Marek Litwiniak – jedna z osób, których posesje znajdują się przy przebudowywanej ulicy Marsa w Warszawie – domagał się respektowania prawa własności. Nieoczekiwanie został przymusowo zamknięty w szpitalu psychiatrycznym na badania i odmówiono mu kontaktu z rodziną. Interwencję w tej skandalicznej sprawie zapowiedział Adam Kwiatkowski, poseł PiS-u.

Marek Litwiniak z grupą przedsiębiorców złożył skargę na inwestycję przeprowadzaną w Warszawie przy ul. Marsa. Tydzień temu uzyskał w Ministerstwie Infrastruktury dostęp do dokumentacji budowy tej inwestycji. W trakcie wizyty Litwiniak stwierdził: „W tym kraju trzeba się podpalić, żeby coś załatwić” – nawiązując do ubiegłorocznej próby samospalenia pod Kancelarią Premiera. Jeden z urzędników resortu sporządził z tych słów notatkę, którą ministerstwo przekazało policji z prośbą o interwencję.

Następnego dnia Litwiniaka zabrała policja. Trafił na przesłuchanie, skąd zabrano go na 10-dniowe badania w zamkniętym zakładzie dla psychicznie chorych. Umieszczono go na oddziale z ciężko chorymi pacjentami i nie zezwolono na kontakt z rodziną. Wypuszczono dopiero po interwencji dziennikarzy „Kuriera Warszawskiego” TVP. Stołeczna policja twierdzi, że zapewniła mu w ten sposób opiekę lekarską. W szpitalnym wypisie Litwiniaka znalazła się adnotacja, że nie stwierdzono, by stanowił zagrożenie.

Poseł Adam Kwiatkowski (PiS) złoży dziś w Kancelarii Sejmu interpelację skierowaną do premiera Tuska.

– To sprawa bulwersująca. A tłumaczenia urzędników ministerstwa i policjantów są kuriozalne. Nie wyobrażałem sobie, że coś takiego jest możliwe. Ale życie pokazało, że jest – mówi „Codziennej” poseł PiS-u.

Mieszkańcy i przedsiębiorcy z ul. Marsa wspólnie protestują przeciwko nierespektowaniu prawa przy tej inwestycji. Mieszkańcy – ponieważ mogą zostać wyrzuceni na bruk jeszcze przed wypłatą odszkodowań dla nich. Przedsiębiorcy – bo na trasie przewidziano ekrany w miejscach, gdzie nie ma bloków mieszkalnych. Nieprzejrzyste ekrany całkowicie zasłonią ich firmy i praktycznie uniemożliwią dalszą działalność. Znajdują się tam duże przedsiębiorstwa, hurtownia elektryczna, zakłady produkcyjne. Zatrudnionych jest łącznie ponad 100 osób. Dodatkowo wiele posesji będzie pozbawionych wjazdów z budowanej trasy.

– W ten sposób wykańcza się polskich przedsiębiorców – powiedział nam właściciel jednej z firm przy Marsa, Konrad Kukułka.

Za protestującymi wstawiali się od miesięcy radni PiS-u, którzy podkreślają, że właścicieli nieruchomości przy Marsa łudzono porozumieniem i wykupem przez miasto ich działek. Gdy przedsiębiorcy zaczęli już zwijać działalność, okazało się, że wykup jest niemożliwy, bo wątpliwości ma Ministerstwo Infrastruktury.