Polska Agencja Prasowa: Poza wieloma propozycjami dotyczącymi różnych sfer funkcjonowania miasta, które w naturalny sposób powielają się w programach innych kandydatów, jako jedyny proponuje pan wprowadzenie dnia referendalnego. Na czym miałby on polegać?

Paweł Grabowski: Demokracja bezpośrednia to jeden z fundamentów ruchu Kukiz’15. Dzień referendalny to jeden z jej elementów. Samorząd można w pewien sposób porównać do firmy. Jest w nim zarząd, czyli prezydent. Jest także rada nadzorcza, chociaż patrząc na radę miasta łatwo zauważyć, że z jej funkcjami nadzorczymi bywa różnie. Są i obywatele, czyli walne zgromadzenie udziałowców, bo przecież to dzięki ich podatkom i opłatom możliwe jest działanie miasta. I tak jak w firmie prezes w niektórych przypadkach – zwłaszcza tych dotyczących strategicznych decyzji - musi uzyskać akceptację rady nadzorczej, tak ja uważam za uzasadnione, by raz w roku mieszkańcy Opola podczas dnia referendalnego mogli wypowiedzieć się na temat spraw szczególnie ważnych z punktu widzenia ich interesów. Chodzi mi na przykład o inwestycje w rodzaju stadionu, który ma kosztować ponad sto milionów złotych. W tej chwili wygląda to tak, że prezydent zgłasza pomysł, a radni boją się sprzeciwić, żeby nie narazić się przed wyborami takiej czy innej grupie interesów. Problem w tym, że tak olbrzymie wydatki to sprawa wszystkich mieszkańców miasta, bo wszyscy zrzucają się na realizację takiego czy innego pomysłu. To zbyt poważna sprawa, żeby powierzyć ją kilkunastoosobowej grupie polityków. Zdecydowanie lepiej będzie, jeżeli raz w roku wszyscy mieszkańcy miasta będą mogli w głosowaniu wyrazić swoje zdanie na temat proponowanych inwestycji, oczywiście na podstawie jasno przedstawionych kosztów ich realizacji.

PAP: Pojawią się głosy, że po to przecież wybiera się radnych

P.G.: Nie zgodzę się z tą tezą. Wybory są po to, by wybrać ludzi, którzy potrafią wysłuchać wyborców. Niestety, po wyborach wielu już wybranych radnych szybko zapomina o tym, co obiecywali wyborcom, a mandat traktuje jako klucz do różnego rodzaju synekur dla siebie, swoich rodzin i członków partii, dzięki której objęli funkcję. Dlatego też proponuję wprowadzenie bezprogowego referendum. I nieważne, ile osób weźmie w nim udział – będzie wiążące. Oczywiście, pojawią się głosy, że jak to, 10 osób poprze jakiś zły pomysł i będzie go trzeba realizować. Od razu odpowiem: skoro jest zły, to dlaczego 12 osób go nie odrzuci? Musimy zerwać z biernym podejściem do zarządzania miastem i państwem.

PAP: Na razie jednak prawo nie przewiduje organizacji tego typu referendów.

P.G.: To prawda, ale czy to duży problem, by na zasadzie umowy dżentelmeńskiej dać słowo obywatelom, że ich głos, będący wynikiem tego typu inicjatywy, będzie wysłuchany?

PAP: Wracając do rzeczy zdecydowanie bardziej konkretnych - proponuje pan scalenie spółek miejskich i wejście miasta na rynek deweloperski. W jakim celu?

P.G. Celem spółek komunalnych jest zaspokojenie potrzeb mieszkańców gminy. Powinny to robić możliwie sprawnie i tanio. Myślę, że tylko przez likwidację zarządów i scalenie służb da się osiągnąć realne redukcje kosztów. Czas skończyć z nonszalanckim podejściem do wydawania publicznego grosza, a trudno za takie nie uznać np. wydatków na reklamę usług, które te firmy świadczą, choć jako monopoliści nie mają takiej potrzeby. Niestety, za każdy ich wydatek płacą obywatele w niepotrzebnie wysokich rachunkach za ciepło czy wodę. Co do wejścia miasta na rynek deweloperski, to prawda jest taka, że w Opolu ceny za metr mieszkania są absurdalnie wysokie. Jeżeli miasto zacznie budować i sprzedawać mieszkania w racjonalnych cenach, to po pierwsze ludzi będą mogli pozwolić sobie na kupno lokalu, a po drugie sam fakt pojawienia się tańszych mieszkań wymusi na deweloperach obniżenie stawek za budowane przez nich lokale.