r., czyli wtedy, gdy należący do Kołomojskiego PrivatBank został znacjonalizowany z powodu stwierdzonych przestępstw finansowych.

To trzeci już podejrzany incydent dotyczący Hontariewej, obecnie współpracowniczki londyńskiego think tanku Institute of Global Affairs. Pod koniec sierpnia została ona potrącona w Londynie przez przejeżdżający samochód, a wcześniej w tym samym miesiącu samochód zarejestrowany na jej synową został podpalony w Kijowie.

Ponadto w ostatnim czasie policja przeszukała dom Hontariewej w ramach dochodzenia wobec urzędników odpowiedzialnych za nacjonalizację Privatbanku.

Kołomojski twierdzi, że nie ma związku z tymi zajściami. Przekonuje też, że jego słowa z wcześniejszego wywiadu o tym, że "pomoże" Hontariewej w powrocie z Londynu do kraju, nie stanowiły groźby.

Rzeczniczka prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Julia Mendel, napisała na Twitterze, że szef państwa "oczekuje od odpowiednich służb niezwłocznego zbadania tej prowokacji". Podkreśliła, że sprawa podpalenia powinna być przez służby traktowana priorytetowo.

W 2016 r. rząd ukraiński znacjonalizował PrivatBank, największego pożyczkodawcę w kraju, gdy regulatorzy uznali go za niewypłacalny w wyniku oszustw na kwotę 5,5 mld dol. Władze wszczęły postępowanie wobec właścicieli banku - Kołomojskiego i Hennadija Boholubowa, ci zaś zaskarżyli decyzję o nacjonalizacji. Nieoficjalne rozmowy w sprawie ugody, zawieszone za prezydentury poprzedniego szefa państwa Petra Poroszenki, zostały wznowione, gdy wiosną br. prezydentem Ukrainy został Zełenski - podał "Financial Times".

Premier Ukrainy Ołeksij Honczaruk, cytowany przez "FT", powiedział, że Zełenski będzie dążył do kompromisowego rozwiązania w sprawie PrivatBanku. Jak zauważa gazeta, słowa te prawdopodobnie wzmogą obawy zachodnich państw popierających rząd Zełenskiego, wywołane siecią powiązań między nowym prezydentem a Kołomojskim, które kładą się cieniem ma reformatorskich planach nowego szefa państwa i jego wysiłkach na rzecz odprężenia w relacjach z Rosją.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl