Hermeliński podkreślił, że wszystkie przygotowania do wyborów samorządowych idą zgodnie z terminarzem. Jak dodał, na 99 proc. tegoroczne wybory samorządowe przebiegną bez żadnych podejrzeń.

"1 proc. nie wiadomo, co się wydarzy. Mam nadzieję, że nie wydarzy się nic złego" - powiedział na antenie TVN24.

Pytany o to, czy w tym roku - podobnie jak cztery lata temu - padną podejrzenia o fałszerstwo, odpowiedział, że na pewno, bo te głosy się powtarzają.

"Może nie o takim natężeniu. Nie mówi się, że to było fałszerstwo. Mówi się, że było zafałszowanie" - przypomniał.

"Zawsze, przy okazji każdych wyborów są fałszerstwa w jakichś jednostkowych sytuacjach. To jest niemożliwe w tych wyborach, żeby fałszerstwo było na poziomie generalnym. Każdy z 44 sądów okręgowych, który jest w Polsce, musiałby stwierdzić fałszerstwo wyborcze, żeby można było stwierdzić, że wybory są sfałszowane generalnie. Jeżeli już fałszować, to najbardziej dogodne miejsce to są komisje obwodowe, ale w ogóle wykluczam taką możliwość" - podkreślił.

Hermeliński pytany o to, czy jeśli pojawią się podejrzenia ws. fałszerstwa, poda się do dymisji, powiedział, że i tak musi odejść z końcem marca.

"Jeżeli będą pretensje i jeśli okaże się, że będzie nasilenie różnego rodzaju uchybień do tego stopnia, że rzeczywiście będzie można mówić o sfałszowaniu wyborów czy nieudaniu się wyborów, to oczywiście na mnie skupi się odpowiedzialność i ja wtedy zdecyduję" - dodał.

Jak przypomniał, przy ostatnich wyborach do dymisji podał się jego poprzednik, komisja wyborcza oraz szef Krajowego Biura Wyborczego. "Oczywiście też bym tak uczynił, choć mogę to wykluczyć w prawie 100 proc. Nie wyobrażam sobie, żeby doszło do takiej katastrofy. Tym bardziej, że odejście ówczesnej komisji nie było spowodowane jakimiś fałszerstwami, tylko nieudanym funkcjonowaniem systemu elektronicznego i komisja uznała, że też za to w jakimś sensie odpowiada" - powiedział.

Wybory samorządowe odbędą się 21 października; druga tura głosowania odbędzie się dwa tygodnie później, 4 listopada.