Warta Gorzów otrzymała pomoc

zdjęcie ilustracyjne / / pixabay.com; Fz

  

KS Warta Gorzów otrzymał prawie 600 tys. zł dofinansowania z Ministerstwa Sportu i Turystyki na realizację projektu związanego z budową kompleksu piłkarskich boisk treningowych - poinformowała podczas briefingu w Gorzowie Wlkp. minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska.

Działająca na zasadzie stowarzyszenia Warta Gorzów otrzyma wsparcie z Programu Rozwoju Lokalnej Infrastruktury Sportowej.

„Bardzo się ciszę, że infrastruktura sportowa, boiska sportowe, obiekty sportowe w Gorzowie mają szansę się rozwijać dzięki współfinansowaniu ze strony budżetu państwa, bo takie finansowanie zagwarantuje ministerstwo sportu” – powiedziała Rafalska.

Minister przypomniała, że z tego samego programu w tym roku w woj. lubuskim dofinansowanie otrzymała gmina Santok na budowę sali gimnastycznej w Janczewie, a samorząd Kostrzyna nad Odrą ponad 5 mln zł dofinansowania do budowy krytego basenu.

Zgodnie z planem inwestycja Warty Gorzów ma potrwać pięć lat i kosztować ok. 5 mln zł. Jej efektem będzie wybudowanie kompleksu kilku boisk piłkarskich, w tym jednej sztucznej płyty oraz zadaszonego orlika. Oprócz tego w kompleksie znajdą się budynki socjalne i biurowe.

Pierwszy etap inwestycji obejmuje m.in. budowę sztucznej płyty z oświetleniem i naturalnego boiska treningowego. Jego koszt to 1,8 mln zł. Klub otrzyma prawie 600 tys. zł dofinansowania z ministerialnego programu do budowy sztucznej płyty. Ta ma powstać w ciągu roku.

KS Warta Gorzów zamierza wybudować kompleks piłkarski na terenie byłem żwirowni przy ul. Żwirowej w Gorzowie. To teren w dużej niecce o pow. kilku ha. Klub otrzymał go na 15 lat w użyczenie od miasta.

„To jest z możliwością przedłużenia i myślę, że jak będzie to się wszystko rozwijać tak jak planujemy, to tutaj nie ma przeciwskazań, żeby użyczenie nie przedłużyć o kolejne 15 lat. Mamy informację, że w realizacji naszego przedsięwzięcia możemy liczyć na pomoc samorządu Gorzowa i województwa ” – powiedział prezes KS Warta Gorzów Zbigniew Pakuła.

„Jest to jeden z ewenementów w skali kraju, że właśnie nie samorząd, tylko stowarzyszenie otrzyma te pieniądze. W sumie w ministerstwie złożono ponad 900 projektów, z tego ok. 300 projektów zostanie dofinansowanych i tutaj ten projekt został oceniony bardzo wysoko” – powiedział na briefingu pełnomocnik wojewody lubuskiego ds. sportu Ireneusz Madej.

Przewodniczący Rady Miasta Gorzowa Wlkp. Sebastian Pieńkowski zaznaczył, że to kolejna sportowa inwestycja w mieście z rządowym dofinansowaniem.

„15 mln zł już trafi do Gorzowa na halę, w następnym roku mamy obiecane kolejne 15 mln zł; 2 mln - budują się boiska przy Stilonie (stadion piłkarski OSiR – PAP) - pełnowymiarowe, treningowe; 1,5 mln zł na wymianę wentylacji na Słowiance (Centrum Sportowo-Rehabilitacyjne – PAP), więc przez trzy lata trafia prawie 20 mln na infrastrukturę (sportową – PAP) w Gorzowie Wlkp.” – wymienił Pieńkowski.

Pierwszy zespół Warty Gorzów gra w III lidze, w tym sezonie jest beniaminkiem. Klub prowadzi akademię piłkarską, w której we wszystkich kategoriach szkoli się ponad 300 dzieci.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Szokujące ustalenia. Tu tradycyjne media nic nie znaczą! Liczy się tylko internet i wojna na fake newsy

zdjęcie ilustracyjne / rawpixel; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Nie jest żadną tajemnicą, że w Indiach, zwłaszcza wśród młodych ludzi media elektroniczne i całe kampanie fake newsów, stały się politycznym narzędziem skuteczniejszym niż tradycyjne media. W czasie indyjskich wyborów tysiące internetowych wolontariuszy, ale również profesjonalne firmy, zajmują się produkowaniem fałszywych informacji. Jak działa mechanizm manipulacji prowadzonej na tak szeroką skalę? Ustalenia w tej sprawie są doprawdy wstrząsające!

Z małego okna widać płaskie dachy sąsiednich budynków. W klimatyzowanym pokoju przed monitorami komputerów i nad rozłożonymi laptopami siedzi czterech jego kolegów.

To jest nasze małe centrum dowodzenia. Jesteśmy żołnierzami, a to są nasze karabiny.
- mówi cytowany przez Polską Agencję Prasową Rajan, jeden z internetowych trolli pracujący w Gurgaon, mieście satelickim Delhi.

Arun, wysoki 27-latek, wstaje i przypina żółtą karteczkę do tablicy, następnie bierze drugą z sąsiedniej kolumny.

Jesteśmy raczej najemnikami na tej wojnie.
- mówi krzywiąc się i wraca do swojego laptopa.

32-letni Ranjan przyznaje, że nie są wolontariuszami, ale profesjonalistami pracującymi na zlecenie. Jego zespół zajmuje się produkcją memów i filmów wideo na potrzeby kampanii jednej z partii startującej w indyjskich wyborach.

Trochę pomaga, jeśli człowiek ma te same poglądy co klient, ale wielu z nas robi to po prostu dla pieniędzy. Mamy płacone od liczby polubień, od zasięgu, jaki złapie nasz materiał. Czasami wystarczy znaleźć zdjęcie w internecie i podpisać je, a ludzie sami załapią. Innym razem musimy się napracować, zwłaszcza jeśli atakujemy kogoś konkretnego.
- mówi, nawet przez chwilę nie kryjąc tego, że na zlecenie produkuje dezinformację.

Młody mężczyzna pracował wcześniej w mieście Puna w centralnych Indiach. Jego mała firma przeprowadzała telefoniczne badania opinii dla zachodnich firm. Był podwykonawcą. Szybko odkrył, że żeby wypełnić kontrakt, łatwiej zgarnąć obcokrajowca, Europejczyka lub Amerykanina z ulicy i zapłacić mu za udawaną rozmowę według podsuniętego scenariusza.

Przed wyborami w 2014 r. Ranjan zorientował się, że równie dobrze płatnym zleceniem jest internetowe trollowanie na rzecz konkretnej partii.

Można zapytać, po co płacić trollom, jeśli w internecie jest wielu wolontariuszy? To proste, my jesteśmy lepiej zorganizowani, mamy konkretne zadania i cele do wykonania. I nie zawsze robimy miłe dla sumienia rzeczy.
- tłumaczy.

W 2019 r. w wyborach do izby niższej parlamentu mogło głosować 900 mln osób uprawnionych. Dzięki rewolucji taniego internetu w Indiach, który przyniosła firma Jio, a także dostępności tanich chińskich smartfonów liczba użytkowników sieci wzrosła do poziomu 500 mln ludzi. Z tego 84 mln głosowało po raz pierwszy w życiu w tych wyborach.

Obecnie młodzi Indusi masowo korzystają z mediów społecznościowych, w tym z komunikatorów typu Whatsapp - używa ich ok. ćwierć miliarda Indusów. Te narzędzia zastąpiły im tradycyjne media, telewizję i gazety.

Zmiany pierwsi zauważyli stratedzy polityczni Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) podczas kampanii wyborczej w 2014 r. Ponad 60-letni Narendra Modi, lider BJP, szybko stał się również liderem internetu. Obecnie ma ponad 40 mln fanów na Facebooku i Twitterze. Jego największy przeciwnik, Rahul Gandhi, założył konto na Twitterze dopiero w połowie 2015 r. i ma ponad 9,5 mln fanów.

My tego raczej nie robimy, ale dezinformacja może być prawdziwą bronią w realnym świecie.
- podkreśla Ranjan.

Tłumaczy, jak plotka rozsiewana przez komunikatory może doprowadzić do zamieszek w Indiach. Takie przypadki, gdzie ginęli ludzie, zdarzały się w Zachodnim Bengalu, Biharze i Uttar Pradeś.

Można też zaatakować innych użytkowników Twittera i donieść policji, jeśli uważamy, że wpis atakuje religię, armię czy państwo. Są na to przepisy.
- tłumaczy.

Przed wyborami w 2014 r. i tuż po nich zaczęły powstawać portale i strony Facebookowe zajmujące się dezinformacją, takie jak Dainik Bharat i Postcard News skierowane przeciwko opozycji. Przed wyborami w 2019 r. rodziły się strony takie jak „Viral in India”, które z kolei atakowały BJP i premiera Modiego.

Właścicielem „Viral in India” był Abishek Mishra, który początkowo tworzył filmy popierające Narendrę Modiego. Jego firma rozrosła się i wkrótce zatrudniał kilkanaście osób w nowoczesnym biurze.

Przed wyborami w 2019 r. Mishra jednak zmienił front. Na jego stronie pojawił się zmanipulowany film, przedstawiający Yogiego Adityanatha, śmiejącego się na uroczystości upamiętniającej funkcjonariuszy sił porządkowych, którzy zginęli 14 lutego br. w ataku samobójczym w Kaszmirze. W rzeczywistości wideo nakręcono podczas innej uroczystości i wyolbrzymiono zachowanie polityka prawicy. Wkrótce Mishra został aresztowany pod zarzutem obrazy wizerunku i religii (Yogi Adityanath jest również kapłanem hinduskim).

Około 70 proc. informacji w indyjskich mediach społecznościowych jest fałszywych i pochodzi od profesjonalnych trolli i aktywistów. I ludzie chcą w te informacje wierzyć, więc tak naprawdę, co w tym złego?.
- zastanawia się internetowy troll z Indii.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl