Orzekający w I instancji sąd rejonowy wymierzył im kary łączne po 7 lat więzienia.

Na dzisiejszą rozprawę odwoławczą nie stawił się żaden z oskarżonych. Ich obrońcy, którzy złożyli apelacje, domagali się uniewinnienia lub uchylenia wyroku i nowego procesu, zaś w sprawie zarzutów mniejszego kalibru – złagodzenia kar. Podczas piątkowej rozprawy adwokaci przekonywali, że nie ma wystarczających dowodów, że ich klienci przyjmowali korzyści majątkowe od przedstawicieli rudzkiej firmy.

Akt oskarżenia, który złożono w sądzie w 2011 r., objął pięć osób. Trzej przedstawiciele firmy, którzy - według ustaleń postępowania - wręczali łapówki, już wcześniej usłyszeli wyroki. W śledztwie przyznali, że dawali szefom katowickiego oddziału GDDKiA część kwoty z każdej zapłaconej faktury i dobrowolnie poddali się uzgodnionej z prokuratorem karze - pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywny w wysokości od 25 tys. do 70 tys. zł.

W grudniu 2017 r. skazani zostali dwaj b. szefowie GDDKiA. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód uznał, że przyjmowali łapówki od wcześniej skazanych osób. Poza karami 7 lat więzienia, sąd orzekł przepadek korzyści z przestępstwa (po 941 tys. zł), wymierzył R. i P. po 216 tys. zł grzywny i zakazał im zajmowania stanowisk kierowniczych w administracji przez 8 lat. Zobowiązał ich także do pokrycia kosztów procesu - chodzi w sumie o ok. 50 tys. zł.

Broniąca Krzysztofa R. mec. Agata Dziadkiewicz-Święch wniosła o uniewinnienie lub uchylenie wyroku i powtórzenia procesu oraz złagodzenia kary za mniej poważny zarzut stawiany jej klientowi, dotyczący podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. Adwokat przekonywała, że był to po prostu błąd.

"Sąd I instancji dokonał nie swobodnej, lecz dowolnej oceny dowodów" – powiedziała. Jak dodała, o skazaniu jej klienta zdecydowało pomówienie współoskarżonego i zeznania świadków. Odnosząc się do wyjaśnień Henryka P., który początkowo przyznał się do winy, powiedziała, że ten oskarżony obciążył R., bo starał się o uchylenie aresztu.

Obrońca P. mec. Jakub Ślązak przekonywał, że rudzka firma była w katastrofalnej sytuacji finansowej i nie wiadomo, skąd miałaby brać pieniądze na wysokie łapówki. Prokurator Katarzyna Wychowałek-Szczygieł – która domagała się utrzymania wyroku w mocy – odpowiadała, że właśnie dlatego współpraca z GDDKiA była dla niej jedyną szansą na przetrwanie. Oskarżycielka nie ma wątpliwości, że dochodziło przy tym do korupcyjnego procederu.

Według oskarżenia, szefowie katowickiego oddziału GDDKiA w latach 1998-2006 przyjmowali łapówki w zamian za preferencyjne traktowanie przy konkursach, przetargach oraz po to, aby utrzymać kontrakty i dalszą współpracę z jedną ze spółek. Działająca w Rudzie Śląskiej firma zajmowała się m.in. poziomym oznakowaniem dróg, współpracę z GDDKiA rozpoczęła w połowie lat 90.

Według oskarżenia i sądu I instancji po uzyskaniu pierwszego zamówienia Henryk P. oświadczył, że warunkiem dalszej współpracy będzie przekazywanie mu pieniędzy w wysokości kilku procent wartości każdej zapłaconej faktury.

Zdaniem sądu rejonowego, pieniądze - pobierane z kasy rudzkiej spółki, jako zaliczki - przekazywano w siedzibie katowickiego oddziału GDDKiA, a przyjmował je P., po czym połowę kwoty przekazywał R. Czasem łapówki miały być przekazane w obecności dyrektora lub - w przypadku nieobecności P. - także bezpośrednio R. Zaliczki rudzka firma rozliczała na koniec każdego roku, m.in. poprzez rezygnację z dywidendy lub fikcyjną sprzedaż znaku towarowego. W 2007 r. spółka została sprzedana.

Sąd uznał, że obaj dyrektorzy GDDKiA dzielili się korzyściami majątkowymi po połowie, a z łapówek majątkowych uczynili sobie stałe źródło dochodu - brali je przez osiem lat, działali w sposób zaplanowany i regularnie.

Na początku procesu oskarżeni oświadczyli, że nie przyznają się do winy, choć wcześniej P. potwierdził, że proceder miał miejsce. Sąd rejonowy uznał, że wiarygodne były jego wcześniejsze wyjaśnienia - były one zbieżne z innymi dowodami, m.in. zeznaniami przedstawicieli rudzkiej spółki.

Poza korupcją b. dyrektor oddziału GDDKiA został oskarżony także o podanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych za lata 2001-2009, nie wykazując w nich części środków finansowych. Za złamanie przepisów ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne sąd I instancji skazał go na 1,5 roku. Jego zastępca ma natomiast dodatkowo zarzut nielegalnego posiadania broni - rewolweru sygnałowego. Sąd wymierzył mu za to karę ośmiu miesięcy więzienia.