Joanna Sontowska spędziła 19 miesięcy w niemieckim więzieniu za to, że zabrała swoją córkę z Niemiec i przywiozła ją do Polski. W tamtym czasie jej córka miała 5 lat. 

Niemiecki sąd, po tym jak zabrałam córkę, wydał na mnie europejski nakaz aresztowania. Polski sąd, zgodnie z umowami międzynarodowymi jakie nas łączą, wydał mnie w ręce niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Zostałam osądzona. Dostałam karę 3 lata i 3 miesiące pozbawienia wolności, spędziłam 19 miesięcy w niemieckim więzieniu, po czym dzięki wstawiennictwu polskiego ministerstwa sprawiedliwości, wróciłam do Polski. 

- mówi. Wsparcie od polskich władz otrzymała rok temu. 

Obecnie córka pani Joanny ma 9 lat. Być może przebywa w Niemczech ze swoim ojcem. Jest tak od czterech miesięcy, kiedy to dziewczynka została przez niego porwana w Szczecinie. 

Szłyśmy chodnikiem, usłyszałam pisk opon. Z samochodu wybiegło dwóch mężczyzn, między innymi ojciec mojej córki. Rzucili się na nas, obcy mężczyzna chwycił córkę za ręce i wskoczył z nią do samochodu, a ojciec mojej córki psikał mi gazem w oczy i rzucił mnie na ziemię.

- opisuje to dramatyczne zdarzenie pani Joanna. 

Policja natychmiast zorganizowała obławę na mężczyznę, lecz niestety było już za późno, Niemiec wraz z córką uciekł za granicę. Dziś nie ma o niej żadnych wieści - dziewczynka została wyrwana z polskiego społeczeństwa, nie mówi po niemiecku. Tu zaczyna się najciekawsza część tej historii ... polski sąd wydał za jej ojcem europejski nakaz aresztowania, ale strona niemiecka... odmówiła wydania go polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. 

Polska prokuratura wydała europejski nakaz dochodzeniowy, który obliguje stronę niemiecką do przeprowadzenia czynności na terenie Niemiec i przekazania informacji stronie polskiej w celu przeprowadzenia dochodzenia. Niestety, do dziś Niemcy nie przekazali polskim śledczym żadnych informacji.

- Sytuacja jest analogiczna, jak moja, ale system niemiecki chroni przestępcę - mówi pani Joanna. Pojawiła się nawet w ambasadzie Niemiec, lecz niestety nie chciano z nią rozmawiać. Jak dodała, we wszystkich instytucjach państwowych jest przyjmowana z serdecznością, niechlubnym wyjątkiem jest właśnie niemiecka ambasada. Przed ambasadą spotkała urzędników, którzy stwierdzili, że nie popierają jej protestu i nie są za tym, by w Unii Europejskiej były równe prawa dla wszystkich. Jak dodaje, jej przypadek był precedensem w Niemczech. Wcześniej niespotykane były tak wysokie wyroki za uprowadzenie rodzicielskie. 

Zobacz reportaż Cyntii Harasim: