Mamy informację z centrum operacyjnego, że na wszystkie poranne rejsy mamy komplety załóg, a więc wszystkie wyloty - ta tzw. fala, czyli głównie rejsu z Warszawy do Europy Zachodniej oraz krajowe, odbędą się zgodnie z planem

- powiedział Kubicki.

Jak dodał, chodzi o loty realizowane między 7. a 10. rano.

- Zgodnie z tym co wczoraj zapowiadaliśmy, strajk de facto się nie odbywa. Nie ma żadnego skutku dla naszej działalności operacyjnej - zapewnił.

Jak dodał, pierwszy rejs o 7.15 odbył się zgodnie z planem.

Kilkadziesiąt osób od godziny 5 rano w czwartek pikietuje w siedzibie PLL LOT w Warszawie. W ten sposób związkowcy rozpoczęli strajk, który zapowiadają "do skutku". Wśród protestujących są obecni m.in. lider Partii Razem Adrian Zandberg, a także Andrzej Rozenek (SLD – Lewica Razem) oraz przedstawiciele OPZZ.

Związkowcy domagają się przede wszystkim przywrócenia do pracy przewodniczącą Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego Monikę Żelazik, która została dyscyplinarnie zwolniona z pracy.

Głównym punktem sporu między związkami zawodowymi działającymi w LOT a władzami spółki jest wypowiedziany w 2013 roku regulamin wynagradzania z 2010 roku. LOT wówczas stanął na krawędzi bankructwa i musiał przeprowadzić restrukturyzację. Spółka otrzymała pomoc publiczną, którą notyfikowała Komisja Europejska. Stare zasady dot. wynagrodzeń zostały zastąpione nowymi, ramowymi - zdaniem związków - mniej korzystnymi dla pracowników. Obecnie płace zależą m.in. od wylatanych godzin. Związki zawodowe krytykują też władze spółki, że nowi pracownicy, np. stewardesy nie są zatrudniani na umowy o pracę, tylko na umowy cywilnoprawne lub prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą.