Radio Szczecin poinformowało dziś o pewnej sytuacji z udziałem posła Sławomira Nitrasa, która wydarzyła się w lipcu tego roku pod szczecińskim dworcem. Jak podaje RS, polityk miał jechać pod prąd i zaparkować na przystanku autobusowym, gdzie doszło do niewielkiej kolizji z autobusem.

To jednak nie koniec. Jak mówił Włodzimierz Sołtysiak, prezes Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego Dąbie, kierowca audi zachowywał się emocjonalnie w stosunku do kierującej autobusem. Nitras miał wskazywać, że „prowadząca autobus chciała zabić rodzinę, która była w aucie”.

- Pani wystraszyła się, zamknęła w pojeździe i wezwała służby centrali ruchu

– podał prezes spółki obsługującą komunikację miejską.

CZYTAJ: Drogowe „wyczyny” posła Nitrasa. „Kobieta wystraszyła się i zamknęła w pojeździe”

Dziennikarze Radia Szczecin twierdzili, że Nitras nie odpowiedział ani razu na ich pytania w tej sprawie.

Poseł Platformy postanowił za to poruszyć temat na Twitterze, gdzie zarzucił redakcjom "kłamstwa" i opublikował skan oświadczenia, w którym kierująca autobusem poświadczyła, że do kolizji doszło z jej winy. Przy okazji jednak na dokumencie znalazły się dane osobowe kobiety, takie jak imię i nazwisko, data i miejsce, numer prawa jazdy oraz adres zamieszkania.

Na Twitterze szybko pojawiły się pytania, czy aby na pewno Nitras słyszał o ochronie danych osobowych. 

Do podobnej w pewien sposób sytuacji doszło także w lipcu za sprawą Michała Szczerby, posła PO, który na Twitterze upublicznił dane personalne oraz wizerunek policjanta interweniującego podczas antyrządowych manifestacji. Funkcjonariusz złożył niedługo później zawiadomienie do prokuratury w związku z falą gróźb, która została skierowana w stronę jego oraz najbliższej rodziny.

CZYTAJ: Policjant z wpisu Szczerby składa zawiadomienie o przestępstwie. Chodzi o dziesiątki gróźb