Był niezłomny, nieprzejednany wobec PRL

Tadeusz Katelbach / NAC/Wikipedia

  

„Tadeusz Katelbach był człowiekiem wieloformatowym” – powiedział Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego i wiceprzewodniczący Rady Archiwalnej, który przekazał do zasobu Archiwum Akt Nowych archiwum Tadeusza Katelbacha. 

Dzisiaj Pan Dyrektor przekazuje do naszego archiwum materiały wielkiej postaci, żołnierza niepodległości, bo przecież Polska Organizacja Wojskowa kojarzona jest również m.in. z Tadeuszem Katelbachem.

– powiedział Tadeusz Krawczak, dyrektor Archiwum Akt Nowych.

Przekazane materiały zostaną udostępnione szerszemu gronu odbiorców. Najpierw jednak, jak zastrzegł Krawczak, dokumenty po oficjalnym przejęciu zostaną ocenione przez lekarza archiwalnego, który musi zadbać, aby dokumenty odkazić, a następnie poddać konserwacji. Dopiero po tym nastąpi wstępne opracowanie, zrobienie ewidencji i digitalizacja. 

Obecna w czasie uroczystości wiceminister kultury Magdalena Gawin, podkreśliła, że przekazana archiwum korespondencja Katelbacha z politykami, działaczami polonijnymi czy intelektualistami jest ciekawym źródłem historycznym. Katelbach prowadził bogatą korespondencję z działaczami niepodległościowymi i emigracyjnymi: m.in.: Stefanem Korbońskim, Janem Nowakiem-Jeziorańskim, gen. Felicjanem Sławojem-Składkowskim, Jerzym Giedroyciem, Adamem Ciołkoszem, Tadeuszem Dobrowolskim, Damianem Wandyczem, gen. Wincentym Kowalskim, Stanisławem Gieratem, Adamem Kocem, Stanisławem Balińskim. 

Gawin w czasie uroczystości przekazania archiwaliów odniosła się również do obecnie prowadzonej polityki archiwalnej. W jej ocenie archiwa były przez długi czas niedocenione i ignorowane. Na skutek wojny i po wojnie padły ofiarą czystek  ze strony Niemiec, jak i naszego wschodniego sąsiada. 

Dzisiaj prowadzimy inną politykę. Staramy się przede wszystkim pozyskiwać wartościowe materiały archiwalne za granicą. Powinniśmy gromadzić wszystkie materiały, które znalazły się poza granicami naszej ojczyzny, aby służyły historykom w Polsce. Staramy się pozyskać zgodę na intensywną digitalizacją archiwów obcych mającą na celu przede wszystkim to, żebyśmy mogli zobaczyć, jaka była sytuacja Polski i Polaków w polityce innych państw. To jest dla nas bardzo ważne, żebyśmy wiedzieli i mieli duży zasób wiedzy na temat polityki krajowej, a także na temat swojego miejsca w polityce europejskiej. Nikt tego wcześniej nie robił, można było to już zrobić co najmniej 10 lat temu.

– wyjaśniła. 

Sławomir Cenckiewicz mówiąc o Katelbachu przywołał to, co mówił on tuż przed swoją śmiercią.

Kiedy Katelbach umierał w 1977 roku, powiedział, że tak się „nażył”, że już ma ochotę odejść z tego świata. Ciągnął dalej, że „nażył się”, bo po prostu od najmłodszych lat działał w ruchu niepodległościowym. 

– powiedział historyk. 

Opisując Katelbacha Cenckiewicz powiedział, że „należał do grupy środowiska niezłomnych, nieprzejednanych. Nigdy nie przyjął obywatelstwa niemieckiego, amerykańskiego czy brytyjskiego, bo w tych wszystkich krajach żył. Był bezpaństwowcem. Bojkotował PRL, zwalczał niemiłosiernie wszystkich, którzy z PRL-em otrzymywali jakikolwiek kontakt. Przez to mnożył sobie różnych wrogów".

Materiały, które historyk przekazał Archiwum Akt Nowych dotyczą głównie okresu emigracyjnego. „Jest to kawał historii polskiej emigracji” – podkreślił Cenckiewicz. 

Cenckiewicz w czasie konferencji zwrócił również uwagę na zbiór kalendarzy Katelbacha. „To są kalendarze, które on prowadził w czasie pracy w Radiu Wolna Europa. Służyły mu do zapisków dziennych, mają one charakter dziennika” – powiedział historyk. 

Trzon archiwaliów to dokumentacja prób zjednoczenia polskich stronnictw i ugrupowań politycznych działających na Zachodzie – są to materiały dotyczące gen. Kazimierza Sosnkowskiego, Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia, Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, Zjazdu Okręgu Ruchu Wolnościowego Niepodległość i Demokracja. Na te archiwalia składają się także osobiste dokumenty Katelbacha, rękopisy i notatki jego prac, a także dzienniki. W przekazanej przez Cenckiewicza dokumentacji znajdują się ponadto materiały dotyczące relacji polsko-litewskich oraz polsko-ukraińskich, a także wydawnictwa i prasa emigracyjna. Kolekcję tworzy również zestaw fotografii Tadeusza Katelbacha. 

Jednak jak podkreślił Cenckiewicz, kolekcja nie ogranicza się jedynie do materiałów samego Tadeusza Katelbacha. Wśród dokumentów są również materiały dotyczące jego żony Zenaidy Katelbach, śpiewaczki, oraz ich córki, wybitnej aktorki – Janiny Katelbach. „Jest to bardzo prywatna korespondencja rodzinna między córką a rodzicami” – ocenił historyk. Badacz powiedział również, że przekazywane dokumenty znalazł w piwnicy, w domu Katelbachów w Southampton pod Nowym Jorkiem.

Z jakichś powodów Tadeusz Katelbach, który pod koniec swojego życia porządkował swoje materiały, tych akurat materiałów nie przekazał do Instytutu Piłsudskiego. Później ja to prostu wydobyłem, a teraz po latach, kiedy wykorzystałem je oczywiście w swojej pracy na temat Tadeusza Katelbacha, postanowiłem przekazać do Archiwum Akt Nowych.

– dodał. 

Przekazane materiały wzbogacają zasób archiwalny działaczy niepodległościowych i polonijnych zgromadzony w Archiwum Społecznym Archiwum Akt Nowych przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Tadeusz Katelbach (1897-1977) – działacz niepodległościowy, członek POW, uczestnik walk o Lwów,  razem ze strukturami POW organizował również powstanie sejneńskie. W 1923 roku, gdy ukończył studia prawnicze, wyjechał do Berlina w charakterze korespondenta prasy polskiej i redaktora „Dziennika Berlińskiego”. Był współzałożycielem Związku Polaków w Niemczech. Rok później wrócił do Warszawy, gdzie objął stanowisko dyrektora Agencji Telegraficznej Express. Po zamachu majowym  był współzałożycielem Związku Naprawy Rzeczypospolitej i redaktorem pisma „Przełom”. W 1927 roku ponownie wyjechał do Berlina, gdzie został doradcą Rządu RP przy Związku Polaków w Niemczech. Latem 1933 roku wyjechał do Kowna, gdzie był nieoficjalnym przedstawicielem państwa polskiego na Litwie.  Do kraju wrócił w 1937 roku – został senatorem, a także członkiem zarządu Koła Parlamentarnego OZN. Od jesieni 1939 roku przebywał za granicą – pracował w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji w Paryżu, organizował pomoc dla polskich uchodźców w Portugalii, a następnie przebywał w Anglii, gdzie zajmował stanowisko referenta w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji. Po cofnięciu uznania dyplomatycznego rządowi polskiemu  przez Wielką Brytanię, Katelbach pozostał w Londynie, gdzie uczestniczył w życiu politycznym polskiej emigracji. W 1955 roku wyjechał do Monachium, gdzie został zatrudniony w Radiu Wolna Europa. Po przejściu na emeryturę wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie publikował w prasie emigracyjnej i uczestniczył w życiu społecznym amerykańskiej Polonii. Tadeusz Katelbach zmarł 9 listopada 1977 roku. Został pochowany na Starych Powązkach w Warszawie. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Anna Kruszyńska/PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Lisiewicz: Jan Olszewski to człowiek, który zdefiniował epokę. Testament AK w III RP

śp. premier Jan Olszewski / @prezydentpl

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

„Dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć” – te słowa premiera Jana Olszewskiego z nocy z 4 na 5 czerwca 1992 zdefiniowały najważniejszy spór w III RP na ponad ćwierćwiecze. Należy je uznać za kontynuację „Ostatniego rozkazu dziennego dowódcy Armii Krajowej”, w którym „Niedźwiadek” pisał: „Nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym społecznie Państwie Polskim”. 4 czerwca Olszewski przerwał taniec polskiego chochoła i wyznaczył, czym jest realizacja testamentu Armii Krajowej w nowych czasach – pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” Piotr Lisiewicz.

Kazimierz Wierzyński w wierszu „Na rozwiązanie Armii Krajowej” tak pisał o rozkazie generała Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”:

Zwinąć chorągiew z masztu. Krepą jest zasnuta
Za dywizję Rataja, Okrzei. Traugutta.
Pociąć sztandar w kawałki. Rozdać śród żołnierzy,
Na drogę, niech go wezmą. Na sercu niech leży.

„Każdy z Was musi być dla siebie dowódcą” – pisał w cytowanym rozkazie „Niedźwiadek”. Można powiedzieć, że Jan Olszewski, ówczesny nastolatek z Szarych Szeregów, pseudonim „Orlik”, całym życiem wypełniał tamten testament. To było naturalne także dlatego, że był krewnym wymienionego przez Wierzyńskiego patrona jednej z ostatnich powstańczych dywizji z 1944 r. - Stefana Okrzei. Okrzeja, działacz niepodległościowy i socjalistyczny, był jednym z założycieli Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Został powieszony na stokach Cytadeli Warszawskiej.


Ale w 1992 r. Olszewski nie był już dowódcą tylko dla siebie, a dla narodu. I zdefiniował, czym jest realizacja testamentu AK na odmienionym polu bitwy. Od której uczciwy Polak nie ma prawa zdezerterować.


Spadek komunizmu: rozległy, straszny, zagrażający narodowi

Zdania, które padły w przemówieniu z 4 czerwca 1992 były słowami politycznego wizjonera, któremu los pozwolił wcześniej, jako obrońcy prześladowanych w komunistycznych procesach, lepiej niż innym poznać mechanizmy działania bezpieki. Olszewski w czasie dramatycznej nocy z 4 na 5 czerwca zdefiniował je jako zagrożenie dla interesu narodowego, dla programu odbudowy niepodległości, dla egzystencji państwa:

„(…) nikt lepiej ode mnie nie wie, jak straszliwy jest ten spadek, jak rozległy, jak wielki, jak straszne może pociągać skutki dla losów jednostek w niego wplątanych, wtedy, kiedy te jednostki biorą udział w kierowaniu życiem politycznym. W warunkach, w których my działamy – jak tragiczne może mieć to skutki dla interesu już nie publicznego, dla interesu narodowego”.

Amen! – możemy dodać znając dalsze losy III RP. Brak rozliczenia Jaruzelskiego i Kiszczaka, sądowa bezkarność komunistycznych zbrodni, posmoleńska bezradność polskiej wspólnoty, fasadowa scena polityczna i medialna zdominowana przez ugrupowania mające powiązania z dawną bezpieką, zdrada wielkiej części inteligencji ukształtowanej przez komunizm, sprowadzenie gospodarczej konkurencji do fikcji, masowa emigracja tych, którzy nie dostali w III RP szans bo byli z niewłaściwych rodzin – wszystko to znamy na pamięć. (…)


Jan Olszewski umarł młodo

Gdy Jan Olszewski wypowiadał historyczne słowa „Czyja jest Polska”, wygłaszał je może nie w politycznej próżni, ale w sytuacji, gdy dla większości Polaków, w tym ówczesnego młodego pokolenia, były to tezy niezrozumiałe, dalekie od jego emocji  i wyobrażeń. A i pamięć o tradycji, której wyrazicielem był przegrywający premier czy nawet o samym Powstaniu Warszawskim, zaprzątała głowy nielicznych.


Minęło prawie 27 lat i dziś spór o to, czyja będzie Polska, któremu strona będąca w defensywie nadaje różne obraźliwe nazwy, jest pierwszoplanowy. A ofensywa obozu, który wziął za swój postulat Olszewskiego, dokonała się przy kluczowym udziale młodego pokolenia. Dodajmy, że w ukształtowaniu wyobraźni politycznej tego pokolenia porzucone ćwierć wieku temu symbole z czasów Powstania Warszawskiego odegrały rolę decydującą.


W tym sensie także Olszewski z 1992 r. okazał się wizjonerem, mężem stanu, bo postawił na program trudny, ale perspektywiczny. Można powiedzieć, że gdy miał 62 lata i był odwołanym premierem, mógłby czuć się człowiekiem starym, reprezentującym dawny świat, po którego przegranej zapowiadano szumnie tryumf „depczącej przeszłości ołtarze” młodości.


Odchodząc z tego świata w 2019 r., mając lat 88, mógł Olszewski czuć się człowiekiem młodym, bo to jego idea porwała miliony wnuków i prawnuków. Młodość wzięła sobie na sztandary - mówiąc Asnykiem - nie deptanie owych ołtarzy, a czerpanie z ich „świętego ognia”. I w 2019 r. odpowiedź na pytanie „Czyja Polska”, jest dziś nieporównywalnie bliższa tej, że właśnie Jana Olszewskiego i wszystkiego, co było mu bliskie.


Zło kontra dobro, wolność kontra niewolnictwo


Co takiego było w owym „Ostatnim rozkazie dziennym dowódcy Armii Krajowej”, że stał się on programem obozu niepodległościowego? Podpisany pseudonimem „Niedźwiadek” generał Okulicki pisał 19 stycznia 1945 rozwiązując Armię Krajową:

„Polska, według rosyjskiej receptury, nie jest tą Polską (…) dla której popłynęło morze krwi polskiej i przecierpiano ogrom męki i zniszczenie Kraju (…) nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym społecznie Państwie Polskim”.


To był rozkaz na dziesięciolecia: „Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem jedynie słusznej Sprawy, tryumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem”.


„Jedynie zwycięstwo”, „jedynie słusznej sprawy”, „tryumf zła nad dobrem”, „wolności nad niewolnictwem” – to był katechizm pokolenia, a nie partyjny postulat. Zwalniając żołnierzy AK z przysięgi Okulicki wydał im jasną instrukcję także na czas pokoju: „Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą”. (…)


„Nowa Rzeczpospolita” kontra „Polska nie całkiem nasza”


Jan Olszewski w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 wyszedł na sejmową mównicę jako reprezentant obozu realizującego testament Armii Krajowej, który tak mówił o niepełnej jego realizacji: „Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat – bo to jednak była Polska – własnością pewnej grupy. Własnością z dzierżawy, może nawet raczej przez kogoś nadanej. Po tym myśmy w imię racji, własnych racji politycznych, zgodzili się na pewien stan przejściowy. Na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś czas będzie i nasza, i nie całkiem nasza”.


Można więc powiedzieć, że Olszewski tłumaczył się jakby przed Okulickim i brał na siebie odpowiedzialność za zgodę na „stan przejściowy”, w czym tak naprawdę udziału nie miał (…)


To właśnie jego stanowisko, bezpośrednio wynikające z testamentu Armii Krajowej, czyli likwidacja ustroju przejściowego spotkało się z oporem, o którym mówił:

„I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć”.


Nienawiść


To te słowa spowodowały największe oburzenie mediów III RP. No bo jak to: Polska ma być „czyjaś”? To już nie wspólna? Znowu ktoś sobie uzurpuje prawo do niej? To nie możemy demokratycznie spierać się „jaka”, tylko mamy ją sobie wyrywać z rąk, wykluczać niektórych?


Właśnie dlatego przemówienie Olszewskiego było kluczowe: wykluczało ze sceny politycznej niepodległego państwa formacje oparte na zdradzie, z których udziałem owego państwa budować się nie da. Nie prawicę, nie lewicę (to z lewicowej tradycji wywodził się Olszewski), nie centrum, tylko agenturę.


Program ten błyskawicznie nazwano programem nienawiści – tak wiersz swój zatytułowała na czołówce Gazety Wyborczej przyszła noblistka Wisława Szymborska, twarz Olszewskiego ze słowem „Nienawiść” straszyła z okładki tygodnika „Wprost”, o ludziach chorych z nienawiści mówił Jacek Kuroń. (…)


Wola wielkości, a nie małości


Ale dla pełnego obrazu sytuacji dodajmy, że obóz który miał zrealizować program Jana Olszewskiego, wielokrotnie go porzucał bądź głosił w wersji częściowej, niepewnej, wręcz skarlałej. Bo był za trudny, zbyt ambitny, wymagający wielkości, a nie małości. Wymagał podjęcia ryzyka, co pokazały „Nocna zmiana”, obalenie pierwszego rządu PiS w 2007 r., wreszcie najbardziej dramatycznie Smoleńsk. Ale także przeżywanie codziennych medialnych ataków.


Da się wskazać niemały zastęp publicystów konserwatywnych, którzy nierzadko wprost, wymieniając nazwisko Olszewskiego, odrzucali jego program - uznając zarysowany przez niego podział za niesłużący racjonalnemu definiowaniu naszych problemów i reformowaniu Polski. W tekście „Salon, Przedpokój, Ulica” nazwałem ich obozem „Przedpokoju”.


Czym usiłowano zastąpić program Okulickiego/Olszewskiego? Lista takich pomysłów była długa, począwszy od ekonomizmu i technokratyzmu, po ich przeciwieństwo – samoograniczenie programu do kwestii socjalnych. A więc jak najmniej o niepodległości, wystarczy samo „sprawiedliwie urządzone społecznie” państwo. Takie myślenie pojawiało się choćby za rządów AWS-UW, w czasie których reformowano postkomunizm, natomiast postulaty niepodległościowe zrealizowane zostały w stopniu niewielkim.

Nie mam śladu wątpliwości, że ile razy nasza strona lub jakaś jej część odrzucała niepodległościowy program, tyle razy samodegradowała się. Zwolennicy wolnego rynku czy obyczajowi konserwatyści, nie głoszący niepodległościowego programu kończyli żałośnie, jako element rosyjskiej układanki partii prawicowych w Europie. Z kolei sama realizacja programu prorodzinnego i socjalnego programu AWS, przy jednoczesnym układaniu się z postkomunistyczną oligarchią, skończyła się zniknięciem tego ugrupowania ze sceny politycznej.


Ale był też błąd inny – głoszenie hasła niepodległości w oderwaniu od potrzeb zwykłych Polaków. Prawdziwą syntezą, stawiającą za Okulickim postulat państwa „całkowicie suwerennego, niepodległego i sprawiedliwie urządzonego społecznie” stał się dopiero program PiS.


Elementem każdej skutecznej polityki, w tym także tej prowadzonej przez obóz niepodległościowy, jest atak i obrona, czas prowadzenia polityki zdecydowanej i bardziej kompromisowej. Ona musi korzystać z nowoczesnych narzędzi PR-u, ba, czasem musi kłaniać się współczesnym czasom. Ale nie wolno jej strategicznie odejść od programu sformułowanego w 1992 r. z sejmowej mównicy przez Jana Olszewskiego i przemówienie Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi w roku 2008. Tylko wtedy testament pokolenia AK będziemy mogli uznać za zrealizowany.

Cały tekst w tygodniku „Gazeta Polska”, dostępnym w kioskach do wtorku.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl