Vloger-ateista o filmie „Kler”: nuda, prostactwo, wizualnie paskudne, a widownia jak Ku Klux Klan

„Banda prymitywów ogląda rasistowski film ze Stanów z lat 20-tych, jak tam Murzynów leją. Oni tam wszyscy jak zwierzęta przed kamerą się drą. Bo to Ku Klux Klan. No i nie pokazuję palcami, ale tak się mniej więcej czułem w trakcie seansu >>Kleru<<” – recenzuje ateista Michał Lipiński, młody autor wideobloga „Ponarzekajmy o filmach”.

Janusz Gajos w filmie "Kler"
Bartosz Mrozowski/Kino Świat/mat.pras.

To chyba najbardziej krytyczna recenzja filmu „Kler”, jaka się dotąd ukazała. Co ciekawe, jej autor jest zdeklarowanym ateistą.

„Będę okrzyknięty jakimś patokatolem, Cejrowskim, a ja jestem ateistą. Przyznaję się – nie chodzę do kościoła, nie wpuszczam księdza po kolędzie i wątpię, że coś dam na tacę w życiu z własnej woli” – mówi vloger Michał Lipiński, autor wideobloga „Ponarzekajmy o filmach

„Kler” ocenia jako „kolejny polski film, który prawie ma fabułę”. Jego treść streszcza w jednym zdaniu. Oto jest trzech księży i „chleją oni wódę, jeżdżą po pijaku, molestują ministrantów oraz robią machlojki na grube pieniądze przez 2 godziny 20 minut i film się kończy”.

Vloger zastrzega, że chętnie obejrzałby film „który by naprawdę obnażył patologie Kościoła, które pewnie tam są. Zresztą, jak wszędzie”. Tyle, że fabuła „Kleru” nie ma z tym nic wspólnego: „Ten film w ogóle nie jest realistyczny. Podobnie jak >>Botoks<< nie bierze tego odłamka patologicznego, części Kościoła i o niej mówi. Nie, film się nazywa >>Kler<<, czyli wszyscy (…) jak chcecie mi powiedzieć, że dosłownie 100 procent to dewianci, no to chyba sami w to nie wierzycie”.

O księżach nie można dowiedzieć się nic, nawet o tym, jaka jest skala patologii w Kościele: „Ja bym chętnie się dowiedział, jaki procent. Czy co piąty, czy co tysięczny. Ale tutaj jest tania sensacja i przerysowane sceny, że co chwilę walą wódę, jeżdżą potem samochodem, wyłudzają pieniądze, bzykają się, molestują. (…) Oglądałem  nudną dwugodzinną historię bez ładu i składu”.

CZYTAJ TAKŻE: „Kler” Smarzowskiego niczym „Klątwa”? Subtelność młota pneumatycznego. NASZA RECENZJA

Vloger kpi też ze zdjęć i montażu filmu: „Jakby kamerzysta był pijany – pewnie ksiądz!”, „Pan montażysta pewnie też jest księdzem – w sensie pijany”. Minusów dużo, plus w zasadzie jeden: „Jako film fabularny jest po prostu jest słaby, nieciekawy, długi, kiepsko nagrany, dobrze zagrany, w sensie aktorsko”.

Jak mówi vloger, w kinie do którego chodzi, sala świeci przeważnie pustkami. Tym razem napłynął do niej tłum, który jak wynika z jego opisu – to już uwaga nasza, nie Autora – przypomina ten z Krakowskiego Przedmieścia pod krzyżem w 2010 r. Opisuje go tak: „Śmiechy i chichy towarzyszyły każdej żałosnej, prostackiej, nieśmiesznej scenie. Dosłownie obśmiane było wszystko. Że kielona walnął, że k…wą rzucił, że się potknął, no wszystko”.

Z czym skojarzyła mu się ta publiczność? Z tym, co widział w filmie o Ku Klux Klanie, który niedawno wszedł do kin. „Jak ta sala rżała z takich żałosnych scen, jak ten koleś krzyczał, prawie by zaczęli skandować „j…ć Kościół” przyszła mi na myśl scena z filmu >>BlacKkKlansman<<, który dopiero co wszedł do kin, gdzie ci członkowie Ku Klux Klanu, ta banda prymitywów ogląda rasistowski film ze Stanów z lat 20-tych, jak tam Murzynów leją. Oni tam wszyscy jak zwierzęta przed kamerą się drą. No bo to Ku Klux Klan. No i nie pokazuje palcami, ale tak się mniej więcej czułem w trakcie seansu >>Kleru<<” – mówi Michał Lipiński.

Zachęcamy wierzących i nie wierzących do obejrzenia recenzji filmu poniżej:
 

 

 


Źródło: niezalezna.pl

#Kler #Michał Lipiński #film

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo