Biuro Lustracyjne IPN pokazało nowe dokumenty. A tam "Ramzes" i rozpracowywanie Stolicy Apostolskiej

/ By Emilio García from Parla, Spain (cropped version of San Pedro vigila) [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons

  

Biuro Lustracyjne IPN uzupełniło katalogi o nowe wpisy m.in. dot. funkcjonariuszy służb PRL. Wśród nich jest wpis dot. Stefana Szatkowskiego "Ramzesa". W latach 1957-1960 był on rezydentem Departamentu I MSW w Rzymie, gdzie zajmował się rozpracowywaniem Stolicy Apostolskiej.

Biuro Lustracyjne IPN w ostatnich dniach opublikowało - w swoich katalogach tematycznych i wykazie osób pełniących funkcje publiczne - 1345 publikacji, w tym 1168 nowych rekordów i 177 modyfikacji.

Wśród opublikowanych nowych danych - jak dowiedziała się PAP - w katalogu funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa znajduje się m.in. wpis dot. Stefana Szatkowskiego ps. Ramzes. Z informacji IPN wynika, że w latach 1957-1960 był on rezydentem Departamentu I MSW we Włoszech i odpowiadał za rozpracowywanie Stolicy Apostolskiej.

W okresie od 12 lipca 1954 r. do lipca 1960 r. pracownik operacyjny, od 15 maja 1957 r. rezydent rezydentury włoskiej, oficjalnie attache konsularny, następnie II sekretarz, kierownik Wydziału Konsularnego w Ambasadzie PRL w Rzymie. Od 18 czerwca 1965 r. do 1967 r. oficer operacyjny na placówce PRL w Dżakarcie, oficjalnie II sekretarz Ambasady PRL w Dżakarcie

- czytamy w Biuletynie Informacji Publicznej IPN.

Inną osobą, która znalazła się w katalogu funkcjonariuszy służb PRL jest Bronisław Kander, wieloletni oficer Departamentu I MSW, gdzie - jak podaje Biuro Lustracyjne IPN - był angażowany do przeszkolenia funkcjonariuszy. Jeszcze w 1945 r. uczęszczał do Szkoły Wojewódzkiej PPR; z kolei od maja 1955 r. do maja 1956 r. przeszedł kurs specjalny w Wyższej Szkole Wywiadowczej KGB w Moskwie. W okresie od 20 maja 1947 r. do 16 listopada 1947 r. pełnił służbę w 1. Samodzielnym Batalionie Operacyjnym WBW województwa warszawskiego. W 1953 r. realizował zadania wywiadowcze w na terenie Szwecji.

Z dokumentów IPN wynika, że Kander od 1956 r. kierował grupą, której podlegały tereny Danii i Szwecji.

Prowadzi osobiście rozpracowanie ośrodka wywiadowczego na terenie Szwecji pod krypt. Potop - czytamy w katalogu. Na początku lat 70. XX w. został oddelegowany do pracy w Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli w Sajgonie, gdzie pełnił m.in. funkcje zastępcy sekretarza generalnego Komisji do Spraw Wolności.

W latach 1974-1977 był oficerem operacyjnym rezydentury w Kanadzie, oficjalnie II sekretarzem Ambasady PRL w Ottawie. "Decyzją Centrali został wyłączony z bezpośrednich działań operacyjnych +na skutek dekonspiracji i prowokacji ze strony miejscowych służb specjalnych (...). Postawiono wówczas przed nim zadanie uzyskiwania naprowadzeń operacyjnych bez osobistego angażowania się w ich opracowywanie+" - podało Biuro Lustracyjne IPN.

Z katalogu Instytutu dowiadujemy się też, że w 1987 r. Kander został wysłany służbowo do Kolonii na sześć miesięcy do pracy Konsulacie Generalnym PRL.

O Szatkowskim i Kanderze pisze historyk Witold Bagieński w swojej obszernej publikacji "Wywiad cywilny Polski Ludowej 1945-1961". Badacz podaje, że Szatkowski był rezydentem w placówce wywiadowczej w Rzymie po tym, gdy kierował nią wcześniej kpt. Zelman Rojzman vel Zygmunt Gutt ps. Omega. Z pracy "Omegi" nie byli jednak zadowoleni szefowie Departamentu I MSW, ponieważ nie potrafił on - w ich ocenie - pokierować działalnością operacyjną.

Z kolei w kontekście Kandery historyk odnosi się do szkolenia w Wyższej Szkole Wywiadowczej KGB.

Funkcjonariusze musieli nosić sowieckie mundury z polskimi stopniami wojskowymi, a językiem wykładowym był rosyjski. W ramach cyklu nauk operacyjnych sowieccy wykładowcy uczyli ich pracy wywiadowczej z pozycji placówki i kraju, techniki operacyjnej, korzystania z martwych skrzynek, zagadnień obserwacji i kontrobserwacji

- napisał Bagieński.

Dodał też, że ćwiczenia praktyczne przeprowadzano m.in. w moskiewskim metrze i komunikacji miejskiej. "Wiele godzin wykładowych zajmowały zajęcia poświęcone zagadnieniom ideologicznym. Oprócz tego intensywnie uczono ich języka rosyjskiego i wybranych języków obcych" - dodał badacz.

Poza wpisami dot. Szatkowskiego i Kandery Biuro Lustracyjne IPN uzupełniło też wpisy w katalogu osób "rozpracowywanych" przez organa bezpieczeństwa PRL. Katalog ten jest formą upamiętnienia i docenienia tych osób, które walczyły w okresie PRL o w pełni suwerenną Polskę, a nie są one powszechne znane ze swojej działalności opozycyjnej. Jak dowiedziała się PAP, wpisy dotyczą m.in. Mieczysława Mrówczyńskiego i Franciszka Napierały, którzy w 1960 r. w Zielonej Górze bronili likwidowanego przez komunistów Domu Katolickiego, za co zostali skazani na trzy i dwa lata więzienia.

Na swojej stronie internetowej IPN podał ponadto, że Biuro Lustracyjne IPN uzupełniło katalogi o informacje zawarte w dokumentach organów bezpieczeństwa państwa, dotyczące łącznie 75 osób pełniących funkcje publiczne. Jeden nowy wpis dotyczy sekretarza stanu, a pozostałe 74 wpisy to modyfikacje wcześniejszych publikacji, wynikające z ich uzupełnienia o nowe informacje i dopisania zarządzeń prokuratorskich.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Lisiewicz: Polska – strefa wolna od ideologii LGBT. O naklejce, która poszła w świat

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/nancydowd

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

Ideologia LGBT skończyła się w Polsce wraz z profanacją obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej przez jej aktywistów - reprezentatywnych dla tego ruchu, którzy dopuścili się jej wielokrotnie. Podeptali oni polską świętość narodową. I wtedy zadziałała demokracja: odbyły się wybory i Polacy zdecydowali, że na ideologię LGBT nie ma u nas zgody. W tej sprawie nigdy nie będzie w Polsce „jak na Zachodzie”, bo my umiemy się uczyć na jego błędach. Nie pomoże agitatorom LGBT obłudne zasłanianie się „orientacją seksualną” i kłamstwa, że to o nią chodzi. O co chodzi, najlepiej wytłumaczy im wiersz polskiego poety-homoseksualisty – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Polskiej.

Jan Lechoń napisał najpiękniejszy w polskiej poezji wiersz o Matce Boskiej Częstochowskiej, który powinni przeczytać ci, których kult nowoczesności z polskości wydziedziczył. To jego fragment:

O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy…

Agresywne ataki ze strony ruchu LGBT na polskie świętości można wymieniać długo, od profanacji godła, po parodię mszy świętej, jednak żadna z nich nie robiła tak przygnębiającego wrażenia, jak atak na Tą „w którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy”.

Dla wyjaśnienia zabłąkanym Czytelnikom, którzy trafili tu przypadkiem i zechcą mnie za chwile skrytykować: nie jestem zawodowym krytykiem LGBT, piszę o tej tematyce rzadko, nie jestem też narodowcem, tylko piłsudczykiem, a pojawienie się na scenie politycznej lewicy antytotalitarnej, przyjąłem z życzliwością (niestety właśnie schodzi ona ze sceny politycznej wchodząc w sojusz postkomunistami). Dlaczego ktoś taki jak ja uważa, że walka z ideologią LGBT jest dziś koniecznością?

Co to jest LGBT, czyli pomieszanie języków

Pomieszanie języków jest tym, na czym najskuteczniej żerują oszuści i manipulatorzy. Od wzięcia byka za rogi i opisania tego zjawiska rozpocznijmy więc ten tekst.

To pomieszanie najbardziej wyraziście ukazało się, gdy na ambasadzie amerykańskiej w Warszawie zawisły tęczowe chorągiewki. Jak wyjaśniali organizatorzy akcji, prowadzona ona była na rzecz „dekryminalizacji homoseksualizmu”, gdyż są kraje, które „karzą, więzią, a nawet wykonują egzekucje osób ze względu ich orientacji seksualnej”.

W pełni podpisuję się pod każdym z tych sformułowań. Tyle, że nie będę nigdy popierać ich za pomocą tej chorągiewki, bo ci, którzy chodzą z nimi na polityczne manifestacje, do tamtych słusznych postulatów dokładają inne, które uważam za skrajnie szkodliwe.

Tym, na czym żerują ideologowie LGBT, jest zamęt gdy chodzi o definicję tego skrótu. Wikipedyści mogą sprawdzić, jak jego znaczenie zmieniało się w polskiej Wikipedii. Niegdyś Wikipedia pisała o LGBT jako o światowym ruchu lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transpłciowych. To była definicja prawdziwa.

Obecna definicja jest bzdurą: mówi, że to „skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transpłciowych jako do całości”. O żadnej „całości” nie może być mowy. Ruch LGBT jako bardzo silnie zideologizowany głosi poglądy, które jednym spośród homoseksualistów odpowiadają, a innym wręcz odwrotnie. Głęboko wierzę, że większości polskich homoseksualistów bliżej do wrażliwości Jana Lechonia, niż barbarzyństwa z Parad Równości.

Nazywanie ogółu homoseksualistów osobami LGBT to szkodliwa brednia, podobnie jak stwierdzenie, że Murzyni są leniwi, Żydzi chciwi, a Polacy kradną samochody. Większość osób homoseksualnych w Polsce nie ma nic wspólnego z ideologią LGBT.

Notabene jakiś czas temu toczyłem na dzielnicy spory z homoseksualistą-zwolennikiem Stanisława Michalkiewicza i Grzegorza Brauna. Tak, zwyczajni homoseksualiści jak inni ludzie poglądy mają od prawa do lewa.

Ideologia LGBT kontra świat pracy

W Polsce szerzenie ideologii LGBT stało się powodem konfliktów pracodawcy-pracownicy. I żaden z nich nie dotyczył krzywdzenia w pracy homoseksualistów, a wszystkie ofensywy ideologii LGBT. W Polsce pozycja świata pracy jest szczególna. To on wywalczył w Polsce wolność, on stworzył Solidarność, stał się też inspiratorem dla encyklik Jana Pawła II.

Kto chce inwestować w Polsce, musi liczyć się z tym faktem. IKEA i inne koncerny z krajów, w których podejście państwa i obywateli do ideologii LGBT jest inne niż w Polsce, muszą wiedzieć, że inwestując w naszym kraju muszą respektować nasz system wartości. Inaczej zysku z pracy polskiego pracownika czerpać nie będą.

Z wyjątkowo drastyczną demonstracją nietolerancji ze strony agitatorów LGBT mieliśmy do czynienia w Poznaniu. Tak jak w Poznaniu w 1956 r. na czele robotniczej manifestacji szły tramwajarki, tak niedawno tramwajarze odmówili wyjeżdżania na ulice miasta z tęczowymi chorągiewkami. MPK uszanowało decyzję większości motorniczych.

Natomiast Grupa Stonewall zaproponowała MPK „polubowne rozwiązanie sprawy i zorganizowanie szkolenia antydyskryminacyjnego dla pracowników”. Otóż trudno znaleźć przykład bardziej obrzydliwego szowinizmu, nietolerancji i pogardy dla świata pracy, jak te słowa.

Dodajmy, że z całą pewnością uczestnicy Parad Równości nie robią wrażenia społecznie wykluczonych, nie trzeba Sherlocka Holmesa, by zobaczyć, że są raczej bogatsi od swych adwersarzy.

Naklejka – strzał w dziesiątkę

Problem propagatorów LGBT z naklejką Gazety Polskiej polega na tym, że jest strzałem w dziesiątkę. Przywraca właściwą wagę zjawisk, odbiera osobom głoszącym agresywną ideologię status świętych krów. Mówi: tak, w Polsce wolno być przeciwnikiem ideologii LGBT, wolno tworzyć strefy wolne od niej, więcej – wolno dążyć do tego, by z Polski ideologia LGBT zniknęła. Walka z ideologią LGBT jest piękna, jest obroną fundamentów naszej cywilizacji, wszystkiego co w polskości najlepsze, a stało się obiektem agresji.

A kto tak nie uważa, może przyjąć po prostu, że w Polsce wolno walczyć z ideologią LGBT, podobnie jak wolno walczyć o to, by w Polsce nie rządzili socjaliści, liberałowie albo konserwatyści…

Istotą inwazji ideologii LGBT jest wszczepianie nam autocenzury, zgodnie z którą sami mamy czuć, że być wrogiem tej ideologii nie wolno, bo wtedy stajemy się podejrzani o to, że jako jednostki prymitywne po prostu odczuwamy niechęć do osób homoseksualnych, od której krok do agresji wobec nich.

„18 lipca decyzjami Gazety Polskiej postawiono kolejny krok nienawiści, który – jak pokazuje historia Polski – może doprowadzić do ludobójstwa” – napisały we wspólnym apelu po zaprezentowaniu naszej naklejki organizacje LGBT.

Po co to absurdalne sformułowanie o ludobójstwie, po co ten wrzask? Otóż jest w nim metoda: nie chodzi o to, by ktokolwiek uwierzył w ludobójstwo, bo oczywiście sami autorzy odezwy nie wierzą. Chodzi o stworzenie wrażenia, że przyklejenie takiej naklejki w domu to wyraz jakiegoś skrajnego stanowiska, że mimo wszystko nie wypada. Bo pojawienie się tych naklejek „robi różnicę”... Również w kontekście międzynarodowym, bo i w innych krajach może znaleźć naśladowców.

Biedroń i jego sojusznicy od akcji „Hiacynt”

Amerykańska ambasada napisała słusznie, że państwa nie powinny karać homoseksualistów. Otóż w Polsce państwo tylko raz dopuściło się aktu zorganizowanej, państwowej homofobii, przemocy wobec osób homoseksualnych.

Gwałtowne protesty Roberta Biedronia przeciwko naszej naklejce zbiegły się w czasie z zawarciem przez niego sojuszu z kontynuacją partii, która jako jedyna w Polsce ma na swym karcie akt wspomnianej państwowej homofobii, jakim była w latach 80. akcja „Hiacynt”. Protestów Włodzimierza Czarzastego z PZPR w tej sprawie wówczas nie odnotowano.

Jak widać, obrońcom homoseksualistów z Wiosny to dziedzictwo nie przeszkadza. Choć nie mam wątpliwości, że wielu obecnych emerytów z SLD przyjęło tę akcję z entuzjazmem. Co więcej – do dziś nie zmieniło zdania. Gdy parę ładnych lat temu organizowałem happeningi Akcji Alternatywnej Naszość z okazji 1 maja, jedna z działaczek tej partii wzniosła na mój widok okrzyk: „Idź ty geju” (jest nagranie na YouTube). Także członkowie Ligi Republikańskiej z podobnymi wyzwiskami od obecnych koalicjantów Biedronia, co nie załapali, że teraz jest inna mądrość etapu, spotykali się nagminnie.

Krzysztof Bosak przeciwko naklejce

Naszą naklejkę skrytykowali także „zawodowi” krytycy Krzysztof Bosak i Tomasz Terlikowski. Nie zgadzam się z ich opiniami. Bosak pisze, że naklejki to „szkodliwy pomysł”, bo „sugerują, że konserwatyści są przeciw tym ludziom, a to nieprawda” i jest to „dwuznaczny przekaz”.

To oczywiście cokolwiek zabawne, bo na manifestacjach organizowanych przez Bosaka pojawia się mnóstwo haseł nie tyle dwuznacznych, co jednoznacznych, jak sławny „Zakaz pedałowania”. Nie o hasło więc chodzi Bosakowi, a to że głosi je moja redakcja, mająca inne poglądy od niego na inne sprawy, ze stosunkiem do Rosji na czele.

Ze strony Bosaka, jak i Terlikowskiego widzę zgodę na wspomniane pomieszanie języków. Obaj godzą się na to, by fałszywa definicja LGBT funkcjonowała w naszym życiu publicznym. A ona nie jest żadnym ubocznym produktem sporów o ideologię LGBT, a przyczyną skuteczności jej ofensywy w wielu krajach. A przy okazji także przyczyną błędnego postrzegania wielu zwykłych homoseksualistów, na których plecach wroga polskości ideologia prze do władzy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl